„Jakieś tam podatki będą”

- Musi zostać zlikwidowany podatek dochodowy, bo on jest najzwyczajniej karą za dobrą pracę - mówi lider Nowej Prawicy, europoseł Janusz Korwin-Mikke w rozmowie z dziennikarzem Super Nowości, Arkadiuszem Rogowskim. Fot. Paweł Bialic
– Musi zostać zlikwidowany podatek dochodowy, bo on jest najzwyczajniej karą za dobrą pracę – mówi lider Nowej Prawicy, europoseł Janusz Korwin-Mikke w rozmowie z dziennikarzem Super Nowości, Arkadiuszem Rogowskim. Fot. Paweł Bialic

Rozmawiamy z europosłem i prezesem Kongresu Nowej Prawicy Januszem Korwin-Mikkem (cz. I).

– Rozmawiamy 1 sierpnia, a więc w 70. rocznicę Powstania Warszawskiego. Pan uważa, że nie miało ono sensu. Nie uważa Pan, że łatwo jest dziś tak stwierdzić po latach, a inaczej wyglądało to w 1944 roku, kiedy Niemcy rozstrzeliwali Polaków?
Janusz Korwin-Mikke: – Uważa pan, że z tego powodu, że Niemcy rozstrzelali 200 Polaków trzeba skazać na śmierć 200 tys. Polaków? Nie bardzo rozumiem sens.

– Dwustu?
– Jeśli ktoś zrobił zamach na Kutscherę, to to jest jakaś adekwatna odpowiedź na bezprawne i nieludzkie działanie Niemców. Ale powstanie jest z zupełnie innego arsenału broni…

– Sam Pan pochodzi z Warszawy i jest Pan ocalonym z powstania…
– No tak. Moja matka zginęła 2 sierpnia w wyniku zrzucenia niemieckiej bomby na dom. Nieopatrznie opuściła piwnicę i poszła po ubranka dla mnie na górę. Jestem w pewnym sensie ofiarą, ale to nie z powodów osobistych mam takie zdanie na temat powstania. To jest kwestia ogólna. Była na przykład słynna szarża Lekkiej Brygady, o której cała prasa światowa pisała: przebiła się ona przez flankowy ogień artylerii i doszła do stojącej na wprost baterii armat rosyjskich, posiekała szablami i wróciła. Kosztowało to jedną trzecią Brygady. Postawa bohaterska, ale dowódcy brygady stanęli za to przed sądem wojennym.

– To dlaczego zatem starsi od Pana uczestnicy Powstania Warszawskiego uważają, że tamten zryw miał sens i uzasadnienie?
– Ależ skąd! Większość ludzi psioczyła jak cholera na to powstanie. Ale co się stało… Komuniści nieoczekiwanie zaczęli atakować powstanie, twierdząc, że to dowód kretyńskiego rządu. Przecież powodem dla którego „czerwonym” tak łatwo było opanować władzę w Polsce było to, że propaganda mówiła: „Patrzcie, jaki jest ten rząd  w Londynie: to oni zrobili to powstanie”. I ten argument świetnie działał. I jeśli tego argumentu używali komuniści, to w tym momencie ludziom z innego obozu było ciężko podstawić tych ludzi przed sądem. Nie tylko generał Anders, bo kupa dowódców domagała się postawienia tych ludzi przed sądem. Ale na jakiej podstawie, skoro komuniści też chcą ich postawić przed sądem.

– Zmieńmy temat. W swoich felietonach wielokrotnie Pan pisał, że demokracja to głupi ustrój, bo menel spod budki z piwem ma taki sam głos jak profesor, czyli jeden. Nie wydaje się Panu, że w zdrowo funkcjonującej demokracji to jednak tego menela nikt nie słucha, a profesor jako autorytet ma ogromny wpływ na innych?
– Mogę go nie słuchać, ale w głosowaniu dwóch meneli ma dwa głosy, a profesor jeden i decydują menele.

