Jest tartak, są nadzieje

Pośrodku lasu stanął zakład przeróbki drewna. Na obróbkę czekają tysiące sosnowych bali, a to dopiero testy linii produkcyjnych. Fot. Jerzy Mielniczuk
Pośrodku lasu stanął zakład przeróbki drewna. Na obróbkę czekają tysiące sosnowych bali, a to dopiero testy linii produkcyjnych. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Między odlewniami aluminium i fabryką plastiku stanął wielki tartak. Kompromis miastu się opłacał, bo Szwedzi podatkami zasilą magistracką kasę.

Na terenie stalowowolskiej podstrefy SSE „Wisłosan” szwedzki koncern Ikea Industry otworzył nowy tartak. Firma zatrudnia dziś 43 osoby. Choć większość prac wykonują maszyny, kadra ma zostać podwojona, a w przyszłości zwiększona nawet dziesięciokrotnie. Wszystko będzie zależało od tego, czy obok tartaku powstanie fabryka gotowych mebli. Są na to duże szanse.

Dwa lata temu Swedspan Polska, poprzednik Ikea Industry, wykupił w Stalowej Woli 25-hektarową działkę. Za nieruchomość inwestor zapłacił 6,9 mln zł, potem dodał 26 mln na maszyny i na pozostałościach Puszczy Sandomierskiej stanął największy w Polsce tartak. O dziwo, Szwedzi dostali zgodę na wycinkę drzew z działki inwestycyjnej, o co najczęściej inne inwestycje się rozbijają.

Pełna produkcja za dwa lata
W ciągu ostatnich 5 lat spółki powiązane z Ikeą zainwestowały w Polsce ponad 5 mld zł. Po Rosji i Chinach jesteśmy trzecim rynkiem Ikei. Firma chce go jeszcze powiększyć i na pewno będą kolejne inwestycje.

– Stalowa Wola i jej lokalizacja daje dobre możliwości pozyskiwania surowca drewna sosnowego, zapewnia synergię z innymi fabrykami na terenie Polski i Słowacji, co przekłada się na niższe koszty transportu – wyjaśnia lokalizację najnowszej fabryki Ulf Gabrielsson, dyrektor stalowowolskiego tartaku. Na razie w systemie testowym i na jednej zmianie produkowane są w nim płyty z drewna sosnowego, które trafiają do polskich i słowackich fabryk mebli Ikei. Gdy ruszy druga zmiana, załoga urośnie do 80 osób, a po otwarciu nowych linii jest szansa na 200 – 300 etatów. Całkowitą zdolność produkcyjną tartak osiągnie za dwa lata.

Fabryka jest w pełni zautomatyzowana, a przez to bezpieczna dla pracowników i środowiska. Komputery, skanery, kurtyny świetlne i automatyczne linie zapewnią docelową przeróbkę 1,5 tys. kłód drewna dziennie, czyli tyle, ile może zmieścić się w 50 ciężarówkach. Dla ciężarówek zbudowano specjalne drogi dojazdowe i parkingi. Miasto zobowiązało się dobudować bocznicę kolejową, co było warunkiem lokalizacji fabryki w Stalowej Woli. Teraz trwają rozmowy o przyległej do tartaku fabryce mebli, a wtedy zatrudnienie w obu zakładach mogłoby sięgnąć 800 osób. Rozmowy w tej sprawie trwają, co we wtorek potwierdził prezydent Andrzej Szlęzak.

U nas nie pozwolą wycinać pomnikowych drzew
Lokalizacji inwestycji w Stalowej Woli sprzyjała też dobra jakość drewna z polskich lasów. Nasze drzewa mają certyfikat Forest Stewardship Council, który promuje pozyskiwanie surowca w sposób przyjazny dla środowiska. Na początku tego roku Ikea straciła certyfikat FSC, gdyż kupowała drewno w rosyjskiej Karelii, gdzie pod piłami padały przeszło 600-letnie drzewa. By certyfikat odzyskać, musiała z taniej Karelii się wycofać. Na Podkarpaciu na razie surowca nie brakuje.

Jerzy Mielniczuk

One Response to "Jest tartak, są nadzieje"

Leave a Reply

Your email address will not be published.