Związkowcy sami się wyżywią

W uchwale finansowej związku zapisano, że zarobki przewodniczącego Komisji Krajowej to 2,9-krotne przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw z poprzedniego kwartału. W obwieszczeniu prezesa GUS przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku w marcu br. wyniosło 4017,38 zł. Piotr Duda zarabia, tylko w związku, ponad 11 tys. złotych. Fot. Solidarność Police
W uchwale finansowej związku zapisano, że zarobki przewodniczącego Komisji Krajowej to 2,9-krotne przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw z poprzedniego kwartału. W obwieszczeniu prezesa GUS przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku w marcu br. wyniosło 4017,38 zł. Piotr Duda zarabia, tylko w związku, ponad 11 tys. złotych. Fot. Solidarność Police

Nie można oddać zarządzania gospodarką w ręce działaczy związkowych.

Związki zawodowe tworzą rozbudowaną i kosztowną strukturę działaczy z wyboru i na etatach. Wszystkim nieźle się powodzi, a najlepiej przewodniczącemu „Solidarności” – Piotrowi Dudzie.

NSZZ „Solidarność” pod kierunkiem Piotra Dudy urosła do roli dużego podmiotu w naszym życiu politycznym. Związek tworzy 8 tysięcy organizacji zakładowych, które skupiają ponad 500 tys. członków czynnych zawodowo. Ogółem związek liczy ok. 700 tys. osób. To armia ludzi, która płaci składki oraz, gdy charyzmatyczny przywódca tego zażąda, wyrusza na antyrządowe manifestacje i happeningi.

„Solidarność” jest dużym pracodawcą. Tylko w Komisji Krajowej, czyli centrali związku w Gdańsku, pracuje 140 pracowników. W sumie w 34 regionach Solidarności zatrudnionych jest kilka tysięcy osób. Związek dba o swoich działaczy, gdyż zatrudnia ich na umowy o pracę. Jak wykazała w ubiegłym roku kontrola Państwowej Inspekcji Pracy, Komisja Krajowa nie stosuje umów śmieciowych. – Nie może, gdyż pracownicy związku, którzy jednocześnie tworzą zakładowe komisje, protestowaliby – mówi rzecznik prasowy Komisji Krajowej „Solidarności” Marek Lewandowski.

Finansowe źródła związku
„Solidarność” finansuje swoją działalność ze składek członkowskich oraz powiązanych ze związkiem spółek oraz fundacji. Jedną z takich spółek jest gdański Dekom. Spółka  powstała w 1998 r. Władze „Solidarności” założyły ją w celu zarządzania nieruchomościami otrzymanymi od rządu jako odszkodowanie za majątek skonfiskowany „Solidarności” w czasie stanu wojennego. Do spółki należą: Ośrodek Bałtyk w Kołobrzegu, biurowce w Białymstoku, w Kielcach i budynek przy ul. Oboźnej w Warszawie. Spółka zarządza też hotelami w Gdańsku i Kielcach oraz sanatorium uzdrowiskowym w Kołobrzegu. Inną solidarnościową spółką jest gdańska Solkarta, zajmująca się m.in. szkoleniami i innymi usługami na rzecz związku. Stuprocentowym udziałowcem spółki jest Solidarność. Spółka nie chciała nas poinformować, ile płaci swoim pracownikom.

Krezus
Wiadomo natomiast, ile w przybliżeniu zarabia Piotr Duda. Okazuje się, że lider związkowy nie należy do najbiedniejszych. W uchwale finansowej związku zapisano, że zarobki przewodniczącego Komisji Krajowej to 2,9-krotne przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw z poprzedniego kwartału. W obwieszczeniu prezesa GUS przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku w marcu br. wyniosło 4017,38 zł. Piotr Duda zarabia zatem ponad 11 tys. złotych.

Duda jest też przewodniczącym rady nadzorczej spółki Dekom. Dekom nie zdradza, ile płaci Dudzie, można tylko przypuszczać, że minimum kilka tysięcy złotych miesięcznie. Lider Solidarności dostaje też pieniądze za udział w Komisji Trójstronnej. Ile, nie wiadomo. Tak więc miesięczny zarobek szefa związku jest prawdopodobnie wyższy od pensji premiera rządu, który w 2013 roku zarabiał miesięcznie 18,6 tys. zł. W normalnym kraju byłoby to nie do pomyślenia.

Zarabiają prawie tyle co prezesi
Osobną sprawą są zarobki etatowych działaczy w państwowych firmach. Ustawa mówi: jeśli w zakładzie pracuje 150 – 500 członków związku zawodowego, związek dostaje jeden etat. Za etat płaci pracodawca. Kiedy związek ma ponad 500 członków, dostaje dwa etaty; ponad tysiąc – trzy etaty. Powyżej 2 tys. – cztery. To pozwala tylko w przybliżeniu policzyć liczbę etatów związkowych. W całej Polsce jest ich kilkanaście tysięcy.

