Liczba rencistów w Polsce zmniejszyła się z 2,7 miliona w 1998 roku do 1,075 mln w czerwcu 2013 roku. Tendencję malejącą widać także na Podkarpaciu. Renty z tytułu niezdolności do pracy w Oddziale ZUS w Rzeszowie pobierało w grudniu 2008 roku 46 915 osób, w grudniu 2010 już 42 098, rok później 36 972, a w sierpniu 2014 tylko 34 227 rencistów. To swego rodzaju fenomen. Trudno bowiem uwierzyć, że starszy o 10 lat, 50-letni w 1998 roku człowiek nagle wyzdrowiał i wrócił do pracy. Co się więc dzieje?
Otóż powodów jest kilka. Przede wszystkim ZUS od kilkunastu lat prowadzi bardzo konsekwentną politykę dotyczącą przyznawania prawa do renty. Bardzo dokładnie weryfikuje dokumenty osób starających się o rentę, świadczenie dostaje teraz ok. 50 tysięcy osób – tymczasem jeszcze kilkanaście lat temu takie świadczenie uzyskiwało co roku 300 tys. Polaków. Słowem, rentę uzyskują tylko osoby faktycznie niezdolne do jakiejkolwiek pracy. To przynosi efekty. O ile jeszcze w połowie lat 90. w Polsce było trzy razy więcej rencistów niż w krajach UE, o tyle teraz liczba takich osób jest taka sama jak w pozostałych państwach członkowskich. Brało się to stąd, że w 1991 r., kiedy były one rodzajem wsparcia dla osób tracących pracę w okresie przemian ustrojowych i gospodarczych, po raz pierwszy takie świadczenia otrzymało aż 319 tys. osób. W 1997 r. liczba ta spadła do 154,9 tys., a w 2002 r. – do 71,2 tys. W ubiegłym roku prawo do pierwszej renty uzyskało 45,9 tys. osób (w tym 29,6 tys. mężczyzn). Najczęściej przyznawano takie renty chorym na nowotwory (10,3 tys.) oraz na zaburzenia psychiczne (blisko 5 tys.).
Na bieżąco ZUS weryfikuje też wszystkie przyznane dotychczas świadczenia. Wielu rencistów z tego powodu straciło świadczenie, często tracąc jedyne środki do życia, jak chociażby pani Zofia z Borku Starego, której w 2002 roku w związku ze złym stanem serca przyznano czasową rentę, do 31 listopada 2011 roku. Po trzecim zawale, który przeszła w 2007 roku, który cudem udało się jej przeżyć, lekarz orzecznik ZUS uznał nagle, że nie jest całkowicie niezdolna do pracy i odebrał jej świadczenie. Nie muszę przypominać, że 50-letniej kobiety po trzech zawałach nikt nie zatrudnił. Albo przypadek, gdy ZUS odebrał prawo do renty osobie zatrudnionej na stanowisku dla niepełnosprawnych, właśnie ze względu na to, że nie miała problemów z wykonywaniem obowiązków zawodowych. Kiedy pracodawca dowiedział się, że nie będzie mógł otrzymywać dofinansowania z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, zwolnił ją. I tak osoba chora została bez świadczenia i pracy. Oczywiście z ZUS-em można wygrać, bo każdy ma prawo odwoływać się od decyzji ZUS. Tylko nie każdy ma tyle siły woli i determinacji, by walczyć o swoje, tak jak pan Antoni Kalita z Rzeszowa, którego sprawa dwanaście razy trafiała do sądu. Trzydzieści dwa razy musiał stawiać się na badania lekarskie wykonywane przez pięćdziesięciu dwóch lekarzy specjalistów. Jego 13-letnia batalia z ZUS przyniosła efekty, od czerwca 2010 otrzymuje kilkaset złotych renty inwalidzkiej.
Ostatnią przyczyną zmniejszenia liczby rencistów jest ich naturalne „dożywanie” wieku emerytalnego i przechodzenia na to świadczenie.
Anna Moraniec



One Response to "Renciści im starsi, tym zdrowsi"