Leżajski przedsiębiorca sypie „podkarpacki układ”?

Szef klubu parlamentarnego PSL Jan Bury nie ukrywa, że zna dwóch leżajskich przedsiębiorców, którzy kilkanaście dni temu usłyszeli zarzuty powoływania się na wpływy w instytucji państwowej. Fot. PAP
Szef klubu parlamentarnego PSL Jan Bury nie ukrywa, że zna dwóch leżajskich przedsiębiorców, którzy kilkanaście dni temu usłyszeli zarzuty powoływania się na wpływy w instytucji państwowej. Fot. PAP

Kolejna afera korupcyjna na Podkarpaciu.

To był gorący piątek na Podkarpaciu. Funkcjonariusze CBA przeszukali gabinet szefowej Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie Anny Habało oraz dom prokuratora w stanie spoczynku Zbigniewa Niezgody. Czynności te, podobnie jak wcześniejsze „wizyty” CBA u posła PSL Jana Burego oraz wiceministra Zbigniewa Rynasiewicza (PO), mają prawdopodobnie związek ze śledztwem warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej w sprawie udzielania korzyści majątkowych w zamian za pośrednictwo w załatwieniu sprawy w instytucji państwowej. Ogólnopolskie media mówią już wprost o „podkarpackim układzie”, a CBA twierdzi, że „sprawa jest rozwojowa”.

Prok. Habało została niemal natychmiast zawieszona przez prokuratora generalnego. – To nie przesądza jednak ani o przewinieniach dyscyplinarnych, ani tym bardziej o popełnieniu przestępstw – tłumaczy Maciej Kujawski z Prokuratury Generalnej. – Potrzebne jest wyjaśnienie, dlaczego prokuratorzy uznali, że należy dokonać przeszukania w jej gabinecie służbowym – dodaje.

Mariusz Chudzik, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie, zapytany przez nas o sprawę przeszukania gabinetu prokurator Anny Habało i jej zawieszenie odpowiedział: – Nie spodziewaliśmy się tego wejścia do prokuratury. Sam jestem obecnie w Warszawie i nie wiem, co będzie dalej. W poniedziałek z urlopu wraca prokurator Andrzej Kiełtyka, zastępca prokurator Habało, i to on najprawdopodobniej przejmie jej obowiązki.

Na razie nie wiadomo jednak, jaki związek ze śledztwem PA w Warszawie ma szefowa rzeszowskiej apelacji. Według TVN24, „badane są jej związki z biznesmenami z Podkarpacia i politykami PO i PSL”.

Jeśli tak, to chodzi prawdopodobnie o Mariana D. i Pawła K. – prezesa i wiceprezesa firmy paliwowej z Leżajska, którzy usłyszeli już zarzuty powoływania się na wpływy w instytucji państwowej. Mieli to robić u pochodzącego z Leżajska wiceministra infrastruktury i rozwoju Zbigniewa Rynasiewicza. Nie brakuje też spekulacji, że to właśnie jeden z podejrzanych przedsiębiorców zaczął „sypać”.

Przypomnijmy, że CBA przeszukała wcześniej gabinety, mieszkania i domy dwóch czołowych podkarpackich polityków: szefa klubu parlamentarnego PSL Jana Burego oraz wiceministra Zbigniewa Rynasiewicza (PO). Bury nie ukrywa, że zna tych dwóch leżajskich przedsiębiorców, natomiast Rynasiewicz w ogóle jeszcze nie odniósł się do sprawy.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że CBA przyszło do posła Burego (a także innych polityków PSL, w tym Bogusława Płodzienia z Dębicy) na dzień przed głosowaniem w sprawie odwołania szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza. To właśnie jemu formalnie podlega… CBA. Jeśli zatem przeszukania miały na celu zmiękczyć PSL, to to się udało. Ludowcy ostatecznie nie poparli wniosku Prawa i Sprawiedliwości i Sienkiewicz został na stanowisku.

Nie brakuje też głosów, że to właśnie o podkarpackiej aferze mieli rozmawiać 5 czerwca w restauracji Sowa & Przyjaciele szefa CBA Paweł Wojtunik i wiceminister Elżbieta Bieńkowska. Ale jak na razie nagranie tamtej rozmowy nie ujrzało światła dziennego.

