
STALOWA WOLA. Narozrabiali nieartystycznie i za karę muszą się wzbić na artystyczne wyżyny. Jeżeli nie namalują radosnego obrazka, sprawą zajmie się policja.
To chyba pierwszy w Polsce przypadek odpracowywania durnoty bez środków przymusu. Czterech młodych ludzi zdecydowało się wykonać określoną porcję prac społecznych, żeby uniknąć kary za pomalowanie zabytkowej elewacji Miejskiego Domu Kultury. Ponieważ sami się zgłosili, dyrektor MDK nie zawiadomił policji. – Wyglądają na porządnych ludzi, którym na krótko coś odbiło – mówi Marek Gruchota, dyrektor stalowowolskiego MDK.
W nocy z piątku na sobotę ktoś farbą w sprayu wykonał kilka napisów na ścianie MDK. Zabytkowy już przybytek miejskiej kultury dopiero co został odremontowany. Nic dziwnego, że szefa instytucji przy pl. Piłsudskiego co najmniej to zdenerwowało, tym bardziej, że niedawno w MDK zakończyły się warsztaty dla rysowników komiksów, podczas których każdy mógł sobie fragment jakiegoś muru w mieście dowolnie zilustrować.
Zobaczyli kamerę i skruszeli
– Gdyby nie przyszli, pewnie zostałoby mi zawiadomienie policji – dyr. Gruchota kwituje akt wandalizmu. Jego sprawcy mieli pecha zamalowywać ściany MDK pod okiem kamery. W nocy jej nie widzieli, za to na zarejestrowanym nagraniu dokładnie widać pięciu młodych ludzi zajętych wykonywaniem trudnych do rozszyfrowania napisów. W weekend dyr. Gruchota na jednym z miejskich portali internetowych zamieścił informację o bezmyślności podpartej olejną farbą. Twórcy nieartystycznego graffiti chyba poszli z rewizytą na plac za MDK i dostrzegli kamerę. W poniedziałek rano, czterech z grafficiarskiej piątki zgłosiło się do dyrektora MDK. Uderzyli się w pierś i sprawę wandalizmu załatwią polubownie. Piąty w strachu wyjechał do Francji, ale koledzy za niego pokutę odprawią.
– Przeprosili za głupotę, której dopuścili się prawdopodobnie pod wpływem piwa i zgodzili się naprawić szkodę – mówi dyrektor MDK. – Są młodzi i nie będę im komplikował życia. Ścianę zamaluje specjalistyczna firma, a oni pomalują coś innego.
Gruchota policji nie zamierza zawiadamiać. Grafficiarzom wskazał kilka miejsc w mieście, które mają zamalować. Nie będą to zwykłe bohomazy, a w pełni artystyczny projekt, który musi być zaakceptowany przez mieszkańców osiedla. Młodzieńcy w wieku od 17 do 19 lat mają artystyczny polot i stać ich na spełnienie postawionego warunku. Dyr. Gruchota określił go następująco: – Ma być jaśniej, przyjemniej i radośniej.
Artystyczna szansa poprawy
Do „radosnego” projektu grafficiarze wzięli się ochoczo. Na razie są anonimowi, ale jak im wyjdzie smutny rysunek, może dowiedzieć się o nich policja. Mundurowi artystycznej szansy poprawy im na pewno nie dadzą.
jam



One Response to "Grafficiarze poddali się… karze"