Za chory, by dostać pracę, za zdrowy, by brać rentę

- Choruję od trzeciego roku życia. Nikt nie chce mnie zatrudnić, ale lekarz orzecznik z uporem maniaka co jakiś czas odbiera mi rentę, licząc, że kiedyś nie zdążę się odwołać w terminie i stracę ją bezpowrotnie, a już teraz bez renty oboje z żoną byliśmy zmuszeni zrezygnować z części przyjmowanych leków, bo nie mamy za co żyć - mówi z goryczą Zbigniew Polak. Fot. Wit Hadło
– Choruję od trzeciego roku życia. Nikt nie chce mnie zatrudnić, ale lekarz orzecznik z uporem maniaka co jakiś czas odbiera mi rentę, licząc, że kiedyś nie zdążę się odwołać w terminie i stracę ją bezpowrotnie, a już teraz bez renty oboje z żoną byliśmy zmuszeni zrezygnować z części przyjmowanych leków, bo nie mamy za co żyć – mówi z goryczą Zbigniew Polak. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. – Pracodawcy mówią, że nie potrzebują do pracy zdechlaka, orzecznicy ZUS zaś, że moje zdrowie się poprawia. To jak to ze mną jest? – pyta Czytelnik Super Nowości.

– Niepełnosprawność w stopniu umiarkowanym przyznaną mam do marca 2015 roku, ale już w sierpniu ubiegłego roku (2013) lekarz orzecznik mnie uzdrowił i odebrano mi rentę socjalną. Od tego czasu dostaję tylko 153 zł zasiłku pielęgnacyjnego, mam żonę na rencie i córkę na wychowaniu, dlatego często rezygnujemy z wykupywania części leków, bo nie mamy za co żyć – mówi Zbigniew Polak z Brzózy Stadnickiej. – Skoro uznano, że „nie jestem całkowicie niezdolny do pracy”, zatrudniłem się w zakładzie pracy chronionej, ale po trzech miesiącach zasłabłem w pracy i szef mi podziękował.

Pan Zbigniew za całkowicie niezdolnego do pracy został uznany w 2001 roku, przyznano mu wtedy rentę socjalną (niepełnosprawność powstała w dzieciństwie) i zasiłek pielęgnacyjny przyznawany osobom wymagającym opieki i pomocy ze względu na niezdolność do samodzielnej egzystencji.

Zmiana płatnika zmieniła zasady
Jego problemy zaczęły się w 2004 r. kiedy wypłatę renty przejął ZUS (wcześniej wypłacały ośrodki pomocy społecznej). – Od tego czasu lekarz orzecznik orzekał o istnieniu całkowitej niezdolności do pracy na rok, dwa, trzy. Potem odbierał mi prawo do renty. Ja się za każdym razem odwołuję do komisji lekarskiej, czasem nawet do Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Rzeszowie, a tam biegli sądowi przywracają mi status całkowitej niezdolności do pracy i przywracają mi rentę. Tyle tylko, że to trwa czasem kilka miesięcy, a ja nie mam na życie i leki. Co z tego, że potem hurtem dostaję zaległą sumę, skoro w międzyczasie muszę biedować jak żebrak. 70 zł zasiłku stałego, który MOPS mógłby mi przyznać później i tak musiałbym zwrócić.

W 2013 r. lekarz orzecznik znowu uznał, że nie jest całkowicie niezdolny do pracy
Stając przed orzecznikiem w sierpniu ubiegłego roku nie zdziwił się, gdy ten uznał, że jest zdrowszy, czyli nie jest całkowicie niezdolny do pracy i odmówił mu prawa do renty socjalnej.

– Problem w tym, że sprawa odwołania się ślimaczy (rozprawa w sądzie ma się odbyć dopiero w lipcu). Niepokojące jest również to, że z dołączonych do akt sprawy opinii lekarzy wynika, że spirometrię mam w normie, czyli pojemność płuc znacznie mi się zwiększyła, choć obturacja płuc raczej ulega pogorszeniu niż polepszeniu – mówi Polak. Nie powołano także biegłych z zakresu chorób, na które się leczę, chociażby reumatologa.

Anna Moraniec

6 Responses to "Za chory, by dostać pracę, za zdrowy, by brać rentę"

Leave a Reply

Your email address will not be published.