
WARSZAWA. Skandaliczna i nieudolna akcja ABW w redakcji tygodniku „Wprost”.
– Nie będę podawał się do dymisji w związku z działaniami, o których wszyscy wiemy, że miały charakter przestępczy – powiedział w czwartek na konferencji prasowej premier Donald Tusk.
Zwołał ją o 8 rano po wieczornej akcji ABW w redakcji „Wprost”. Szef rządu dystansował się od działań prokuratury. Zapowiedział jednak, że „z całą pewnością postępowanie funkcjonariuszy będzie analizowane sekunda po sekundzie”, a na początku przyszłego tygodnia „podejmie stosowne decyzje” w sprawie przyszłości Bartłomieja Sienkiewicza. Premier powiedział, że jeśli kryzys spowodowany opublikowanymi przez tygodnik „Wprost” nagraniami z udziałem wysokich urzędników państwowych okaże się zbyt głęboki, nie wyklucza wcześniejszych wyborów. Do wyborów miałoby dojść za kilkanaście tygodni.
Spięcie z dziennikarzami
Podczas konferencji doszło do spięcia z dziennikarzami. – Ja sądziłam, że pan powie, że minister Sienkiewicz przestaje być ministrem. Ta sytuacja wczoraj był kompromitująca. Kompromitujące jest to, że człowiek będący świadkiem we własnej sprawie, który wczoraj była przesłuchany przez prokuraturę, dziś prowadzi śledztwo we własnej sprawie. Człowiek, który prowadzi rozmowy w stylu mafijnym – mówiła Monika Olejnik do premiera. Premiera zaatakowali też redaktorzy telewizji Republika, „Gazety Polskiej” oraz TVN. – Proszę ostudzić emocje – prosił dziennikarzy Tusk. – Wczoraj spędziliśmy w redakcji „Wprost” 8 godzin i nasze emocje są wynikiem działania pańskich służb – odpowiedział Samuel Pereira z „Gazety Polskiej”. – Czy zamierza się pan podać do dymisji, pan zaklina rzeczywistość? – dopytywał.
Dziennikarze oddali premierowi walizkę, którą w redakcji tygodnika „Wprost” zostawili funkcjonariusze ABW. W walizce znajdowały się dokumenty i pieczątki.
II część nagrań
– Opublikujemy kolejną część rozmowy ministra spraw wewnętrznych z prezesem NBP; w poniedziałek ujawnimy też drugą taśmę – zapowiedział w środę późnym wieczorem redaktor naczelny „Wprost” Sylwester Latkowski. Latkowski mówił o tym po opuszczeniu redakcji „Wprost” przez funkcjonariuszy ABW i prokuratorów.
W środę agenci ABW dwukrotnie przyszli do siedziby tygodnika „Wprost”. Po raz pierwszy około południa, gdy przyszli z postanowieniem prokuratury o wydaniu rzeczy. Po południu wrócili, razem z prokuratorem Józefem Gackiem. Przeszukanie zleciła Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga po tym, jak dziennikarze odmówili wydania nagrań, na których utrwalono rozmowy wysokich urzędników państwowych. Latkowski podkreślił, że jest skłonny niezwłocznie wydać nagrania, jeżeli tylko sąd uchyli tajemnicę dziennikarską.

Akcji ABW przyglądali się dziennikarze z innych mediów. „Do widzenia”, „do domu” – skandowali do funkcjonariuszy.
Największa batalia toczyła się o osobisty laptop Sylwestra Latkowskiego. Ośmioro czy dziesięcioro funkcjonariuszy szamotało się z Latkowskim w jego gabinecie, chcąc mu zabrać laptop. Nie udało im się.
Nieudolność ABW
Podczas próby przeszukania redakcji nie obyło się również bez innych komplikacji. ABW miało problemy z kopiowaniem materiałów z laptopów. – Kilka godzin czekaliśmy, bo, wyobraźcie sobie, funkcjonariusze ABW nie potrafili z laptopa Apple’a zrobić kopii binarnej. Żyjemy w takim kraju, że ABW nie potrafi w cywilizowany sposób zgrać danych ze zwykłego laptopa. Nie dziwne, że nie potrafią zapewnić bezpieczeństwa rozmów – powiedział Sylwester Latkowski.
Wszystko wymknęło się spod kontroli
To skandal – mówią zgodnie dziennikarze komentujący przeszukanie redakcji tygodnika „Wprost” przez funkcjonariuszy ABW. – Wydaje mi się, że ktoś stracił całkowicie zdrowy rozsądek. Wygląda to tak, jakby wszystko wymknęło się spod kontroli, bo wiadomo, że jedynym efektem tego typu działania musi być powszechne poczucie, że władzy na czymś bardzo zależy; że jest czymś bardzo zagrożona – mówił na antenie TVN24 Paweł Lisicki, szef tygodnika „Do rzeczy”.
Ocenił, że obecność ABW w redakcji „Wprost”: „można odczytywać jako presję, jako groźbę wobec redakcji”, a jednocześnie akcja funkcjonariuszy jest prowadzona „nieudolnie”. – O ile można się z pewnością zgodzić, że samo nagranie ministra spraw wewnętrznych w taki sposób świadczy o nieudolności służb, to ja już przestaję się dziwić tej nieudolności, widząc jak wygląda przeszukanie w tygodniku „Wprost” – stwierdził Lisicki dodając, że jest ciekaw, kto podjął tę decyzję i czy liczył się z jej skutkami.
TVN 24, TVP Info/ps



One Response to "Premier grozi wcześniejszymi wyborami"