Arkadiusz Rogowski, Grzegorz Anton

NASZ KOMENTARZ
CBA kontra podkarpacki układ

Centralne Biuro Antykorupcyjne nie wyjaśnia wprost, co jest przyczyną przeszukania w gabinecie szefowej rzeszowskiej Prokuratury Apelacyjnej. Dziennikarze snują różne domysły, pojawiają się rożne sugestie, ale być może CBA zajmuje się też wątkiem sprawy biznesmena, o którym z powodu postanowienia sądu nie możemy pisać.

Można przecież zastanawiać się, dlaczego w sprawach prowadzonych w związku z działaniami wspomnianego biznesmena ciągle zmieniają się prokuratorzy. W Tarnobrzegu prokurator prowadzący jedno z postępowań dotyczących biznesmena jest chory i nie wiadomo kiedy wróci do pracy.

Sprawa ma charakter rozwojowy, artykuły na jej temat pojawiły się nie tylko u nas, ale również w innych regionalnych gazetach, a ostatnio pisała o niej w piątkowym wydaniu „Rzeczpospolita” w artykule „Biznes po rzeszowsku”.

Biznesmenowi prawdopodobnie wydaje się, że może być całkowicie spokojny o los wszystkich postępowań związanych z jego osobą, wiedząc, iż ma skuteczną osłonę ze strony prokuratorów. Tak było zawsze do tej pory, więc pewno ma podstawy tak sądzić.

Może CBA, które wzięło pod lupę związki polityki, biznesu i prokuratury na Podkarpaciu, przygląda się także tym powiązaniom. Interesująca dla funkcjonariuszy antykorupcyjnego biura może być na przykład zbieżność niektórych nazwisk pojawiających się przy okazji spraw biznesmena. Wystarczy tylko dokładniej się przyjrzeć.

Rzeszowska sitwa trwa w najlepsze
Rzeszów już w okresie PRL, począwszy od lat 50., był znany jako miasto szczególnej sitwy, układów i układzików. W poprzednim ustroju miało to jeszcze dodatkowy wymiar ze względu na rolę partyjnych sekretarzy w obsadzaniu dyrektorskich stanowisk w zakładach pracy i wszelkich możliwych instytucjach. Do tego dochodziła wszechobecna Służba Bezpieczeństwa, która również wszędzie miała swoich „zaufanych” ludzi.

Od 1989 roku mamy ponoć wolną Polskę, ale w Rzeszowie niewiele się w tej materii zmieniło. Ustrój jest w założeniu inny, ale układy i powiązania pozostały. Urzędy, instytucje publiczne, służba zdrowia, uczelnie, biznes i polityka – wszędzie w stolicy Podkarpacia można znaleźć patologiczne powiązania. Przeważnie mówi się o nich nieoficjalnie, w rozmowach prywatnych, w gronie znajomych. Czasami jakaś sprawa ujrzy światło dzienne dzięki mediom.

Te, o których dowiadujemy się najczęściej, dotyczą głównie rodzinnych koneksji. A to w jakimś urzędzie pracuje cała rodzina, a to dziekan jakiejś uczelni swoimi pociotkami obsadził cały wydział, a to konkurs na urzędnicze stanowisko został przygotowany tak, by wymogi spełnił jeden słuszny kandydat. Legendarne są już powiązania w świecie prawników. O tych bardziej brzemiennych w skutkach układach nie dowiadujemy się wcale, bo są o wiele lepiej zakamuflowane.

Patologiczne powiązania powodują powstawanie „świętych krów”, którym wszystko wolno i których nie ma prawa nikt ruszyć. Przykład? Tylko jeden biznesmen może w Rzeszowie budować galerie handlowe…

Sitwa ma to do siebie, że obejmuje szereg osób z różnych kręgów wzajemnie się wspierających i chroniących. Jednoczesne zaangażowanie polityków, przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości i biznesmenów dysponujących sporymi pieniędzmi powoduje, że w praktyce taki układ jest nie do ruszenia.

„Lecz ludzi dobrej woli jest więcej” – te słowa piosenki Czesława Niemena powinny być odpowiedzią na tę sytuację. Nie wolno godzić się ze złem, lecz trzeba z nim walczyć. Wspólnie.

Mirosław Przybylski

Zwracamy się do naszych Czytelników:
Może Państwo mają ciekawe informacje o patologicznych powiązaniach, sitwach i układach w Rzeszowie i na Podkarpaciu? Podzielcie się nimi z dziennikarzami Super Nowości! Zapewniamy Wam anonimowość. Założyliśmy w tym celu specjalny adres mailowy. Piszcie do nas na: patologie@supernowosci24.pl

27 Responses to "Leżajski przedsiębiorca sypie „podkarpacki układ”?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.