
Już dziś w Super Nowościach szósta część serii artykułów śledczych odsłaniających kulisy szokującej sprawy wyprowadzenia ogromnego majątku z kilku rzeszowskich spółek.
– Psy szczekają, karawana jedzie dalej – to ponoć jedno z ulubionych powiedzonek Ryszarda Podkulskiego. Czy i tym razem karawana znanego biznesmena pojedzie dalej, czy może wywróci się na ostrym zakręcie? Od tygodnia opisujemy szczegóły zarzutów, jakie jego wspólnicy, a przez długie lata także przyjaciele, stawiają Ryszardowi Podkulskiemu w sprawach wyprowadzenia majątku na kwoty sięgające ponad 100 milionów złotych ze spółek, gdzie razem byli udziałowcami. W innej sprawie, wyprowadzenia majątku z Rzeszowskich Zakładów Graficznych, gdzie biznesmen wraz ze swymi współpracownikami odegrał główną rolę, jest już akt oskarżenia, a we wtorek rozpoczyna się proces przed rzeszowskim sądem. Na jaw wychodzą jednak kolejne sprawy osób i firm, które czują się pokrzywdzone przez działalność Ryszarda Podkulskiego. Czy parasol ochronny, który do tej pory ktoś lub coś roztaczało nad znanym biznesmenem zostanie złożony?
Przypomnijmy, że wieloletni wspólnicy, traktujący Ryszarda Podkulskiego jak przyjaciela, obecnie zarzucają mu wyprowadzenie majątku na ich szkodę w dwóch spółkach: Europa II Plaza i Autonika Konsorcjum, gdzie wraz z biznesmenem byli udziałowcami.
Zapytaliśmy wspólników, co w ich ocenie motywowało Ryszarda P. w jego działaniach? Dlaczego miałby połasić się na działanie nie fair wobec swoich wieloletnich wspólników i przyjaciół? Oto ich odpowiedzi.
Mirosław Misiołek: – Pan Ryszard Podkulski, syn Władysława, zaplanował oszukać mnie już w 2012 roku, tylko do końca (w tamtym czasie) nie wiedział, jak to sensownie przeprowadzić. Ze względu na to, że Galeria Rzeszów jest przeinwestowana i długo nie zarobi na siebie i trzeba do niej dokładać (przepłacił trzykrotnie, płacąc 140 milionów złotych za działki pod budowę Galerii Rzeszów), a wybudowanie tej Galerii było jego największym marzeniem niezależnie od kosztów. Moim zdaniem, było to nieuzasadnione ekonomicznie, a miasto Rzeszów nie ma aż takiego potencjału konsumpcyjnego, tym bardziej, że Millenium Hall już funkcjonowało od jakiegoś czasu. Aby finansowo obsłużyć tę inwestycję postanowił zdobyć pieniądze w inny sposób – okradając mnie i swojego bratanka. Z mojej wiedzy i wyliczeń finansowych, biznes pana Ryszarda nie funkcjonuje tak kolorowo jak mogłoby się wydawać. Jego firmy są obciążone kredytem na ponad 300 milionów zł w różnych bankach, więc sama spłata kapitału i odsetek to ponad 3 miliony zł miesięcznie. Jak wiemy, rynek nieruchomości to rynek bardzo trudny, trudno o najemców , najemcy nie płacą w terminie, co powoduje utratę płynności, dodatkowo czynsze idą w dół. Jedynymi spółkami, które nie mają obciążeń kredytowych przynoszący duży dochód to Europa II Plaza oraz Autonika Konsorcjum. W związku z tym zawłaszczenie majątku tych Spółek wypełniło lukę braków finansowych, żeby na bieżąco obsługiwać kredyty bankowe. Na dzisiaj praktycznie wszystkie nieruchomości Pana Podkulskiego są zajęte na kwotę około 400 milionów zł. Jedynie Autonika i Europa były wolne od takich zajęć hipotecznych.