W górnictwie pensje niektórych związkowców sięgają 200 tys. zł rocznie. Ich odpowiedzialność za losy spółki jest niewielka, lecz zarabiają prawie tyle co prezesi – napisała niedawno “Rzeczpospolita”. Rocznie na utrzymanie związków zawodowych przeżywająca trudności ekonomiczne Jastrzębska Spółka Węglowa wydaje ok. 16 milionów złotych. A związkowcy zarabiają dużo nie tylko w górnictwie. Rekordziści w KGHM, w spółce miedziowej należącej w jednej trzeciej do Skarbu Państwa, zarobili ponad 260 tys. zł.

W Jastrzębskiej Spółce Węglowej powstało od początku roku pięć nowych organizacji związkowych. Górnicy chronią się w ten sposób przed zwolnieniami. Łącznie w JSW działa już 45 związków, skupiających ponad 26,4 tys. osób, czyli… więcej niż pracowników. Po prostu niektórzy górnicy należą do kilku organizacji.

– Problemem jest to, że w firmach państwowych związkowcy przyjmują postawę roszczeniową. Wiedzą, że firma nie może upaść, bo nawet w złej sytuacji finansowej z pomocą przyjdzie państwo. Co więcej – w momencie, kiedy mamy dużo związków działających na terenie jednej firmy, jest też presja na radykalizację. Związki, aby zaistnieć i przyciągnąć nowych członków zwiększają żądania – komentował w radiowej Jedynce ekonomista Aleksander Łaszek z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

“Rzeczpospolita” podsumowała, że aż 110 milionów złotych rocznie kosztuje utrzymanie etatowych związkowców w państwowych firmach i urzędach. To olbrzymia kwota, wydatki na działania związkowców zabierają środki na wynagrodzenia pracowników za wykonaną pracę.

Biorąc zatem pod uwagę zarobki działaczy z wyboru, takich jak przewodniczący Duda, oraz tych na etatach w państwowych firmach, śmiało można stwierdzić, że związek sam się wyżywi, czego nie można powiedzieć o prywatnych przedsiębiorcach funkcjonujących na wolnym rynku.

Hamulcowi
Związki zawodowe działają w całej Europie. Niestety, ich wpływ na europejską gospodarkę jest negatywny. Z powodu rosnących kosztów pracy gospodarka zjednoczonej Europy jest coraz mniej konkurencyjna względem gospodarek amerykańskiej i azjatyckiej. Europejczycy oburzają się z powodu wielkiego wyzysku pracowników w Chinach czy Malezji, jednocześnie nie godzą się na ograniczanie własnych przywilejów socjalnych.

Warto przywołać akcję włoskich związków zawodowych działających w Fiacie, które wymogły na szefostwie koncernu, by przeniósł produkcję pandy z Tych do Włoch, mimo że polski robotnik produkował ten udany model fiata tanio i fachowo. Inny przykład dotyczy wiosennego strajku pilotów Lufthansy w Niemczech. Piloci w Niemczech należą do grupy najlepiej zarabiających i mogą wcześniej niż inni przechodzić na emerytury pomostowe. Mimo to zorganizowali trzydniowy strajk tylko po to, by zachować swoje przywileje. Oczywiście niczego nie wywalczyli, natomiast narazili pasażerów i Lufthansę na wielkie straty.

O pozytywnej roli związków zawodowych można mówić tylko w przypadku Japonii. W latach 60. ub. wieku, gdy Japonia dopiero aspirowała do roli azjatyckiego tygrysa, działacze związkowi spotykali się po pracy i dyskutowali, jak podnieść wydajność i jakość pracy i w ten sposób przyczynili się do rozwoju gospodarczego. Kiedyś Japonia produkowała szajs, dziś japońskie produkty są technologicznymi cackami.

Niech zakładają własne firmy
„Solidarność” zgłasza wiele postulatów płacowych. Związek żąda podniesienia pensji minimalnej, likwidacji umów śmieciowych i oskładkowania wszystkich umów na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Sprawdzian związkowych postulatów może być tylko jeden. Związkowcy powinni zakładać własne firmy, np. mleczarnie, i w nich testować swoje pomysły. Czy jest możliwe podnoszenie płac bez oglądania się na rachunek ekonomiczny? Czy konsumenci kupowaliby ich podrożone o koszty pracy produkty? Prywatni przedsiębiorcy, którzy zmagają się ze spowolnieniem gospodarczym i fiskalizmem państwa, wiedzą, że takie niefrasobliwe zarządzanie prowadzi do upadku.

Mirosław Przybylski

5 Responses to "Związkowcy sami się wyżywią"

Leave a Reply

Your email address will not be published.