
RZESZÓW. Prezes spółki zarządzającej galeriami handlowymi, któremu rzekomo grożono śmiercią, miał przepisać udziały warte kilkadziesiąt milionów na innego biznesmena.
Rzeszowscy policjanci oraz Prokuratura Rejonowa dla Miasta Rzeszów bada bardzo dziwną sprawę, która miała miejsce w ubiegły czwartek. Otóż prezes jednej z rzeszowskich spółek zastraszony przez nieznanych mężczyzn pojawił się w biurze notariusza. Z nieoficjalnych informacji dowiedzieliśmy się, że miał zrzec się ponad 50 proc. udziałów w spółce, którą zarządza. Smaczku całej sprawie dodaje to, że firma ta jest kontrolowana przez bardzo znanego rzeszowskiego biznesmena. A bandyci mieli kazać przepisać udziały warte kilkadziesiąt milionów na mężczyznę (także biznesmena), który jest… blisko spokrewniony ze wspomnianym wcześniej bardzo znanym rzeszowskim biznesmenem.
W tej sprawie na razie więcej jest pytań niż odpowiedzi. TVP Rzeszów podaje, że zastraszającymi mieli być mężczyźni podający się za funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego, którzy to grozili biznesmenowi pozbawieniem życia.
Policja o całej sprawie nie chce na razie mówić. – Ja mogę powiedzieć, że takie zdarzenie miało miejsce w czwartek. Nikt nie został zatrzymany, nikomu nie postawiono na razie zarzutów. Szczegółów nie mogę zdradzić, ponieważ dopiero analizujemy tę sprawę – mówił w sobotę Super Nowościom Łukasz Harpula, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej dla Miasta Rzeszów. Tyle oficjalnie.
Wersja nieoficjalna
Dziennikarzom Super Nowości udało się nieoficjalnie dowiedzieć od osób związanych z organami ścigania, jak prawdopodobnie wyglądało zdarzenie. W czwartek do biura notariusza, położonego bardzo blisko centrum Rzeszowa, przyszedł prezes jednej z rzeszowskich spółek, która zarządza galeriami handlowymi (nie tylko w Rzeszowie – dop. red.).
Miał być zastraszony przez mężczyzn, którzy żądali od niego przepisania ponad 50 proc. udziałów wartych prawdopodobnie około 40 mln zł. Spółka ta jest kontrolowana przez doskonale znanego w całym Rzeszowie i okolicach biznesmena, właściciela dużych galerii handlowych. Prezes miał u notariusza z kolei przepisać udziały w firmie na bliskiego członka rodziny wspomnianego, znanego rzeszowskiego biznesmena.
W pewnym momencie zastraszony prezes poprosił notariusza o zawiadomienie policjantów. Ten zadzwonił, ale pomimo szybkiego przyjazdu funkcjonariuszy, grożący prezesowi przestępcy uciekli.
O co tak naprawdę chodziło?
Od osób związanych z organami ścigania dowiadujemy się, że cała ta sprawa wygląda bardzo dziwnie. Jak bandyci zorientowali się, że za chwilę w biurze będą policjanci? Dlaczego mięli żądać przepisania udziałów, skoro wiadomo, że szybko wyszłoby, że prezes zrobił to, obawiając się o życie i taki akt notarialny przestałby być ważny? Czy prezes mógł dysponować udziałami, skoro nie jest udziałowcem? Pytań można zadać mnóstwo i właśnie teraz śledczy będą mozolnie szukać na nie odpowiedzi.
– Musimy się przede wszystkim dowiedzieć, czy mamy w ogóle do czynienia z przestępstwem, czy też nie – tłumaczy prokurator Harpula.
– Jeśli wydarzenia miały rzeczywiście taki przebieg jak dowiedzieli się wasi dziennikarze, to postępowanie tych ludzi wygląda na zupełnie naiwne i szczeniackie – komentuje rzeszowski przedsiębiorca kontrolujący jedną z dużych galerii handlowych. Na mieście krąży też wersja, że to wszystko było tylko zasłoną dymną, a chodziło o coś innego, np. o rzucenie podejrzeń na rzekomego zleceniodawcę całej operacji. Są to jednak tylko przypuszczenia.
Do sprawy będziemy wracać w kolejnych wydaniach Super Nowości.
Mirosław Przybylski
Jeśli mają Państwo jakąś wiedzę na temat opisanych zdarzeń, prosimy o kontakt z naszą redakcją pod nr tel. 17 852 55 55, lub pod adresem mailowym: mprzybylski@supernowosci24.pl



3 Responses to "Tajemnicze porachunki rzeszowskich biznesmenów?"