Gdańsk odbija mi się wielką czkawką

- Przez to, że nie mam takiego sprzętu, jakim chciałbym dysponować, nie robię punktów, nie jestem wystawiany do składu, tak więc nie jeżdżę i nie zarabiam. Jestem tak naprawdę pozostawiony sam sobie bez niczego - mówi o swojej obecnej sytuacji Dawid Stachyra. Fot. Marcin Jeżowski
– Przez to, że nie mam takiego sprzętu, jakim chciałbym dysponować, nie robię punktów, nie jestem wystawiany do składu, tak więc nie jeżdżę i nie zarabiam. Jestem tak naprawdę pozostawiony sam sobie bez niczego – mówi o swojej obecnej sytuacji Dawid Stachyra. Fot. Marcin Jeżowski

ŻUŻEL. Dawid Stachyra o długach klubu z Gdańska, oszczędzaniu silnika, udziale w jubileuszowym turnieju w Rzeszowie, chęci startów w kolejnych meczach „Rekinów” i pracy w roli telewizyjnego eksperta żużlowego.

Ten sezon jest jednym z najgorszych w karierze Dawida Stachyry, żużlowca ŻKS ROW Rybnik, który już w 10 sierpnia będzie podejmował na własnym torze PGE Marmę Rzeszów. – Gdańsk odbija mi się wielką czkawką. To nie jest jakieś płakanie na wyrost, bowiem cała ta sytuacja zniszczyła mi obecny sezon – mówi Dawid Stachyra, który zajął 8. miejsce w seniorskim turnieju z okazji 70-lecia ZKS Stali Rzeszów.

– Ten sezon jest dla Ciebie zupełnie nieudany. Nie żałujesz zatem przeprowadzki do Rybnika?
– Najbardziej żałuję postawy klubu z Gdańska, bowiem od niego całe zło się zaczęło. To, jaki żużel obecnie prezentuję, jest spowodowane tylko i wyłącznie tym, co zrobił Gdańsk. Do dziś wszystkie mecze z tamtego roku mam niewypłacone.

– Gdański klub, chcąc otrzymać licencję na ten sezon, musiał ze swoim zawodnikami zawrzeć ugody…
– To jest śmieszna licencja nadzorowana, która niczego nie wnosi i wcale nie ratuje nas, zawodników, i w ogóle nam nie pomaga. Gdańsk sobie jeździ dalej, a zaległości z tamtego roku ma gdzieś. W zimie zawarłem ugodę, wg której klub miał wypłacić należne mi pieniądze w 6 miesięcznych ratach, od kwietnia do września. Mamy obecnie końcówkę lipca, ani złotówki nie ma i tak naprawdę nie mam za co zainwestować. Cały czas trzeba ponosić wielkie koszty związane z utrzymaniem mechanika, sprzętu, dojazdami na zawody plus trzeba gdzieś mieszkać, coś jeść i utrzymywać rodzinę…

– Co dalej zamierzasz zrobić w tej sprawie?
– Czekam na ruch ze strony Gdańska, aczkolwiek powoli zaczyna robić się to śmieszne i denerwujące. Za moją postawę w tym sezonie w 100 procentach odpowiedzialny jest klub z Gdańska. Pieniędzy niestety nie da się urodzić, jestem zapożyczony, zalegam wielu osobom, które są mechanikami, które prowadzą sklepy z częściami żużlowymi, tak więc pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. To mój pierwszy sezon, w którym trafiły się kłopoty, jakie mam z klubem z Gdańska, co automatycznie przełożyło się na moją obecną jazdę. Żużel jest takim sportem, że brak kasy powoduje automatycznie brak wyników.

– W Rybniku kasa się zgadza?
– Przez to, że nie mam takiego sprzętu, jakim chciałbym dysponować, nie robię punktów, nie jestem wystawiany do składu, tak więc nie jeżdżę i nie zarabiam. Jestem tak naprawdę pozostawiony sam sobie bez niczego. To jest pierwszy sezon od 2007 roku, kiedy nie jestem wystawiany do składu, bo słabo jeżdżę. Sam wiem, że motocykle nadają się do remontu, ale nie mogę sobie na to pozwolić, bo zaległości są już u mechaników i nikt mi nie zrobi sprzętu, skoro już coś zalegam.

– W najbliższą niedziele Nice PLŻ wznawia zmagania, a za tydzień Twoją drużynę czeka pojedynek z PGE Marmą Rzeszów. Fajnie byłoby wystąpić przeciwko ekipie Janusza Ślączki…
– Bardzo fajnie! Mam nadzieję, że jeszcze w barwach Rybnika w tym sezonie wystąpię. Cały czas liczę na to, ale to pytanie nie do mnie, tylko bardziej do działaczy z Rybnika. Mamy też w planach sparingi, na których muszę się pokazać z jak najlepszej strony. W piątek mamy w planach sparing w Częstochowie, tak więc jestem zwarty i gotowy i będę walczył o miejsce w składzie. Zabieram to, co mam najlepsze i chcę pokazać to, co umiem najlepszego. Na ostatnich treningach jeździłem z chłopaki z Rybnika na równi, nawet wygrywałem, jak chociażby z Michałem Szczepaniakiem czy z innymi zawodnika, którzy punktują w lidze. Mam nadzieję, że jakoś się to wszystko jeszcze odwróci, chociaż i tak sezon jest już dla mnie stracony. Nie chcę go stracić w zupełności, tak więc chciałbym, jeśli będzie taka szansa, jeszcze się pokazać na torze z dobrej strony.

– W sobotę zająłeś ostatnie miejsce w turnieju na torze przy ul. Hetmańskiej, jednak chyba nie żałujesz udziału w tych zawodach?
– To była ważna rocznica, 70-lecie klubu, więc bardzo się cieszę, że mogłem wziąć udział w tym zawodach. Turniej potraktowałem bardzo treningowo, bo nie mam na czym jechać. Mam jeden silnik, który jest zostawiony na ligę. Muszę go oszczędzać, bowiem w całej stajni mam tylko jedno coś, co w miarę jedzie i tym razem nie mogłem sobie pozwolić, aby z tego korzystać. To była zatem typowa treningówka, nawet bez zakładania nowych opon.

– W tym sezonie często można zobaczyć Cię w roli eksperta podczas transmisji z meczów Nice PLŻ, czy też w programie, podsumowującym zmagania w Enea Ekstralidze. Jak czujesz się przed kamerą? Są większe nerwy niż pod taśmą startową?
– Bardzo cieszę się, że zyskałem zaufanie w oczach szefa NC+ Marcina Majewskiego i dzięki temu jestem zapraszany do komentowania i analizowania spotkań ekstraligi. Przed kamerą czuję się świetnie, nie jest to dla mnie stresujące w żaden sposób. Staram się po prostu mówić o tym, co widzę z perspektywy zawodnika i cieszę się, że nie wychodzi to najgorzej, skoro spotykam się z wieloma słowami pochwały.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

Leave a Reply

Your email address will not be published.