Wirus ebola to nie wirus grypy

Anna-Moraniec162 proc. z reprezentatywnej grupy 1008 lekarzy różnych specjalności nie wiedziałoby, jak prawidłowo postąpić w przypadku podejrzenia, że pacjent może być zakażony wirusem ebola. Sondaż przeprowadzono przez największy serwis społecznościowy dla medyków Konsylium24. Również specjaliści chorób zakaźnych oczekują instrukcji na wypadek zawleczenia do Polski wirusa ebola. Aż 44 procent z nich nie wiedziałoby, jak postąpić – wynika z sondażu. Doktor Michał Feldman z Konsylium24 mówi, że w innych krajach już dawno lekarze otrzymali zalecenia w tej sprawie.

Nasze służby sanitarno-epidemiologiczne uspokajają, że w Polsce nie ma zagrożenia, ale instrukcje postępowania dla lekarzy w przypadku podejrzenia u pacjenta wirusa ebola są opracowywane w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego – PZH w Warszawie. Będą to konkretne informacje dotyczące tego, co powinien zrobić lekarz, gdzie skierować pacjenta oraz gdzie zadzwonić w takiej sytuacji. Gotowe na leczenie chorych na ebolę mają być też oddziały zakaźne w podkarpackich szpitalach. Centrum zarządzania kryzysowego zbiera już informacje dotyczące wolnych miejsc na oddziałach zakaźnych. Specjaliści zapewniają, że w przypadku wirusa ebola obowiązują standardowe zasady postępowania, jak w przypadku innych chorób zakaźnych. Trzeba odizolować pacjenta z podejrzeniem zakażenia i zastosować podstawowe środki zapobiegające przeniesieniu się choroby na inne osoby. Tyle tylko, że wirus ebola to jednak nie żółtaczka czy grypa (nawet świńska czy ptasia), a pamiętam, jaka w 2011 roku była sytuacja w szpitalach, gdy panował wirus grypy AH1N1. W ciągu kilku dni chorych na grypę gwałtownie przybyło i szybko zapełniły się miejsca na oddziałach zakaźnych. Decyzją konsultanta ds. chorób zakaźnych pacjentów z objawami grypy miały przyjmować oddziały wewnętrzne szpitali pełniące w danym dniu ostre dyżury internistyczne. Na pierwszy ogień padło wtedy na szpital przy ul. Szopena, gdzie na internie była jedna izolatka jednołóżkowa, do której trafiły dwie kobiety z podejrzeniem grypy. Kolejne dwie osoby zostały położone bez wymaganej dla tej grupy pacjentów izolacji od reszty chorych, z czego jedna trafiła na salę nadzoru kardiologicznego, gdzie leżeli chorzy w ciężkich stanach, a jedynym zabezpieczeniem dla reszty chorych była maseczka, którą chora miała założoną na twarz. Czy do podobnej sytuacji mogłoby dojść w przypadku wirusa eboli? Miejmy tylko nadzieję, że nie. Mamy w końcu ponad 200 łóżek zakaźnych w regionie i to powinno wystarczyć. Tyle tylko, że w przypadku eboli chodzi o czas i możliwość śmiertelnego zagrożenia. Przewożenie chorych do innej lecznicy oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów mogłoby zakończyć się źle nie tylko dla pacjenta.

We wtorek Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła, że epidemia gorączki krwotocznej zabiła już 1229 osób. Odnotowano ogółem 2240 przypadków zarażenia wirusem. Wirus ebola przenosi się przez krew i inne płyny ustrojowe. Niebezpieczne jest także dotykanie ciała zmarłego. Do symptomów choroby należą: gorączka, silne bóle głowy, krwotoki wewnętrzne, krwawe wymioty i biegunka., a w ostatnim stadium choroby niewydolność wątroby i nerek. Wskaźnik śmiertelności wynosi ponad 50 proc.

Anna Moraniec

Leave a Reply

Your email address will not be published.