Długodystansowcy w miłości

Bogusław Lipczyński pochodzi z Lublina. Do Tarnobrzega przyjechał grać w piłkę w Klubie Sportowym „Siarka”, poznał tu także miłość swojego życia - panią Elżbietę. Fot. Bogdan Myśliwiec
Bogusław Lipczyński pochodzi z Lublina. Do Tarnobrzega przyjechał grać w piłkę w Klubie Sportowym „Siarka”, poznał tu także miłość swojego życia – panią Elżbietę. Fot. Bogdan Myśliwiec

Jak przeżyć z jedną osobą pół wieku i być szczęśliwym? Są tacy, którym się to udało i zdradzają, że na przepis na udany związek wcale nie wchodzi wiele składników.

Mieszkańcy Podkarpacia, którzy w porównaniu z innymi regionami kraju od lat stali na straży konserwatywnych poglądów i cenili sobie życie rodzinne – odpuszczają. Rocznie pozwy rozwodowe i pozwy o separację do podkarpackich sądów okręgowych składa około trzech tysięcy par, które wytrzymały ze sobą od kilku do kilkunastu lat. W naszym województwie nie brakuje jednak i takich małżonków, którym udało się przeżyć nie 5, nie 10, i nie 25, a 50 lat razem i nie zamieniliby tych lat na żadne inne i z nikim innym.

Jak wynika ze statystyk, liczba rozwodów w naszym województwie minimalnie spada, ale wciąż co roku kreskę na małżeństwach kładzie około trzech tysięcy par. Małżonków łączą kredyty, dzieci, wspólne interesy, ale i tak nie są w stanie żyć ze sobą pod jednym dachem i decydują się na prawne rozwiązanie małżeństwa. Decyzje te są bardzo dramatyczne, bo ci, którzy jeszcze niedawno ślubowali sobie miłość, wierność i uczciwość dopóki śmierć ich nie rozłączy, nawet nie próbują walczyć o związek. A walczyć trzeba, bo ci, którzy przeżyli ze sobą 50 lat nie kryją, że nie zawsze jest dobrze, że czasem bywają gorsze dni. Radości życia codziennego mnożą się jednak, gdy dotyczą dwojga kroczących jedną drogą osób, a smutki na dwoje się dzielą.

Janina i Leszek pochodzą z położonych niedaleko od siebie miejscowości, Sokolnik i Trześni. Poznali się, gdy pan Leszek wyszedł z wojska i wpadł w oko pani Janinie, która założyła się o to, że zwróci na nią uwagę.
Janina i Leszek pochodzą z położonych niedaleko od siebie miejscowości, Sokolnik i Trześni. Poznali się, gdy pan Leszek wyszedł z wojska i wpadł w oko pani Janinie, która założyła się o to, że zwróci na nią uwagę.

Małżeństwo to nie tylko róże
Stanisława i Marian Siwcowie. Ślub wzięli w 1964 roku w Tarnobrzegu. Pół wieku temu. Ona miała wówczas 29, a on 28 lat. On pochodził z Głogowa, ona z Rawy Ruskiej na Ukrainie. Los połączył ich drogi, a ślubna przysięga złączyła na dobre i na złe.

– Małżeństwo to mąż i żona. Dwie strony, z których każda ma swoje zdanie, swoje upodobania, przyzwyczajenia, swoje racje – mówi Marian Siwiec. – Życie to nie tylko róże. Są i kolce. Trzeba się po prostu szanować i nauczyć się ustępować. Jeśli jest zdrowie, to o całą resztę naprawdę łatwo się zatroszczyć.

Małżonkowie, których prostą receptę na udanych związek warto zapamiętać, doczekało się dwóch córek, pięciu wnucząt i jednego prawnuczka.

Pan Marian zapytany o to, czego mu życzyć w dniu, w którym świętuje wraz z żoną złote gody, nie zastanawiając się długo, odpowiedział: drugich takich 50 lat.

Na początku był nam naprawdę ciężko
Janina i Leszek Fajtowie. Sakramentalne „tak” powiedzieli sobie w Trześni. To był także 1964 rok. 50 lat temu. Oboje dobrze pamiętają ten dzień i te pierwsze, przez które kroczyli już nie jako narzeczeni, ale małżonkowie.

