
LEKKOATLETYKA. Skoczkowie wzwyż Resovii mają się dobrze. Pod czujnym okiem trenera Michała Tittingera dojrzewa talent Igora Kopali, czołowego juniora świata.
Igor Kopala to nasza wielka nadzieja na igrzyska olimpijskie. Na razie skoczek wzwyż Resovii błysnął na olimpiadzie młodzieży w Nankin, gdzie zajął szóste miejsce.
Siedemnastolatek z Rzeszowa wrócił z Chin zaledwie kilka dni temu i wciąż nie może się przyzwyczaić do środkowoeuropejskiej strefy czasowej i tutejszego klimatu. – We własnym kraju długo się aklimatyzuję – śmieje się Igor, którego łatwo wyłowić z tłumu ćwiczących na stadionie – chłopak ma 199 cm wzrostu i szczupłą sylwetkę. – Byłem ostatnio u lekarza i usłyszałem, że już nie urosnę. To dobra wiadomość, choć ja akurat jestem zadowolony z bycia wysokim. Nie mam problemów z koordynacją, więc te dwa metry w butach pomagają mi w osiąganiu lepszych wyników – tłumaczy.
Siatkówka była pierwsza
Sprawność ruchowa, która dziś pozwala swobodnie układać ciało nad poprzeczką, nie wzięła się z przypadku. – Zanim trafiłem na zajęcia z lekkiej atletyki, przez dwa lata trenowałem siatkówkę w Resovii, pływałem, ćwiczyłem karate. Skoku wzwyż nie planowałem. Na zawodach w Mielcu, za dzieciaka, pierwszy trener Janusz Mazur kazał mi skakać. Nie wiedziałem, co to takiego, ale zrobiłem to. Wygrałem, a trener przyprowadził mnie do Michała Tittingera, specjalisty od skoku wzwyż. Złapałem bakcyla i dziś wiem, że chcę się poświęcić tej konkurencji w stu procentach. Widzę, iż praca moja i trenera nie idą na marne że z tej mąki może być chleb – tłumaczy Igor, który przeniósł się właśnie z III LO do Liceum Sportowego. – Tam będzie mi łatwiej pogodzić naukę z treningami, wyjazdami na obozy i zawody – argumentuje.
Dyscyplina dla indywidualisty
Co jest takiego pociągającego w skoku wzwyż, konkurencji bardzo wymagającej i specyficznej? Igor udziela niebanalnej odpowiedzi na to pytanie. – Jestem indywidualistą. Pracuję na własny rachunek, moje wyniki nie są uzależnione od formy kolegów z drużyny. Poza tym, w skoku wzwyż wszystko przyszło mi łatwo – dodaje pół żartem, pół serio.
Jakiś czas temu zobaczyli go dawni trenerzy z siatkówki, namawiali do powrotu na boisko. – Jestem wysoki, sprawny i leworęczny, co w siatkówce stanowi dodatkowy atut. Zacząłem się zastanawiać, ale jednak zostałem przy skakaniu i nie żałuję. Gry zespołowe nie są dla mnie – opowiada.
Chińczycy strzelali fotki
Choć Igor znajduje się u progu kariery, już zwiedził kawał świata. – Byłem w Holandii, Azerbejdżanie i Chinach, gdzie budziłem sensację. Mali Chińczycy koniecznie chcieli mieć zdjęcie z dryblasem, który nosi but w rozmiarze 47,5 – śmieje się. – Zaskoczyło mnie, iż miejscowi są tak bardzo uśmiechnięci i życzliwi. Pomagali nam na każdym kroku, dzięki nim łatwo było się poruszać po kilkumilionowym Nankin. Szkoda tylko, że nie zabrali nas na Wielki Mur. Nagle wycieczki się skończyły, nikt nie wytłumaczył, z jakiego powodu.
Igrzyska Olimpijskie Młodzieży to prestiżowa impreza. Igor awansował do finału z doskonałym wynikiem 2.10 (jego rekord życiowy wynosi 2.12), ale w najważniejszym konkursie skoczył 2.08 i ostatecznie zajął szóste miejsce. – Niedosyt pozostał. Gdybym był zdrowy, walczyłbym o medal. Tymczasem zmagałem się z urazem ścięgna Achillesa, po każdym odbiciu czułem straszny ból – opowiada.
Występy w Chinach oznaczały dla resoviaka koniec sezonu. Zostało roztrenowanie i wizyty u fizykoterapeuty. Na początku 2015 roku Igor wystartuje w halowych mistrzostwach Polski juniorów, ale kluczową imprezą będą mistrzostwa Europy juniorów w Szwecji. – Sporo pracy przede mną – przyznaje rzeszowianin.
Michał Tittinger o swoim zawodniku:
– Igor to inteligentny chłopak. Wie czego chce od życia, co w przypadku młodych ludzi nie jest takie oczywiste. Pracujemy razem piąty rok, robimy postępy i marzymy o tym, żeby przygoda skończyła się kwalifikacją na igrzyska olimpijskie seniorów. Przepustką do świata zawodowców jest pokonanie wysokości 2.30 m. Choć poziom skoku wzwyż bardzo się podniósł, w tym sezonie aż pięciu zawodników skakało powyżej 2.40. Igor rozwija się harmonijnie, „idzie” zgodnie z planem. Jeśli nie wydarzy się nic strasznego, pokaże się na ME juniorów, a za dwa lata na MŚ juniorów. Do tego czasu powinien skakać 2.18-2.20 m.
Igor posiada idealne warunki fizyczne do uprawiania tej konkurencji. Gdy rósł, odpuściliśmy siłownię. Pracowaliśmy jedynie nad stabilizacją sylwetki, wzmacniając mięśnie pleców i brzucha. Żeby potem mógł znieść obciążenia profesjonalnego zawodnika.
Dwie cechy u Igora są kapitalne. Po pierwsze: chłopak dąży do perfekcji. Dostrzega mankamenty i pracuje nad poprawą techniki. Po drugie: nie pęka podczas najważniejszych sprawdzianów. To wtedy bije „życiówki”, co oznacza, że jest odporny na stres.
Tomasz Szeliga