– Ale menel nie ma wpływu na inne osoby, chyba że na drugiego menela…
– Ale przy głosowaniu profesor ma jeden głos. Dziś umieściłem wpis na moim Facebooku, że panuje powszechne zdumienie, że obniżono prędkość na drogach, a liczba wypadków się zwiększyła. Otóż jest to udowodnione od 50 lat, że obniżenie prędkości spowoduje zwiększenie liczebności wypadków. Ale ponieważ wyborcy są głupi, to żadne dowody ich nie przekonają. Oni wiedzą, że jak będzie większa prędkość, to będzie więcej wypadków. I koniec, nic ich nie przekona.

– Tu się z Panem zgadzam. Proponuje Pan monarchię. Jakby to miało działać w praktyce?
– Monarchia, dyktatura…

– A kto miałby być królem?
– To jest dziwne pytanie. Jeżeli się tworzy monarchię, to się pojawia jakiś facet, na ogół młody człowiek ze swoją drużyną, do której ma zaufanie, zyskuje poparcie wszystkich i mianuje się królem. To Bóg wskazuje tego króla…

– Bóg?
– No oczywiście. Jego się nie wybiera przez głosowanie. Tak się mówi oczywiście, wie pan, bo Bóg się nie miesza w takie głupie sprawy naszej polityki. Natomiast mówi się ludowi, że to właśnie Bóg się w to wmieszał i dzięki temu ten człowiek ma autorytet i już nie musi rozstrzeliwać ludzi, no bo ludzie wiedzą, że Bóg stoi za nim. I to świetnie działa. Dlatego właśnie ludzie prawicy, nawet jeśli nie wierzą w Boga, to udają, że wierzą, bo jest to bardzo użyteczne.

– Pan też do tych ludzi należy?
– To już moja prywatna sprawa. Religia jest sprawą publiczną, natomiast wiara jest sprawą prywatną.

– Jakie będą trzy pierwsze decyzje, jeśli Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego dojdzie do władzy?
– Trzeba wprowadzić do konstytucji naczelną zasadę „chcącemu nie dzieje się krzywda”, co z automatu usuwa 95 proc. ustawodawstwa. Trzeba rozdzielić w końcu władzę ustawodawczą od wykonawczej, czyli wprowadzić pojęcie rządu. Bo w tej chwili nie mamy rządu. Mamy Radę Ministrów, gdzie się głosuje. Niech pan zobaczy, jaki to absurd. Jak to jest, że minister sportu i minister turystyki mogą przegłosować ministra wojny?

– W Komisji Europejskiej też tak to działa…
– Tak, dlatego jest to kompletny absurd sam w sobie. Trzeba więc wprowadzić rząd, który będzie wykonywał ustawy i radę stanu, która będzie głosowała. Ale nie mylmy władzy ustawodawczej z wykonawczą. Jak może władza wykonawcza głosować nad ustawami? A z rzeczy praktycznych to musimy zrobić tak: sądownictwo naprawić…

– To ładnie brzmi, ale w jaki sposób to zrobić?
– Zaraz o tym powiem, bo to jest dłuższa historia. Natomiast rzeczy proste: likwidacja podatków dochodowych, likwidacja podatku od kupna-sprzedaży…

– Czyli zostaje tylko VAT 15-proc.?
– Nie: zostaną np. podatki od nieruchomości. Jakieś tam podatki będą, natomiast musi być zlikwidowany podatek dochodowy, bo on jest najzwyczajniej karą za dobrą pracę.

