
PIŁKA NOŻNA. FINAŁ LIGI MISTRZÓW. W sobotę w Lizbonie finał Ligi Mistrzów Real Madryt – Atletico Madryt (godz. 20.45, transmisja TVP 1 i Canal Plus).
Pierwszy raz w historii spotkają się w nim drużyny z tego samego miasta. Od lat fanem Atletico jest fotoreporter Super Nowości WIT HADŁO, który w 2009 roku miał okazję poznać atmosferę panującą na stadionie Vicente Calderon.
– Wit, skąd u Ciebie fascynacja Atletico?
– Atletico jest klubem autentycznym. Nie ma w nim pozerstwa, żerowania na celebrytach. Jest za to pasja i miłość do barw, trybuny są pełne nawet, jeśli drużyna gra słabo. I co ważne: fani Atletico nie są szowinistami.
– Ponoć dostałeś karnet na mecz od jednego z fanów Atletico?
– Miał na imię Pedro, poznaliśmy się w samolocie, wracał z Londynu po przegranym meczu z Chelsea. Ofiarował mi swój karnet, żebym poczuł niepowtarzalną atmosferę Vicente Calderon. Grzecznie podziękowałem, bo miałem już akredytację prasową.
– Fani Atletico to ci z uboższych dzielnic położonych nad rzeką Manzanares, kibice Realu to bardziej arystokracja, intelektualiści, klasa średnia. Czy ten podział w Madrycie rzeczywiście jest tak widoczny?
– Z kimkolwiek rozmawiałem w Madrycie, to okazywał się fanem Atletico. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy Real ma kibiców (śmiech). Polscy emigranci jak mają okazję to też chodzą na mecze Rojiblancos, bo tam są tańsze bilety.
– W latach 90. gwiazdą Atletico był Roman Kosecki. Opowiedział ci kiedyś historię o pewnym chłopcu, który podawał mu piłki.
– Gdy Kosecki już po zakończeniu kariery pojawił się w Madrycie, podszedł do niego napastnik światowego formatu i mówi: – Roman, byłem młodzikiem, gdy zdobywałeś gole dla Atletico. Podawałem ci piłki, miałem za idola. Tym kimś był Fernando Torres.