Według mojej wiedzy, spółka powiązana z Millenium Hall wygrała sprawę sądową w pierwszej instancji, oraz dostała zabezpieczenie sądowe na kwotę 30 milionów zł, a z tego co wiem, kolejna sprawa na następne 30 mln zł będzie uruchomiona . Syndyk firmy Resbex po ostatniej opinii biegłego sądowego w najbliższym czasie odzyska od spółki zarządzającej Galerią Rzeszów ponad 30 milionów zł za niezapłacone roboty budowlane. Ja uzyskałem sądowne zabezpieczenie na kwotę 41 mln zł i występuje o kolejne sądowe zabezpieczenia na kwotę 60 mln zł. Z moich informacji jeszcze kilka innych spółek (może trochę na mniejsze kwoty) też się szykuje do podobnych wniosków o zabezpieczenie w sądach. Z ostatnich wiadomości wspólnota mieszkaniowa w Sosnowcu – około 140 rodzin – złożyła doniesienie do prokuratury w Rzeszowie – przeciwko Panu Podkulskiemu bądź spółce z nim powiązanej.
Pan Podkulski w ogóle nie dopuszcza myśli, że on jako WIELKI BUDOWNICZY RZESZOWA (nieważne czyim kosztem), mógłby doprowadzić swoje spółki do bankructwa, ale jak widzimy, już Rzeszowskie Zakłady Graficzne są na skraju upadłości. Te wszystkie aspekty spowodowały, że posunął się do tak nieetycznych, wręcz przestępczych działań – kończy Mirosław Misiołek.
Według bratanka Ryszarda Podkulskiego, który jak twierdzi, także został okradziony, powodem jego działań były problemy finansowe, które miał i przewidywał, że się pogorszą. – Po prostu mnie okradł. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć, dlaczego nie przyszedł i nie powiedział albo poprosił abym mu pomógł finansowo w miarę moich możliwości – zastanawia się bratanek Podkulskiego.
Łukasz Misiołek: – Jako młoda osoba, która dopiero wchodzi w biznes, nigdy bym nie przypuszczał, że tak się robi interesy w Polsce i tak można bezkarnie okradać wspólników. Myślę, że są dwie przyczyny, na które składają się te wszystkie działania wymierzone w nas jako wspólników; zarówno finansowe, jak i wynikające z charakteru tego człowieka. Najbardziej zaskakuje mnie w tym wszystkim to, że do tego rodzaju działań angażuje osoby najbliższe, które mogą za to ponieść poważne konsekwencje, a on uważa, że uniknie kary.
Układali płytki w Galerii Rzeszów, teraz bankrutują
Problemy z rozliczeniami ze znanym rzeszowskim bizesmenem mają nie tylko duże spółki, ale też przedsiębiorcy działający w mniejszej skali. Z powodu współpracy z Ryszardem Podkulskim firma Buddom z wielkopolskiego Kościana została zmuszona do likwidacji działalności. Firma zajmowała się układaniem płytek w Galerii Rzeszów. O problemach firmy opowiada nam jej pełnomocnik Wojciech Kuś, który, jak mówi, został wprowadzony w błąd co do zakresu prac na obiekcie.
– O tym, że w Rzeszowie budowana jest galeria pana Podkulskiego dowiedzieliśmy się z Internetu – mówi Wojciech Kuś. – Przyjechałem na rozmowę i porozumiałem się z inwestorem co do warunków wykonania prac. Dzisiaj tego żałuję.
Przedsiębiorca mówi, że wkrótce po spisaniu umowy zadzwonił do Podkulskiego. – Powiedział: – panie Wojciechu, trzeba szybko zamawiać płytki i lecimy z tematem – kontynuuje Kuś. – Zapewniał mnie, że płytki są dostępne w hurtowni przez niego wskazanej. Wcale tak nie było, płytki nie były nawet zamówione w fabryce, a zaczęły biegnąć terminy realizacji.
Jak dodaje podwykonawca, Podkulski powiedział, że żadne kary nie będą brane pod uwagę jeśli on otworzy galerię w terminie.
