
DYDNIA. Pacjenci są zagubieni. Lekarz rodzinny, który leczył ich od lat, przeniósł się do innej przychodni, zabierając dokumentację medyczną chorych. NFZ nic o tym nie wie.
– W poniedziałek przyjechałam do lekarza w Krzemiennej po godz. 15. Przychodnia, która wcześniej była czynna do godz. 18, była zamknięta na głucho. Na drzwiach nie było żadnej informacji, gdzie lekarz obecnie przyjmuje. To niedopuszczalne, aby nie wiedzieć, gdzie mam szukać pomocy – usłyszałam w słuchawce zdenerwowany głos Czytelniczki.
– Lekarz z dnia na dzień przeniósł się do nowo wybudowanej przychodni, zabierając całą dokumentację medyczną. Nawet jak tutaj przyjmuje przez dwie godziny, to już po zwolnienie lekarskie każe przyjechać do poradni w Dydni. To paranoja – mówi Waldemar Niemiec, delegat mieszkańców z gminy Dydnia, którzy przyjechali do redakcji Super Nowości.
O wyjaśnienie sprawy zwróciliśmy się do płatnika. Czy lekarz, zmieniając miejsce udzielania świadczeń ma obowiązek poinformowania o tym NFZ?
– Bezwzględnie tak. Mało tego, po uzyskaniu zgody, na zewnątrz budynku, w którym świadczenia były udzielane, musi się pojawić czytelna informacja, gdzie chorzy mogą liczyć na udzielenie pomocy medycznej – mówi Anna Holzer, kierownik Działu Kontraktowania Świadczeń i Obsługi Umów w POW NFZ w Rzeszowie. – Pominięcie tak istotnych rzeczy daje nam podstawy do wypowiedzenia kontraktu. Oficjalnie bowiem nie mamy żadnej wiedzy o zmianie adresu świadczenia usług, pan doktor dzwonił tylko kilka dni temu i pytał, jakie formalności powinien załatwić.
Chciał dobrze, wyszło jak zawsze
– Rozumiem zagubienie pacjentów, ale ze swojej strony robię wszystko, by osoby, które jeszcze nie wiedzą o zmianie lokalizacji przyjąć w starej przychodni. Przychodzę tu codziennie na kilka godzin, od 10 do 14. Pielęgniarka, która dyżuruje do godziny 18, zapisuje wszystkich, którzy chcą udzielenia porady i umawia je na konkretne godziny. Faktem jest jednak, że przychodzi dużo osób tylko po to, by zobaczyć czy lekarz jest na miejscu. Na pytanie czy kogoś zarejestrować, odpowiadają, że nie. Teraz też siedzę sam, bez pacjentów – mówi Józef Skubisz, lekarz rodzinny z Krzemiennej/Dydni.
Lekarz zapewnia, że mimo urlopu, żona, która jest w przychodni pediatrą, również przychodzi do pracy. – W dodatku osoby potrzebujące, które nie są w stanie dotrzeć do poradni, mogą zamówić wizytę domową, a w przypadku nagłej potrzeby jestem pod telefonem i w każdej chwili mogę przyjechać w ciągu kilkunastu minut – deklaruje lekarz. – Staram się także o załatwienie wszystkich formalności, związanych z przeniesieniem przychodni w inne miejsce, ale to wymaga czasu. Na razie, od 1 lipca w nowej przychodni świadczymy pełen zakres usług rehabilitacyjnych, na które otrzymaliśmy kontrakt z NFZ.
Do sprawy wrócimy.
Anna Moraniec


