Człowiek psu zgotował taki los

Człowiek, istota podobno rozumna, doprowadził swego psa do takiego stanu. Teraz wypada nam tylko mocno wierzyć, że weterynarzom uda się uratować umęczone zwierzę. Fot. Lecznica „Ada”
Człowiek, istota podobno rozumna, doprowadził swego psa do takiego stanu. Teraz wypada nam tylko mocno wierzyć, że weterynarzom uda się uratować umęczone zwierzę. Fot. Lecznica „Ada”

KRZYWCZA (pow. przemyski). Weterynarze walczą o życie zaniedbywanego psa.

– Gdy go zobaczyliśmy, łzy stanęły nam w oczach, a niejedno już widzieliśmy – opowiada wstrząśnięty Radosław Fedaczyński z przemyskiej lecznicy dla zwierząt „Ada”. – Pies był w stanie niemal agonalnym! Jak można tak traktować żywą istotę? – pyta weterynarz.

Weterynarzy z „Ady” wezwał do wycieńczonego psa Urząd Gminy Krzywcza. To jego pracownik zabrał zwierzę z posesji jego właściciela, nim zdążyło skonać przy swojej budzie. Niestety, osoba zajmująca się tą sprawą w urzędzie nie chciała z nami rozmawiać, bo nie jest, jak mówiła, upoważniona do kontaktów z mediami, a do wójta gminy ani jego zastępcy nie udało nam się dodzwonić. Nie wiemy zatem, skąd urząd miał informacje o psie. Nieoficjalnie natomiast dowiedzieliśmy się, że właściciel zwierzęcia był kompletnie pijany i także został „dokądś zabrany”, jak powiedział nam nasz informator.

Pies, którego weterynarze nazwali „Goran”, trafił do lecznicy niemal konający. – Jest bardzo wygłodzony – zauważa R. Fedaczyński. – Widać, że nie był karmiony, nie miał też dostępu do świeżej wody, co przy obecnych upałach było dlań udręką – podkreśla weterynarz. – Poza tym na skórze psa były dosłownie roje pasożytów, od kleszczy poprzez pchły, po wszoły. Te pasożyty wyssały z niego sporo krwi, „Goran” ma silną anemię – relacjonuje Fedaczyński. Weterynarz, który wiele chorych i zaniedbanych zwierząt już widział, stanem „Gorana” i sposobem traktowania go przez właściciela jest po prostu wstrząśnięty. – Jak można tak obejść się z żywą istotą? – pyta. – Gdy go zobaczyliśmy, po prostu płakać nam się chciało – przyznaje. Stan „Gorana”, który ma około 9 do 10 lat nadal jest bardzo ciężki. – Walczymy o niego i zrobimy wszystko, by przeżył – zapewnia R. Fedaczyński.

Sprawą zajmuje się już policja, która prowadzi czynności sprawdzające, czy właściciel zwierzęcia dopuścił się w świetle obowiązujących przepisów przestępstwa znęcania się nad nim. Czymkolwiek zakończą się te czynności „Goran” nie powinien już nigdy trafić do rąk swego właściciela.

Monika Kamińska

7 Responses to "Człowiek psu zgotował taki los"

Leave a Reply

Your email address will not be published.