– To były chyba najtrudniejsze lata naszego małżeństwa. Nie dlatego, że się docieraliśmy, ale dlatego, że mieliśmy wówczas właściwie tylko siebie. Biedniutcy byliśmy – mówi pani Janina nie kryjąc wzruszenia na wspomnienie tamtych chwil. Pan Leszek potwierdza słowa żony, ale od razu dodaje, że właśnie taki start we wspólne życie nauczył go, że wartości materialne nie dają żadnej gwarancji na udany związek. – Najważniejsza jest miłość i płynąca z niej cierpliwość. To dzięki niej udaje się przetrwać gorsze dni i kryzysy, których w życiu nie brakuje.

Córka państwa Fajtów, Ewa Fajt, zdradza, że rodzice poznali się w wyniku zakładu. – Mamie i jej koleżance tata wpadł w oko zaraz po tym, jak wyszedł z wojska. Dziewczyny założyły się, która go poderwie, a pan Leszek zwrócił uwagę na panią Janinę. Młodzi wpadli sobie w oko i tak już zostało.

W ciągu 50 lat małżeństwa tarnobrzeżanie doczekali się dwojga dzieci i czworga wnucząt.

Młodzi są zbyt niecierpliwi
Elżbieta i Bogusław Lipczyńscy. Razem od 50 lat. Poznali się i pobrali w Tarnobrzegu. Ich recepta na udany związek to miłość, cierpliwość i tolerancja. Mają jednego syna i dwie wnuczki.

Pan Edward poznał panią Urszulę dzięki znajomemu. Poprosił go o to, by go z nią zapoznał i tak zaczęła się ich trwająca już ponad pół wieku miłość.
Pan Edward poznał panią Urszulę dzięki znajomemu. Poprosił go o to, by go z nią zapoznał i tak zaczęła się ich trwająca już ponad pół wieku miłość.

– Pobraliśmy się w 1964 roku – mówi pani Elżbieta. – Myślę, że udało nam się przeżyć razem 50 lat dlatego, że połączyła nas miłość, ale i mamy dla siebie wiele cierpliwości i potrafimy sobie nawzajem ustępować. Młodzi są teraz niecierpliwi, jeśli coś im nie wychodzi, jeśli występują jakieś trudności, to szybko się poddają. W naszym związku, patrząc tak z perspektywy obecnej, najtrudniejsze były te pierwsze lata małżeństwa. Nie wiem, czy akurat pierwsze siedem lat, ale tak, te pierwsze lata to był czas, w którym chyba się docieraliśmy.

Przez kryzys we dwoje
W Polsce, wg badań dr Piotra Szukalskiego z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego, autora raportu na temat rozwodów, liczba rozwodów zaczęła rosnąć po 1993 r., gdy polskie społeczeństwo nauczyło się, jak żyć w nowych realiach, a gospodarka przyspieszyła. Rozwodowe apogeum przypada na czasy boomu gospodarczego w latach 2006 – 2007, gdy o pracę było łatwo, a płace szybko rosły.

Od czasu krachu na rynkach finansowych w 2008 r. liczba rozwodów w Polsce zaczęła ponownie spadać. W 2010 r. przeprowadzono ich 61,3 tys., gdy w 2006 roku ich liczba sięgała 72 tys. Najwięcej pozwów rozwodowych w naszym województwie wpływa do Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Około tysiąca rocznie. Drugie miejsce w tym niechlubnym rankingu zajmuje obszar jurysdykcji Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu. Tu w 2012 roku wpłynęło 845 pozwów. W Krośnie i Przemyślu chce się rozwieźć co roku między 650 a 700 par. Dzieląc te liczby na liczbę dni w roku, łatwo policzyć, że w zależności od regionu, codziennie decyzję o rozwodzie podejmują 2-3 małżeństwa.

Kiedyś się naprawiało, dziś wyrzuca
Pół wieku razem, w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe. Małżonkowie, którzy zdradzili nam swój przepis na udany związek są dowodem na to, że na Podkarpaciu nie brakuje par, które mogą być przykładem dla młodszych pokoleń. Ich złotych jubileusz to dowód na to, że jeśli coś się w związku psuje, to warto to naprawić, a nie od razu wyrzucać go do kosza.

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.