
Rozmawiamy z marszałkiem województwa podkarpackiego, Władysławem Ortylem (PiS).
Super Nowości: Panie Marszałku, w piątek odbędą się dwie nadzwyczajne sesje sejmiku. Na pierwszej chce Pan poszerzyć skład zarządu, a na drugiej opozycja chce zmienić prezydium sejmiku. Będzie kolejna rewolucja w podkarpackim samorządzie?
Władysław Ortyl: Nie wiem. Wszystko jest w rękach radnych. Każdy ma prawo do głosu zgodnie ze swoją wolą i sumieniem. Rewolucja na pewno nie jest nam potrzebna. Jeśli zależy nam na województwie, jego przyszłości, to każda próba destabilizacji jest szkodliwa, i jeśli po piątkowych sesjach dojdzie do niepotrzebnych zmian, tak to będę odbierał. Pierwszą piątkową sesję koalicja zwołała tylko dlatego, że radni opozycji zablokowali wprowadzenie do porządku obrad wybór nowego członka zarządu.
– Jak Pan ocenia taką postawę opozycji?
– To również próba destabilizacji. Przed nami trudny, pracowity okres, który będzie kluczowy dla rozwoju województwa i jego najbliższych kilku lat. Przed nami nowa perspektywa finansowa, negocjacje w sprawie kontraktu terytorialnego i nowego Regionalnego Programu Operacyjnego. Staramy się o uruchomienie połączeń cargo z Miami. Dodatkowo dochodzi czas wakacji, urlopów. Zamiast skupić się na merytorycznej pracy, z przymusu zajmujemy się sobą. Chyba, że opozycji o to właśnie chodzi. Liczę, że w piątek, jednak uda się uzupełnić skład zarządu.
– Wydaje się, że arytmetyka sejmikowa jest w tym momencie prosta…
– Tylko z pozoru. Źle się stało, że przed piątkowymi głosowaniami wszyscy spoglądają w stronę dwóch radnych: Mirosława Karapyty i Jana Burka. Ja chcę zapytać czy to oni rządzą teraz sejmikiem? Pan Karapyta wrócił do zdrowia, poczuł się znów ważny, chciał pokazać, że nie tylko on ma problemy. Groźby w jego ustach to hipokryzja. Radna Kowalska postawiła znak równości między „aferą Karapyty” a odwołaniem marszałka Burka. Protestuję przeciwko takiemu ujęciu. Pan były marszałek ma postawione zarzuty. Takie są fakty. To jeszcze nie wyrok, ale klasyfikuje zupełnie inaczej. Sprawę pana Burka rozpatrujemy w kwestii moralno-etycznej. Zarzutów postawionych mieć nie będzie. Przed rokiem na jakiekolwiek działania po ujawnieniu nieprawidłowości czekano miesiącami. My trudne decyzje podjęliśmy w ciągu kilku dni, a pierwsze zdecydowane kroki personalne podjąłem w przeciągu kilku godzin. Chodziło o zasady i przejrzystość. Mogliśmy przeczekać, przegłosować absolutorium i wtedy porządkować sytuację, mogliśmy też nic nie robić. Ja stosuję inny system wartości.
– Ostatnio radni z koalicji też nie byli jednością. Jak będzie w piątek?
– To nie będą tylko głosowania za panem X czy panią Y. To będzie próba odpowiedzialności za nasze województwo i jego przyszłość. Przed poprzednią sesją spotkałem się z przedstawicielami wszystkich klubów. Mówiłem również o tym. Rzeczywistość sejmikowa okazała się inna. Wielu radnych rozpoczęło już kampanię wyborczą.
– W niedalekiej przyszłości prawdopodobnie będzie głosowany też wniosek o odwołanie zarządu…
– Wynika to z braku absolutorium. Radni mieli takie prawo. Przypomnę, że absolutorium nie zostaje udzielone w przypadku niewykonania budżetu. To nie jest festiwal sympatii czy antypatii dla zarządu. Opinie w sprawie uchwały absolutoryjnej musi wyrazić jeszcze Regionalna Izba Obrachunkowa. Budżet wykonaliśmy w trudnych warunkach. Decyzje finansowe, których część dostaliśmy w spadku po poprzednim zarządzie, nie były proste. W ciągu pół roku nie można łatwo dysponować pieniędzmi. Zarzuca się nam nadwyżkę, ale we właściwy sposób zagospodarowaliśmy ją w budżecie na 2014 rok. Pracujemy normalnie i tak będziemy pracować do ostatniej chwili, czy to decyzji radnych czy końca kadencji. Nie zamierzamy składać broni. Województwo podkarpackie ma przed sobą naprawdę wiele wyzwań.
Rozmawiał Arkadiusz Rogowski



5 Responses to "„Czy sejmikiem rządzą radni Karapyta i Burek?”"