
ŻUŻEL. NICE PLŻ. TRZY PYTANIA DO… RAFAŁA OKONIEWSKIEGO, żużlowca GKM-u Grudziądz, byłego kapitana PGE Marmy Rzeszów.
– Część kibiców biła panu brawa, część gwizdała. Spodziewał się pan takiego przywitania w Rzeszowie?
– Nie ma co mieć pretensji do kibiców. Kibic jest taki, a nie inny. Część dalej jest za mną, wierzy we mnie i tak właśnie chciałbym wspominać Rzeszów. Jeździło mi się tutaj naprawdę bardzo dobrze, ale to że teraz się nie dogadaliśmy, stało się faktem. To już jednak historia i nie ma co rozdrapywać starych śmieci. Na pewno inaczej się czułem, startując w barwach Rzeszowa. Teraz przyjechałem tutaj jako gość, ale taki jest sport i nie dane mi było w tym roku jeździć w Rzeszowie. Cieszę się, że mogę dalej kontynuować karierę, jestem wystawiany do meczów i na tym najbardziej mi zależało.
– Na początku meczu nastraszyliście nieco PGE Marmę i chyba wówczas nikt w obozie GKM-u nie przypuszczał, że przegracie ten mecz…
– Rzeszów jest bardzo mocną drużyną i cały czas będę to powtarzał. Tym bardziej w meczach w siebie nie mają słabych ogniw, każdy punktuje i ciężko będzie komukolwiek wygrać na torze przy ul. Hetmańskiej. Spędziłem w Rzeszowie kilka ładnych lat, tak więc znam ten tor od podszewki i zawsze mi się na nim dobrze jeździło i niech tak zostanie.
– GKM był postrzegany jako jeden z kandydatów do awansu. Jednak początek sezonu miał wybitnie nieudany, a gdyby nie pana transfer, byłoby pewnie jeszcze gorzej…
– Skład jest nieprzewidywalny cały czas. Wyjazdowe spotkania są dla wszystkich trudne. Nie składamy broni, na pewno będziemy walczyć i nadal jesteśmy w grze.


