
PIŁKA NOŻNA. Zbigniew Boniek, szef PZPN, sprzeciwił się grze Stali na zapleczu ekstraklasy. Połowa Rzeszowa mu tego nie wybaczy, druga połowa postawi pomnik.
Zamiast z Widzewem Łódź, Stal Rzeszów zagra w przyszłym sezonie z Wólczanką Wólka Pełkińska. Nie będzie transmisji w telewizji ani tysięcy kibiców na trybunach. Paru ważnych ludzi nie wypnie piersi po ordery.
Poniedziałek, 21. lipca. W klubie z ul. Hetmańskiej, w rzeszowskim ratuszu i siedzibie Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej podniecenie sięga zenitu. Dziennikarze sportowi też siedzą jak na szpilkach, z większą niż zwykle uwagą przeglądają gazety i śledzą portale internetowe, głównie te z Pomorza Zachodniego. Od kilku dni tematem numer 1 są bowiem losy piłkarskiej drużyny Stali Rzeszów. Spadła ona co prawda, jako jedyna z podkarpackiego kwartetu, do trzeciej ligi, ale dzięki zabiegom działaczy ma szansę zagrać na… zapleczu ekstraklasy. W Polsce takie cuda są możliwe, PZPN zezwala na proceder niezgodny z duchem sportowej rywalizacji. Nie Stal pierwsza i nie ostatnia próbuje to wykorzystać. W I lidze miałaby zagrać na licencji Floty Świnoujście, która popadła w finansowe tarapaty. Oczywiście, to kosztuje. „Wyspiarze” u swoich radnych starali się o dotację 600 tysięcy zł, więc wydedukowaliśmy, iż za tyle sprzedadzą Stali miejsce w I lidze. Biało-niebiescy ubiliby interes życia, wszak drożej cenił się handlujący licencją II-ligową Kolejarz Stróże, z którym wcześniej stalowcy pertraktowali. Spekulacje medialne okazały się nietrafione. Stal miała zapłacić Flocie 1,3 mln zł, co w sumie nie było aż tak istotne, bo klubowi z Hetmańskiej mieli pomóc sponsorzy.
Szampany zostały w lodówce
Wtorek, 22. lipca. W Super Nowościach wybiliśmy tłustym drukiem: ten dzień przejdzie do historii Stali Rzeszów. I tak się stało. Tylko że zamiast fety mieliśmy stypę i całą litanię pretensji do bezdusznego szefa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Ale po kolei.
Rano w Warszawie zebrał się zarząd PZPN, który miał zadecydować m.in. o kształcie I ligi. W stolicy Podkarpacia mroziły się szampany, w „Nowinach” ukazał się wywiad z prezydentem miasta Tadeuszem Ferencem, który nie ukrywał radości, iż po 20 latach do Rzeszowa wraca piłka przez większe P. Tych, co protestowali, że zabieg jest nieetyczny, nazwał malkontentami. W południe ze Świnoujścia wyruszyć mieli na drugi koniec Polski piłkarze i trenerzy Floty z ważnymi umowami o pracę. Gotowy zespół mający od sierpnia walczyć na chwałę Stali. Wszystko było przygotowane i ponoć zapięte na ostatni guzik. Tym bardziej, że rękę na pulsie obiecał trzymać Kazimierz Greń, prezes Podkarpackiego ZPN i członek zarządu PZPN. Największe zmartwienie dotyczyło ustalenia godziny konferencji prasowej, na której miano ogłosić sukces. Wprawdzie portal „Weszło” puścił tekst, w którym grzmiał, iż umowa Floty ze Stalą jest nielegalna. Wątpliwości zgłaszał Jan Bednarek, wiceprezes PZPN i szef Zachodniopomorskiego ZPN, obudzili się też szefowie Puszczy Niepołomice, spadkowicza z I ligi stojącego na stanowisku, iż to jemu bardziej należy się miejsce na zapleczu ekstraklasy. PZPN zawsze jednak „przyklepywał” podobne transakcje, więc trudno było przypuszczać, iż coś pójdzie nie tak.
