Po coraz częściej występujących starciach między ludźmi różniącymi się poglądami ideologicznymi, po wyjeździe milionów ludzi z kraju w poszukiwaniu pracy za granicą, po taśmach kompromitujących polityków rządzącej partii, premier Donald Tusk rozpoczyna swoją kampanię wyborczą.
Środowe wystąpienie szefa rządu i ministrów chyba nikogo nie przekonało, a jeszcze bardziej rozdrażniło. Wcale nie dziwił mnie śmiech, jaki wydobył się w sali sejmowej po tym, jak Donald Tusk „łaskawie” obiecał emerytom 36 zł waloryzacji w 2015 roku. Dziwię się, że premierowi nie wstyd rzucać takie ochłapy po tym jak zgarnął miliony z OFE i rozdał swoim pracownikom kilkudziesięciotysięczne nagrody. Ale chyba żaden polityk nie ma już wstydu kłamać w żywe oczy normalnym ludziom. Widząc spadające wyniki w sondażach Donek stwierdził, że straszenie PiS-em tym razem nie wystarczy i ludziom trzeba w końcu coś dać. Pseudodarmowy podręcznik dla pierwszoklasistów nie podniósł Platformie poparcia nie tylko dlatego, że ludzie nie wierzą, że się sprawdzi, ale dlatego, że rodzice, widząc pustkę w portfelu, muszą za coś kupić starszym uczniom wyprawkę szkolną za kilkaset złotych dla jednego dzieciaka, a podręczniki szkolne podrożały w porównaniu z ubiegłym rokiem nawet o 10 proc. Premier, próbując podebrać SLD i PiS-owi wyborców, złożył nam nową propozycję: zagłosujcie na mnie, a ja dam większe ulgi na dzieci rodzinom wielodzietnym. Ulga na trzecie dziecko ma wzrosnąć z 1668 zł do 2 tys., a na każde kolejne do 2,7 tys. zł. Ci, którzy nie płacą na tyle wysokiego podatku dochodowego, by móc odliczyć sobie całą ulgę, od przyszłego roku mają dostać taką możliwość. Kolejną obietnicą było też ograniczenie długości umów na czas określony do 36 miesięcy. Podsumowując: słabo.
W 2007 roku szefowi PO obiecywanie szło jakoś lepiej. Premier Tusk obiecywał: cud gospodarczy, niższe podatki, wyższe pensje, spadek bezrobocia, przyjazne obywatelom państwo, normalną służbę zdrowia. I co nam Donek dał? W 2011 r. podatki poszły w górę, bezrobocie spada, pensje zwykłych obywateli rosną tylko dlatego, że spora część zarabia teraz w UE w euro albo funtach, służba zdrowia jak kulała, tak kuleje, a „przyjazne państwo” w osobach ministrów finansów wykańcza średnie i małe firmy, wyłudzając podatki za 5 lat wstecz.
Czy ktoś jeszcze liczy na to, że jakakolwiek partia zrobi coś dobrego dla obywateli? Chyba tylko ci naiwni idealiści, albo ci, którzy sami na wygranej mogą sporo zarobić. A kiedy w Polsce zacznie być normalnie, tak żeby aż chciało się tu żyć? Szansa na to może i była, niestety Brunon K. poszedł siedzieć i szybko raczej nie wyjdzie.
Blanka Szlachcińska



2 Responses to "Żaden Donek tyle nie da, ile premier Tusk obieca"