
Za komuny największym marzeniem Polaków było wyjechać za granicę. Czy demokracja je zmieniła?
Dokładnie 25 lat temu – 4 czerwca 1989 roku – odbyły się w Polsce częściowo wolne wybory, w których komuniści podzielili się władzą z „Solidarnością”. Bardzo często mylnie nazywane są one „pierwszymi, wolnymi wyborami”, bowiem z góry było ustalone, że komuniści będą mieli 65 proc. miejsc w Sejmie, a opozycja tylko 35 proc. Mimo tego, wybory te są postrzegane jako punkt zwrotny w najnowszej historii Polski, z którym Polacy wiązali olbrzymie marzenia i nadzieje na poprawę swojej doli. Czy w III RP udało się je ziścić?
Stać nas na więcej
Patrząc na poziom przeciętnej płacy i jej siły nabywczej, w III RP statystycznego Polaka na pewno stać na więcej niż za komuny, tyle że porównywanie poziomu życia w systemach socjalistycznym i kapitalistycznym zawsze wypada na korzyść tego drugiego. W porównaniu z trudnym rokiem 1990, nasz poziom życia wzrósł prawie trzykrotnie. Jak podliczył portal finanse.wp.pl, za jedną pensję możemy dziś kupić ponad 2,7 raza więcej produktów niż w 1990 roku. Ale nie wszystkich, bo zdrożały m.in. ziemniaki, papierosy, bilety kolejowe i MPK, energia elektryczna.
Statystyki zamożności Polaków nie wyglądają już tak imponująco w ujęciu ostatnich 10 lat. PKB na głowę mieszkańca poszybował co prawda dwukrotnie w górę (z 22 tys. zł w 2003 do 42 tys. zł w 2013 roku), ale wraz ze wzrostem wynagrodzeń, znacznie wzrosły też ceny, co sprawia, że zakupy statystycznego Polaka nie rosną tak szybko, jak można by wywnioskować ze wskaźników makroekonomicznych. Jednym z takich wskaźników jest np. średnie wynagrodzenie, które na papierze wygląda całkiem nieźle (3,7 tys. zł w 2013 roku), ale Główny Urząd Statystyczny wylicza je na podstawie danych z firm zatrudniających powyżej 9 osób, czyli de facto zaledwie ok. 40 proc. pracujących!
Urzędnik kontra przedsiębiorca
Niewątpliwie polska gospodarka po 1989 roku odniosła sukces. Dzięki tzw. ustawie Wilczka, której podstawową zasadą było “co nie jest zabronione, jest dozwolone”, nastąpiło uwolnienie przedsiębiorczości Polaków i wysyp małych firm. Niestety, kolejne lata upływały pod znakiem mnożenia regulacji często wykluczających się nawzajem, które komplikowały życie przedsiębiorcom, a urzędnikom dały możliwość decydowania o tym, która firma wygra konkurencję na rynku, a która zbankrutuje. Najlepiej tę patologię pokazał kinowy hit ubiegłego roku “Układ Zamknięty”. Niewątpliwie polski PKB byłby zdecydowanie wyższy, gdyby energii przedsiębiorczych Polaków nie dusiła rosnąca armia urzędników, coraz mniej czytelne prawo oraz wysokie podatki. O ile? Tego nie wie nikt…
Warto też zauważyć, że w strukturze polskiego PKB systematycznie maleje udział przemysłu, o co można obwiniać tylko i wyłącznie klasę polityczną, a zwłaszcza tych polityków, którzy po 1989 roku odpowiadali za przekształcenia własnościowe. Potężne zakłady, w których pracowały tysiące ludzi, zostały albo wyprzedane po rażąco niskiej cenie, albo po prostu zamknięte (najlepszym tego przykładem są polskie stocznie). To właśnie dlatego wciąż największym problemem w Polsce pozostaje bezrobocie, które, tylko dzięki masowej emigracji młodych Polaków, utrzymuje się na poziomie kilkunastu procent.
Partyjny beton
Nie bez powodu jedną z najmniej szanowanych grup zawodowych w Polsce są politycy. Po 1989 roku mieli oni silny społeczny mandat do wprowadzania reform. Wydawało się, że powinno zależeć im na jego podtrzymaniu, ale z biegiem lat podejmowali decyzje, które wyłączyły z procesu decyzyjnego zwykłych obywateli. Polska polityka od ponad 20 lat upływa pod znakiem partyjnych sporów, podsycanych przez zainteresowane tym grupy interesów, zaś inicjatywy obywatelskie oraz instytucja referendum zostały w praktyce wyrzucone do kosza. W zachodnich demokracjach zlekceważenie inicjatywy z milionem podpisów byłoby skandalem, zaś w III RP to po prostu praktyka, o czym najlepiej świadczy niedawne odrzucenie przez sejmową koalicję PO-PSL wniosku o referendum ws. sześciolatków. Nie można też pominąć dziesiątek afer korupcyjnych, które co pewien czas wydostają się na światło dzienne. A o ilu podobnych do tzw. Infoafery czy afery Rywina Polacy nigdy się nie dowiedzieli?
Nową jakość w polityce mogłyby zagwarantować jednomandatowe okręgi wyborcze, które dają szansę na wybór ludzi spoza partii politycznych. Niestety, wciąż utrzymywany jest system wyborczy, który doprowadził do zabetonowania sceny politycznej przez partie polityczne. Poparcie dla Ruchu Palikota w 2009 roku oraz Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego świadczy o tym, że rośnie nowa grupa wyborców, zwłaszcza wśród młodszego pokolenia, która chce rewolucyjnych zmian politycznych, w tym JOW-ów. Tyle, że to ciągłe poszukiwanie nowych liderów kontrastuje ze względnie stałym poparciem, jakim od prawie 10 lat cieszą się Donald Tusk i Jarosław Kaczyński.
***
25. rocznica wyborów 4 czerwca to świetna okazja nie tyle do świętowania, co do refleksji nad stanem państwa. Niewątpliwe sukcesy nie powinny przesłaniać porażek i wciąż istniejących, ale niewykorzystanych szans na szybszy rozwój Polski, niezależnie od tego czy będzie to III, czy IV RP. Jeśli nic się w najbliższej przyszłości nie zmieni, to wciąż dla milionów młodych ludzi marzeniem i koniecznością będzie opuszczenie tego kraju, czyli dokładnie tak, jak było za komuny…
Arkadiusz Rogowski



9 Responses to "Refleksja nad III RP, czyli 25 lat minęło…"