Podczas brazylijskiego mundialu po stokroć zadawałem sobie pytanie: co z tą polską piłką? Dlaczego nie korzystamy z gotowych wzorców niemieckich, belgijskich, szwajcarskich?
300 tysięcy euro premii dla każdego piłkarza reprezentacji, 26 mln euro dla niemieckiej federacji od FIFA. Po odliczeniu kosztów DFB zarobi za udział w mundialu 3 mln euro. To od dawna najbogatszy i chyba najlepiej zarządzany piłkarski związek w Europie. Pieniędzy nie przejada, tylko je inwestuje. To nie on szuka sponsorów, to sponsorzy drzwiami i oknami walą do gabinetu prezesa Wolfganga Niersbacha. Mercedes, Adidas, Lufthansa, Coca-Cola, Commerzbank, T-Mobile, Allianz, Deutsche Post – to zaledwie połowa biznesowych partnerów związku. Firmy znane każdemu konsumentowi, nie tylko za naszą zachodnią granicą.
Gdy oglądam mecze niemieckiej kadry, wraca uporczywa myśl: dlaczego oni mogą, a my nie? Dlaczego nie umiemy skopiować wzorców, które tak dobrze się sprawdzają. Niemcy mają autostrady, równe drogi, przyjazną armię urzędników, sprawny transport miejski, czyste miasta, zdrową gospodarkę i wysokie zarobki. Ich emeryci zażywają kąpieli słonecznych w Kenii i Tajlandii, naszych nie stać na kupno wędliny po 40 zł za kilogram. Mam rodzinę w Wiesbaden, parę lat temu narzekała na kryzys. – W tym roku byliśmy tylko na Korsyce. Zimą już nie udało się nigdzie wyjechać.
Niemcy – kraj położony rzut kamieniem od Polski, ale jednak odległy jak inna galaktyka. Ktoś powie: wszystkiemu winna historia. Polska nie podniosła się po II wojnie światowej rozpętanej przez nazistowską Rzeszę. Ale jak długo jeszcze będziemy wracać do przeszłości, by zakryć własną nieudolność?
Znany w kraju trener Jacek Zieliński mówi: – Nie spoglądajmy w stronę Niemców, ich już nie dogonimy. Trzeba czerpać z doświadczeń szwajcarskich, tureckich, belgijskich. Tam piłka też przechodziła kryzys, ale potrafiła się odbudować i dziś znów triumfuje.
A ja myślę tak: warto pochylić się nad każdym dobrym pomysłem, także niemieckim. Szwajcaria, Belgia, Niemcy – wszystkie te kraje są od Polski bogatsze i mądrzej zarządzane. Ludzie, którzy decydują w PZPN o kształcie naszego futbolu, powinni usiąść i zastanowić się, w ilu procentach jesteśmy w stanie skopiować rozwiązania przyjęte na zachodzie. Jeśli się uczyć, to od najlepszych. Sami nie jesteśmy w stanie stworzyć NICZEGO. Maciej Huzarski, fachowiec z Rzeszowa, jedyny przedstawiciel Podkarpacia w Szkole Trenerów PZPN, zwraca uwagę, iż każda dyskusja o kondycji polskiej piłki kończy się puentą: bo u nas nie ma systemu szkolenia. – Gadamy i gadamy. Tracimy energię na debaty. A tu trzeba działać! – podkreśla.
Jak działa Deutscher Fussball-Bund? Opowiadał o tym Mateusz Borek, dziennikarz specjalizujący się w niemieckiej lidze. Okazuje się zatem, że związek dokłada aż 40 procent do budżetu każdego klubu pracującego z dziećmi i młodzieżą. Pieniądze nie pochodzą z budżetu państwa, ale od sponsorów, o których stara się DFB. Na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia Bundesliga stała się przyjazna niemieckim piłkarzom – jeśli dziś zatrudnia się obcokrajowców, to takich, którzy mają niepodważalną pozycję i mogą czegoś nauczyć tubylców. Efekt? W półfinale mundialu Bundesliga miała aż 20 zawodników, liga angielska – 17, a hiszpańska zaledwie ośmiu.
W 2006 roku Polska i Niemcy grały na MŚ. Od tego czasu biało-czerwonych prowadziło pięciu selekcjonerów, a u naszych sąsiadów nieprzerwanie rządzi Joachim Loew.
Polska piłka to bałagan i patologia. Gdy kończy się sezon, nie wiadomo, kto spadnie i ile drużyn wystąpi w danej lidze. Przepisy nie zabraniają sprzedaży licencji, więc na 2 tygodnie przed startem sezonu trwają targi i zakulisowe rozgrywki.
A w Niemczech tak spokojnie, że aż nudno.
Tomasz Szeliga



One Response to "Kopiujmy, bo sami niczego nie wymyślimy"