– Wróćmy do sądownictwa…
– To jest dłuższe zadanie i tego się nie zrobi w ciągu jednego dnia. Bo o ile podatek możemy znieść w ciągu jednego dnia, o tyle nie można tak szybko naprawić sądownictwa, zniszczyć samorządności sądownictwa…

– A kierunki tej reformy?
– Przede wszystkim musimy wprowadzić sądy kapturowe, czyli sądy złożone z emerytowanych sędziów, znanych z surowości, którzy będą sądzić sędziów w niejawnym procesie. Jeżeli będą podejrzenia o korupcję, to będzie go sądził sąd kapturowy niejawny. Żeby nie było, że sędziego się sądzi. Tego lud ma nie wiedzieć, sędzia po cichu zostanie usunięty…

– Jak to po cichu? Przecież powinno być to jawne dla społeczeństwa…
– Nie. Ludzie mają wiedzieć, że sędziowie są nieomylni. A jeżeli sąd jest omylny, to się go skazuje po cichu i z uwagi na stan zdrowia, niestety, się opuszcza.

– Ale w takim systemie łatwo o jakieś patologie, kolesiostwo itd.
– Jakie kolesiostwo? Ci ludzie to jest sąd kapturowy. Ci ludzie nawet nie znają nazwiska sędziego, którego sądzą.

– A jeśli będą znali? Kto nam to zagwarantuje, że tak właśnie nie będzie?
– To będą sędziowie z innych miast, którzy nie mają żadnego wspólnego interesu. Trzeba zresztą wprowadzić w sądownictwie ogólną zasadę, że sędzia nie sądzi w swoim mieście. Czyli jeśli do Rzeszowa przyjeżdża sędzia załóżmy z Katowic, Białegostoku czy z Lublina, to jeśli on się ze sprawą zapoznaje w pociągu czy na miejscu, a sprawa jest losowana, to chyba nie ma Pan podejrzenia, że on będzie biegał po korytarzach i pytał „Gdzie tu jest Kowalski, bo ja go sądzę za godzinę, niech mi da łapówkę” (śmiech). Co więcej, sprawa musi trwać do końca. Nie może być tak jak dzisiaj jest, że sprawa trwa, po czym przenosimy ją na za pół roku, a przez te pół roku adwokaci obu stron łapią sędziego i coś tam załatwiają.

– Dwuinstancyjność zostaje?
– Jestem zwolennikiem jednej instancji, ale to nie jest najważniejsza sprawa. Najważniejsze jest to, żeby ten sędzia siedział, tak jak w Wielkiej Brytanii, w peruce. Po co? Po to, żeby nie był rozpoznawany na ulicy. Jego nazwisko ma być nieznane. Miałem kiedyś takie dramatyczne doświadczenie. Sądzono u mnie, w Otwocku, tzw. gang otwocki. Ja wtedy byłem posłem i nie chciano mnie wpuścić do gmachu sądowego, no ale wszedłem. I na drzwiach było napisane „sądzi sędzina Janeczka Kowalska, ul. Andzielnego 7, bombę wrzucać między 17 a 21”. Jak ci ludzie mogą znać nazwisko sędziego? Sędzia musi być anonimowy! Tak jak się mówi w Anglii, sędzia jest mr. Justice. I przyjeżdża sobie sędzia z Rzeszowa, nie wiedząc kogo będzie sądził, sądzi i wyjeżdża.

– Ale kto zagwarantuje, że ten sędzia wyda sprawiedliwy wyrok?
– Oczywiście nikt – ale w tym układzie sędzia przyjeżdża z zewnątrz, nie jest uwikłany w miejscowe układy, nie zna tego podsądnego, jego żona nie chodzi do magla razem z żoną podsądnego. No nie ma gwarancji. Każda machina może zadziałać źle, ale w tej chwili chyba 30 proc. tej machiny działa źle. Ja nie mówię, że sędziów skorumpowanych jest większość, ale wystarczy 10 procent i ta opinia idzie o wszystkich sędziach.

– Porozmawiajmy o gospodarce. Co trzeba zrobić, żeby Polaków było stać na więcej? Bo tak naprawdę od kilkunastu lat zarabiamy coraz więcej, ale stać nas na tyle samo…
– No tak. Ale jest bardzo proste rozwiązanie…

Rozmawiał: Arkadiusz Rogowski

Ciąg dalszy w poniedziałkowym wydaniu Super Nowości

11 Responses to "„Jakieś tam podatki będą”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.