
KORCZOWISKA. Komisja Rewizyjna Rady Gminy skontrolowała budynek po zlikwidowanej podstawówce. To, co tam zobaczyła, może przerazić…
Zdewastowane pomieszczenia, zaginiony (skradziony?) sprzęt szkolny, do tego wyważone łomem drzwi do kancelarii, gdzie na ziemi leżą dzienniki ocen, do których zajrzeć może sobie każdy, kto chce. Tak dziś wygląda budynek po zlikwidowanej Szkole Podstawowej w Korczowiskach. – Obiekt jest naprawdę w fatalnym stanie. Można się przerazić, widząc na podłodze… kawałki sufitu – alarmuje radny Karol Ozga (28 l.).
Wszystko zaczęło się trzy lata temu, kiedy władze gminy, mając na ustach hasła o „szukaniu oszczędności”, zamknęły Szkołę Podstawową w Korczowiskach, niejako skazując jej małych uczniów na dojazd do Raniżowa, nierzadko w upale, mrozie, śniegu, czy deszczu.
Na podłodze… kawałki „czarnego” sufitu
Mieszkańcom obiecywano, że dzięki likwidacji placówki ich wieś zyska ok. 200 tys. zł rocznie. Pieniądze te miały zostać zainwestowane m.in. w infrastrukturę. I co? I nic! – Żadna inwestycja nie została zrealizowana, żadne roboty. Remiza jest niewykończona, drogi są tak dziurawe, że przejechać się nie da. Dramat. Gdzie są te pieniądze, które miały się pojawić po likwidacji naszej szkoły? – denerwuje się sołtys Korczowisk, Marek Żyła (39 l.).
Opuszczony budynek podstawówki popadł w ruinę. Świadczy o tym wynik kontroli Komisji Rewizyjnej Rady Gminy: – Szkoła jest w opłakanym stanie – relacjonuje Karol Ozga (28 l.), szef komisji. – Trzy lata temu jeszcze nadawała się do użytku. Dziś można się tylko przerazić. Na ziemi leżą elementy czarnego sufitu. Widać, że przez ostatnie lata nie było w naszej gminie gospodarza, który do tego tematu włożyłby chociaż jakieś minimum wysiłku.

Drzwi wyważone łomem, na ziemi dzienniki ocen
– Należałoby dokonać inwentaryzacji w tym budynku – kontynuuje Ozga. – Okazuje się, że brakuje tam kilku rzeczy, które nie wiadomo do końca, gdzie się podziały. I trzeba to wyjaśnić. W kancelarii, której drzwi są wyważone łomem, leżą na ziemi dzienniki ocen i inne dokumenty. Takich rzeczy nie powinno się robić. Dokumentację powinno się zniszczyć albo chociaż jakoś zabezpieczyć, żeby nie była dostępna dla byle kogo – irytuje się.
Mało tego, okazuje się, że zarządcą budynku wcale nie jest Urząd Gminy. Formalnie jest nim kolbuszowskie starostwo. – W ostatnim czasie obiektem tym zainteresowała się pewna organizacja pozarządowa, która miała pomysł na jego wykorzystanie – zdradza Ozga. – Należy zatem poczynić starania, aby obiekt przeszedł na własność gminy – dodaje.
Paweł Galek



5 Responses to "W byłej szkole jak na melinie"