A jednak. Pierwsze niepokojące sygnały napłynęły z Twittera Tomasza Włodarczyka, szefa działu piłkarskiego „Przeglądu Sportowego”, który już po godzinie 10 zameldował, iż do żadnej transakcji nie dojdzie. Potem sprawy potoczyły się błyskawicznie. Działacze Stali nie mogli uwierzyć w to, co się stało.
„Zibi” zamknął sprawę
Przeniesieniu drużyny ze Świnoujścia do Rzeszowa sprzeciwił się sam Zbigniew Boniek. – Wniosek Stali i Floty nie spełniał wymaganych formalności. Żeby kluby mogły się połączyć, to jeden z nich musi przestać istnieć i zostać wyrejestrowany z wojewódzkiego związku. A Flota nie tylko nie chciała zniknąć z piłkarskiej mapy Polski, ale nadal zamierzała występować w innych rozgrywkach. Nawet jeśli Stal chciałaby przejąć licencję od Floty, to sama musiałaby też przejść proces licencyjny na poziomie, na którym chce występować, na co jest już stanowczo za późno – wytłumaczył prezes PZPN. Na koniec pogroził działaczom palcem. – Chciano iść na skróty tak wielkie, że nie było możliwe, aby zarząd mógł się pod czymś takim podpisać – spuentował.
„Zibi” zakończył obrady zarządu jak tylko uznał, że wniosek nie jest kompletny. Nie interesowały go żadne tłumaczenia, nie zgodził się, by na drugi dzień uzupełniono dokumenty. Sprawę zamknięto i ogłoszono, że nie ma podstaw, by do niej wracać. Koniec telenoweli? A skąd!
Czego bał się Boniek?
Przeciwko Bońkowi wystąpił Kazimierz Greń, który przecież wyniósł do władzy wybitnego ongiś piłkarza. To już chyba jednak koniec przyjaźni, bo szef podkarpackiego futbolu nie przebierał w słowach, komentując wydarzenia na zjeździe. – To jest skandal. Dlaczego przed rozpoczęciem zgromadzenia informowano mnie, że wszelkie dokumenty są w porządku, a potem w ogóle nie poddano wniosku pod głosowanie? – pytał Greń na łamach katowickiego „Sportu”. I dalej. – Czyżby prezes Boniek bał się porażki w głosowaniu? Ugiął się pod siłą lobby zachodniopomorskiego? Przecież identyczna fuzja Limanovii i Kolejarza Stróże na tym samym posiedzeniu została przegłosowana pozytywnie!
W środę Grenia pokazano w wieczornych wiadomościach stacji Orange Sport. – Dlaczego na salę nie wpuszczono prawnika? Do tańca, jak w piosence, trzeba dwojga i dwojga było. Działacze jednego klubu chcieli spłacić długi, działacze drugiego chcieli mieć mocną piłkę. W Rzeszowie na mecze chodziłoby 12 tysięcy kibiców, futbol jest dla nich. Aspekt sportowy jest ważny, ale przecież takie przekształcenia w przeszłości były dokonywane i nikt nie miał nic przeciwko. Aż nagle coś się zmieniło – dziwił się. Wystąpienie zakończył mocnym akcentem. – Nie lubią mnie, bo jestem prawdomówny. Przez to nie będzie mi po drodze z niektórymi ludźmi.
Adam Godlewski, naczelny „Piłki Nożnej”, podejrzewa, że sprawa Floty i Stali ma drugie dno. – Tak naprawdę jesteśmy świadkami startu… kampanii wyborczej przed wyborami prezesa PZPN zaplanowanymi na rok 2016 – pisze, a w dalszej części tekstu stawia tezę, że Boniek nie poparł Grenia, bo podejrzewa, iż ten drugi raz już się za nim nie opowie. To w sumie komplement, bo „Zibi” potraktował szefa Podkarpackiego ZPN jak politycznego konkurenta, który może mu zagrozić. Godlewski idzie o zakład, że Greń postara się teraz zbudować jak najszerszy opozycyjny front wobec Bońka. Tylko gdzie w tym wszystkim miejsce na prawdziwie sportowe emocje?
Tomasz Szeliga



10 Responses to "Flota nie przypłynęła, ale działa wytoczono"