Bycie rodzicem zobowiązuje

Grzegorz-Anton1Codziennie słyszę o różnych tragediach dotyczących dzieci. A to ojciec przejedzie dziecko samochodem, bo nie zauważył, że stoi na podjeździe domu, a to dziecko wypadło z okna, utopiło się, napiło się płynu do czyszczenia rur, wsadziło sobie bateryjkę do ucha, czy połknęło agrafkę. W skrajnych przypadkach zostanie wykorzystane przez zboczeńca. Kto za to ponosi winę? Oczywiście rodzice, bo o dziecku mówimy, owszem, że jest mądre, inteligentne, ale tak naprawdę to my dorośli mamy za nie myśleć i w porę przewidywać różne sytuacje.

Wystarczy pójść na plac zabaw i zobaczyć, co robią rodzice. Mamusia rozmawia przez telefon komórkowy z koleżanką przez pół godziny, a dziecko odchodzi od niej nawet kilkadziesiąt metrów dalej. Oczywiście zero reakcji. A w tym czasie pedofil może to dziecko porwać, a może „tylko” huśtawka uderzyć dziecko w głowę tak, że będzie już później, przepraszam za określenie, rośliną. Kolejna scena: parking przed hipermarketem. Rodzice wysiadają z auta, wypuszczają swoje dwie pociechy i kompletnie nie reagują na to, że dzieci wybiegają wprost pod nadjeżdżające auto.

Gdy mały urwis podrośnie i ma te 14 lat, rodzice na pierwszą dyskotekę nie puszczają, bo jak to tak, że dziecko ma imprezować, ale to, że ich syn, czy córka po zajęciach w szkole do nocy siedzi gdzieś na osiedlu już ich nie interesuje. Nie widzą żadnych zmian w zachowaniu, bo przecież nie znają własnego dziecka. Przegapiają więc moment, kiedy syn przynosi lepsze ubrania, ma pieniądze albo wygląda jak śmierć i w porę nie reagują. A kiedy syn już jest bandytą, narkomanem lub pije codziennie piwo i wódkę, to wówczas jest za późno.

Drodzy Rodzice (oczywiście te słowa nie są do wszystkich), zrobienie dziecka i jego urodzenie to nie koniec waszej drogi, a dopiero początek. Wówczas czeka was największe wyzwanie, od którego będzie zależeć, jak potoczą się dalsze losy waszej pociechy. Zresztą zawsze uważałem, że w każdej dziedzinie życia trzeba mieć do tego iskrę Bożą. Jeżeli się nie ma, to trzeba dać sobie spokój. Nie ulegajcie presji otoczenia, że musicie mieć dziecko, że tak wypada. Jeśli się do tego nie nadajecie, to dajcie sobie spokój, bo wychowanie i upilnowanie dziecka to harówa 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, bez urlopów i bez możliwości odejścia z pracy z dwutygodniowym wypowiedzeniem. I to co najmniej przez 18 lat, a często i dłużej.

Grzegorz Anton

Leave a Reply

Your email address will not be published.