
SIATKÓWKA. ORLEN LIGA. Rozmowa z Marcinem Wojtowiczem, trenerem siatkarek Developresu SkyRes Rzeszów.
Beniaminek Orlen Ligi trenuje w pocie czoła, trener zaciera ręce, a kibice odliczają dni do inauguracyjnego spotkania z mistrzem Polski – Chemikiem Police w hali Podpromie (4 października). Zanim to jednak nastąpi, do Rzeszowa na turniej o puchar Developresu przyjadą (19 – 21 września) Muszynianka, Budowlani Łódź, Legionovia, AZS KSZO Ostrowiec Św. i Pałac Bydgoszcz.
– Dziewczyny nie uciekają na pana widok?
– Tak źle nie jest. Czasami nawet się uśmiechają.
– Przez 3 tygodnie wyciskał pan z nich siódme poty, a następnie zapowiedział, że najgorsze przed nimi.
– Wkraczamy na siłownię, ale spokojnie, to nie będzie szokiem dla organizmów. Przez te trzy tygodnie przygotowywaliśmy się na kolejne obciążenia. Do tej pory najmniej było samej siatkówki, więc dziewczyny muszą sobie przypomnieć, jak wygląda piłka (śmiech). Najważniejsze, że po sparingu z Zarzeczem Odincowo już wiem, w jakim kierunku musimy iść i co poprawiać. Cieszę się, bo mam bardzo świadomy zespół. Dziewczyny znają swoje miejsce w szyku, ale są ambitne i nie sądzę, żeby się wystraszyły kogokolwiek w Orlen Lidze.
– W drużynie roi się od zawodniczek na dorobku. Jak zatem spisuje się młodzież?
– Nie widzę, żeby miały kompleksy. Chcą pracować, pokazać się szerszej publiczności – dotyczy to całego zespołu. Jestem przekonany, że będę miał pozytywny ból głowy z wyborem podstawowej „szóstki”.
– Wprowadził pan jakieś nowości w przygotowaniach? Dziś eksperymentują wszyscy, trener reprezentacji Piotr Makowski zaprosił do współpracy z kadrą specjalistę z jednostki GROM. Siatkarkom cały czas towarzyszy ktoś od przygotowania mentalnego.
– Już w tamtym sezonie, czując, iż zakończy się on awansem, pracowałem z dziewczynami metodami zbliżonymi do tych z ekstraklasy. Teraz też wprowadzamy nowinki, urozmaicamy zajęcia, bo najgorsza jest rutyna. Pomysłowość musi być naszym atutem, bo Developresu nie stać na zatrudnianie psychologów czy dietetyków. Zapewniam jednak, że sobie radzimy.
– Developres będzie w Orlen Lidze kopciuszkiem?
– Kilka drużyn ma taki sam potencjał jak my. Z całego towarzystwa wyróżniają się cztery kluby: Chemik Police, Atom Trefl Sopot, Impel Wrocław i Budowlani Łódź po zatrudnieniu Sanji Popović. Jest jeszcze Muszynianka, nie tak mocna jak w ostatnich latach, ale to wciąż marka.
– Zamknięta liga to dla tak niedoświadczonego zespołu jak Developres chyba dobre rozwiązanie? Łatwiej podnosić umiejętności, gdy nie ma stresu.
– Zamknięcie ligi powoduje, iż trenerzy odważniej wprowadzają do zespołów młode zawodniczki, a prezesi chętniej stawiają na niedoświadczonych szkoleniowców. Zapowiada się sezon debiutów. Przeciwnicy pomysłu mówią o zabijaniu ducha sportu, ale przecież rywalizacja będzie. Pięć zwycięstw trzeba odnieść, inaczej: żegnaj ekstraklaso.
– Zbliża się najważniejsza w Polsce impreza – mistrzostwa świata siatkarzy. Mecze obejrzy pan z trybun czy w telewizorze?
– Z jednym i drugim jest problem…
– No i wydało się! Trener poważnej siatkarskiej drużyny nie ma Cyfrowego Polsatu.
– Mam kablówkę, ale to, cholera, za mało (śmiech). Jakoś sobie jednak poradzimy. Na mecz otwarcia przychodzimy do Staszka Pieczonki (II trener Developresu – red.), potem się zobaczy.
– Żeglarstwo to pana druga pasja. Tego lata znalazł pan czas, by gdzieś wypłynąć?
– Na szczęście tak. Doładowałem akumulatory na Mazurach. To była fajna przygoda ze starymi znajomymi, choć po kilku dniach zacząłem tęsknić za siatkówką.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


