Potęgą nie jesteśmy, ale potencjał widać ogromny

- Polska lekkoatletyka zmienia się na lepsze - przekonuje Michał Tittinger, trener-koordynator Podkarpackiego OZLA, były skoczek wzwyż Resovii. Fot. Paweł Bialic
– Polska lekkoatletyka zmienia się na lepsze – przekonuje Michał Tittinger, trener-koordynator Podkarpackiego OZLA, były skoczek wzwyż Resovii. Fot. Paweł Bialic

LEKKOATLETYKA. Rozmowa z Michałem Tittingerem, trenerem-koordynatorem Podkarpackiego Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki.

Tak głośno o „królowej sportu” w polskich mediach nie było dawno. Biało-czerwoni zasłużyli jednak na pochwały. 22. Mistrzostwa Europy w Zurychu były dla nas najlepszymi od blisko 50 lat. W 61-osobowej reprezentacji znalazło się też miejsce dla lekkoatletów z Podkarpacia.

– 12 medali mistrzostw Europy, szóste miejsce w klasyfikacji generalnej – można by pomyśleć, że Polska to lekkoatletyczna potęga.
– Może nie potęga, ale widać ogromny potencjał. Do kadry wdarło się sporo młodych ludzi, za dwa lata na olimpiadzie w Rio powinni stanowić o sile reprezentacji. Obserwowaliśmy w Zurychu zmianę warty. Robert Urbanek zajął miejsce Piotra Małachowskiego, gdy nie szło Anicie Włodarczyk, mogliśmy liczyć na Joannę Fiodorow. W biegu na 800 m stawialiśmy na Angelikę Cichocką, a wyskoczyła nasza Joasia Joźwik. Pojawiło się wiele nowych nazwisk, grupa zrobiła się szersza – to jest najbardziej budujące.

– Z drugiej strony, trener Edward Szymczak, który widział już bardzo wiele, alarmuje: nie dajmy się zwieść medalom. Lekkoatletyka w Polsce umiera. Nie ma jej w klubach, szkołach, mediach. Nie ma systemu szkolenia ani specjalistycznych ośrodków. To jaka jest prawda o naszej „królowej sportu”?
– Medialnie przegrywamy z piłką nożną czy siatkówką, ale to się raczej nie zmieni. Szymczak to malkontent, podejrzewam, że gdyby nie został odsunięty na boczny tor, to nie byłby aż tak krytyczny. Choć trochę racji ma. Ja dostrzegam jednak światełko w tunelu. Znam ludzi w zarządzie PZLA, wiem, że trwają prace nad nowymi projektami. Związek się zmienił. W zarządzie jest kilka osób, wszyscy z kompetencjami i otwartymi umysłami. Słuchają ich w ministerstwie sportu, a to jest bardzo ważne. Lekka atletyka chce się wzorować na siatkówce, gdzie ośrodki szkolenia funkcjonują fantastycznie. PZLA wprowadził międzynarodowy program „Keep Athletics”, który polega na promowaniu lekkiej atletyki już w klasach 1-3 w szkołach podstawowych. Szkoli się nauczycieli i trenerów, kupuje sprzęt sportowy. Wszystko po to, by już na wstępnym etapie selekcji wyszukiwać talenty. Żeby dzieciaki chciały biegać i skakać, bo na razie tracimy ich na rzecz siatkówki czy piłki nożnej.

Pochodząca z maleńkiej podkarpackiej wsi Kępie Zaleszańskie Joanna Jóźwik sprawiła jedną z większych niespodzianek, zdobywając w Zurychu brązowy medal ME w biegu na 800 metrów. Fot. PAP
Pochodząca z maleńkiej podkarpackiej wsi Kępie Zaleszańskie Joanna Jóźwik sprawiła jedną z większych niespodzianek, zdobywając w Zurychu brązowy medal ME w biegu na 800 metrów. Fot. PAP

– Szymczak mówi też szokujące rzeczy: że aktualna wicemistrzyni Polski w skoku o tyczce na mistrzostwach kraju startowała w zwykłych adidasach, a do Szczecina pojechała prosto z Gdańska po 10 godzinach stania w sklepie odzieżowym.
– Chciałbym powiedzieć, iż to odosobniona historia, ale nie mogę. Czytałem wywiad z naszym medalistą, maratończykiem Yaredem Shegumo, który musiał wyjechać do pracy do Anglii. Albo taki Adam Kszczot – w porównaniu do przedstawicieli innych dyscyplin zarabia niewiele. Inne sporty marketingowo biją nas na głowę. Lekkiej atletyce nie brakuje zdolnych zawodników, są świetni trenerzy, absolutna światowa czołówka. Gorzej ze sponsorami i infrastrukturą. Choć coś się poprawia. Teraz to już nie tylko Spała, ale i nowiutka hala w Toruniu. Na Podkarpaciu też mamy pięć dobrych stadionów lekkoatletycznych, wciąż brakuje jednak hali.

– Z Podkarpacia talenty uciekają. Ekscytujemy się Joanną Jóźwik, ale ona zamieniła Stalową Wolę na Warszawę, dużo wcześniej z Krakowem związał się Grzegorz Sudoł. Niektórzy, jak chodziarz Resovii Dawid Wolski, z braku pieniędzy, kończą ze sportem. Co roku przed podobnym dylematem stają kolejni nasi zawodnicy. Co zrobić, żeby było inaczej?
– Mniej chodzi o pieniądze, podstawowym problemem jest brak silnego ośrodka akademickiego na kierunku wychowanie fizyczne. Młody człowiek zdaje maturę, kończy wiek juniora i najczęściej wyjeżdża na studia do Krakowa albo Warszawy. Wybiera bardziej prestiżową Akademię Wychowania Fizycznego. Jóźwik studiowała zaocznie w Rzeszowie, ale stwierdziła, iż nie pogodzi tego z treningami i wyjazdami na zawody. I pojechała się uczyć do stolicy. To jest poważny problem Podkarpacia. Niełatwo go będzie rozwiązać.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.