
RZESZÓW. – Kilkadziesiąt lat mieliśmy piękną zieleń pod oknami, to teraz będą nas truć samochody przyjeżdżające do prokuratury – mówią mieszkańcy bloku ul. Lenartowicza.
We wtorek, 20 maja, na zielony teren w pobliżu nowego budynku prokuratury w Rzeszowie weszli robotnicy, którzy zaczęli budowę parkingu na blisko 60 samochodów. Przeciwko niemu protestowali od dłuższego już czasu mieszkańcy bloku przy ul. Lenartowicza 41. Nie inaczej było we wtorek, kiedy doszło do utarczek słownych z robotnikami. – 50 lat temu te wszystkie krzewy i drzewa własnymi dłońmi sadziliśmy, a teraz to wszystko niszczą i będą nas jeszcze truć spalinami – mówią zgodnie mieszkańcy bloku. Nie obyło się bez dwóch interwencji policjantów.
O to, żeby nie było parkingu mieszkańcy walczyli blisko 1,5 roku. Pisali pisma do prokuratury, próbowali także innych sposobów. Uważają, że inwestycja wzdłuż bloku nadweręży ich zdrowie, zagrozi egzystencji i naruszy prawa właścicielskie oraz przepisy prawa budowlanego. Nic to jednak nie dało. – W ubiegłym roku, gdy dostaliśmy plany tego miejsca, mój mąż i sąsiad poszli do architekta porozmawiać o tej inwestycji. Sąsiad się tak tym wszystkim zdenerwował, że na drugi dzień zmarł – mówi Kazimiera Maciołek. – Czy chcą, żeby kolejna osoba umarła, bo tego nie wytrzyma nerwowo? – pyta.
Interwencja policji
We wtorek na sporny teren weszli robotnicy z prywatnej firmy. Ogrodzili go i próbowali wbić drewniane pale. Mieszkańcy nie chcieli do tego dopuścić. – Nie ruszę się stąd, bo ja własnymi dłońmi z innymi mieszkańcami to wszystko sadziłem! Zabieracie nam zieleń – mówił zdenerwowany Mieczysław Koryl z zarządu wspólnoty mieszkaniowej.
Na miejscu pojawił się patrol policji. Funkcjonariusze tłumaczyli przez długi czas, że to już teren prywatny. – Prosimy o nieutrudnianie prac – apelowała policjantka. Po kilkunastu minutach funkcjonariusze odjechali, ale lokatorzy nadal nie chcieli dopuścić do prac robotników. – Wytną nam około 50 drzew i krzewów. Nie wolno na to pozwolić – mówił Antoni Maciołek z zarządu wspólnoty mieszkaniowej. – Dzisiaj mówi się tyle o ekologii, o sadzeniu drzew, roślin, a u nas jest wręcz odwrotnie – wycinają zieleń i stawiają parking, na którym parkować będą samochody, które nas wykończą spalinami – dodaje pani Kazimiera.
Rezygnacja mieszkańców
Po chwili na miejscu pojawili się kolejny raz ci sami policjanci. Mieszkańcy nie odpuszczali, doszło do słownych utarczek z pracownikami prywatnej firmy. Funkcjonariusze nie używali siły, tylko grzecznie tłumaczyli, że kilkunastu mieszkańców musi opuścić plac budowy. Po 20 minutach mieszkańcy bloku posłuchali ich i zeszli ze spornego terenu. Należy zaznaczyć, że już całkowicie zrezygnowani. – To już chyba koniec, tak nas załatwili. Niestety, przegraliśmy – mówi nam jeden z lokatorów bloku. – Przecież nie będę bił się z robotnikami – kończy odchodząc do domu pan Mieczysław.
Grzegorz Anton





5 Responses to "Mieszkańcy protestowali przeciwko budowie parkingu"