
RZESZÓW. Jazda motorami i skuterami „na grubość lakieru”.
Nasi Czytelnicy – jednocześnie kierowcy samochodów – są oburzeni na sposób jazdy motocyklistów, przede wszystkim tych na ścigaczach. Podobnie zresztą zachowują się młodzi ludzie na skuterach. A co tak bulwersuje kierowców? – Jazda na jednym kole, przeciskanie się „na grubość lakieru”, mijanie samochodów jak slalomowe tyczki z dużą prędkością to najczęstsze grzechy motocyklistów – mówią zgodnie nasi Czytelnicy.
Pan Paweł, który skontaktował się z naszą redakcją, sam doświadczył groźnej sytuacji, gdy jechał kilka dni temu al. Powstańców Warszawy w Rzeszowie. Motocykliści mijali go z dużą prędkością właściwie po linii przerywanej. – Na szczęście nic się nie stało, ale wystarczyłby mały błąd i doszłoby do poważnego wypadku, bo przejeżdżali na centymetry obok naszego auta – opowiada zdenerwowany. Podobnie zachowują się młodzi ludzie na skuterach.
– Stałam na światłach, na ul. Kwiatkowskiego. Zapaliło się zielone światło, ruszam, a tu nagle z… prawej strony pomiędzy moim autem a krawężnikiem wyprzedza mnie gość na skuterze. Odbił się od krawężnika, trochę go zatrzęsło. Nie upadł, bo mógł jechać co najwyżej 30 km/h, ale w innym razie wpadłby mi przed maskę i przejechałabym po nim – mówi pani Katarzyna.
Na tylnym i przednim kole
– Ja jechałem w sobotę aleją Sikorskiego. Nagle usłyszałem charakterystyczny dźwięk ścigacza. Przeleciał koło mnie jak pocisk. Trochę zwolnił i zaczął jechać na tylnym kole. Na skrzyżowaniu miał czerwone światło, więc zaczął hamować i jechać tym razem na przednim kole. No jakbym był w cyrku, ale to ulica. Nawet chciałem zadzwonić po policję, ale facet nie miał tablicy rejestracyjnej lub miał ją przygiętą – mówi nam pan Adam, kierowca z Rzeszowa.
Kolejny problem to mijanie samochodów jak tyczki, tyle że wystarczy jeden niewielki ruch kierownicą w samochodzie, żeby motocyklista wyleciał z motocykla jak z katapulty.
Należy obserwować dokładnie drogę
Co mogą zrobić kierowcy, widząc szaleńczą jazdę motocyklistów? Oficjalnie dzwonić po policjantów, informując o wykroczeniu drogowym. A nieoficjalnie – właściwie niewiele.
– Funkcjonariuszy drogówki to musiałoby być 10 razy tyle co obecnie, żeby po takim telefonie przyjeżdżali w ciągu kilku minut. W innym razie motocyklista odjedzie, a my nawet nie zapamiętamy jego tablicy rejestracyjnej. Kierowcy samochodów przede wszystkim muszą wiedzieć, że podczas sezonu motocyklowego drogę należy obserwować ze zdwojoną uwagą, a nad każdą decyzją należy się dokładnie zastanowić, choć mając dosłownie sekundy lub ułamki sekund, czasami bywa z tym trudno, tym bardziej, że taki ścigacz zwykle jedzie te 150 km/h – mówią nam nieoficjalnie policjanci.
Grzegorz Anton



19 Responses to "Terror ścigaczy trwa…"