– Stało się odwrotnie, galeria się otwarła, a my zostałem oszukany – mówi rozżalony Kuś. Na budowie doszło też do dziwnej sytuacji. – Pracowaliśmy dwa miesiące na okrągło, nasz brygadzista kwitował odbiory płytek na nasze stany. Gdy przyjechaliśmy po weekendzie, okazało się, że sporej części płytek nie ma. Zapytałem o to kierownika kontraktu inwestycji. Ten powiedział, że Ryszard Podkulski kazał pobrać te płytki podwykonawcom. Pobrać sobie, czyli rozkraść, bo inaczej nie można tego nazwać. A ponieważ to my kwitowaliśmy odbiory płytek, obciążył nas tymi płytkami, okradając nas – tłumaczy Wojciech Kuś.
Z kwoty 1,9 miliona złotych brutto za wykonane przez ekipę prace, Podkulski przelał na konta firmy około 300 tysięcy złotych. – Za resztę nic nie zapłacił, nie zafakturował wykonanych prac, a obciążył nas kosztami płytek i karami chyba przez niego wymyślonymi – dodaje przedsiębiorca. – Oficjalnie zarzucił nam nieterminowości. W świetle prawa rzeczywiście tak to wyglądało. Wcześniej obiecywał co innego. Byłem, niestety, naiwny, sądziłem, że rozmawiam z poważnym inwestorem. Właścicielka firmy zgłosiła sprawę do rzeszowskiej prokuratury, a ta została umorzona w dwóch instancjach. – Zostaje nam dochodzenie roszczeń na drodze cywilnej, jednak musimy dostać od sądu zgodę na umorzenie kosztów sądowych. Nie stać nas na zapłacenie opłaty sądowej w wysokości 5 procent. Przecież od miliona złotych to 50 tysięcy złotych, a my jesteśmy w trakcie zamykania działalności.
Z 70 pracowników, których zatrudniał Buddom, nie została nawet połowa. – Reszta też będzie szukać innej pracy – dodaje przedsiębiorca. Z jego wiedzy wynika, że podwykonawców, którzy znaleźli się w podobnej do niego sytuacji, było więcej.
– Rozmawiałem z robotnikami, którzy przygotowywali jego apartament. Był tak bezczelny, że opowiadał kogo tam będzie zapraszał. Mówił, że będą tam siedzieć prezydent miasta, prokurator, premier – opowiada.
Niedawno Wojciech Kuś przyjechał do Rzeszowa. Chciał rozmawiać w galerii o rozliczeniach firmy. Był umówiony z prezesem Piotrem B. – Kiedy tylko Podkulski mnie zobaczył, zaczął dopytywać sekretarek, po co przyjechałem i z kim jestem umówiony. Kazał im powiedzieć, że prezes będzie niedostępny do wieczora, bo jest na budowie 150 kilometrów od Rzeszowa. Ja byłem cierpliwy, powiedziałem, że poczekam, skoro przejechałem 600 kilometrów.
Później zadzwoniłem do prezesa i usłyszałem jak Podkulski, który chyba stał obok mówił, żeby Piotr B. przekazał mi groźby jakie skierował pod moim adresem. Słyszałem te groźby w słuchawce, bo mówił głośno.
Potem gdy byłem jeszcze w Galerii, pojawił się Podkulski. Gdy mnie zobaczył, wpadł do restauracji i zakrywał sobie głowę. Ja rozmawiałem z recepcjonistką, a w tym czasie moja żona zobaczyła, że on siedzi naprzeciwko. Wtedy zaczął krzyczeć „ochrona, ochrona, ochrona”. Chyba boi się o życie, skoro reaguje tak panicznie. Chciałem tylko porozmawiać, a musiałem odejść, bo co miałem zrobić? – pyta retorycznie. – Nie można oszukiwać i rujnować ludzi, budując imperium na złodziejstwie – kończy swą opowieść pan Wojciech.
***
O te wszystkie sprawy próbowaliśmy zapytać w czwartek Ryszarda Podkulskiego. – Jeśli chce pan ze mną porozmawiać, proszę umawiać się przez sekretariat z tygodniowym wyprzedzeniem – powiedział Ryszard Podkulski naszemu dziennikarzowi. Tak zrobiliśmy. Spotkanie zostało wyznaczone na przyszły tydzień.



6 Responses to "Jak się okradają biznesmeni w Rzeszowie? cz.6"