Lider nie strzelił, a wygrał! (ZDJĘCIA)

Fot. Wit Hadło
Fot. Wit Hadło

STAL RZESZÓW – IZOLATOR BOGUCHWAŁA. Stal kontynuuje passę meczów bez porażki. Izolator trzeci raz z rzędu nie był w stanie pokonać bramkarza rywali.

Mimo, że to Izolator zdobył jedyną bramkę w sobotnim meczu, ze Stadionu Miejskiego w Rzeszowie wyjechał… na tarczy. Stało się tak dlatego, iż gol Szymona Kardysia był trafieniem samobójczym, które zapewniło Stali komplet punktów.

Izolator do tej pory punktował tylko na wyjeździe, stąd jego nadzieje na korzystny wynik w Rzeszowie. Gospodarze jednak nie zamierzali przerywać passy meczów bez porażki (nie przegrali 7 kolejnych spotkań) i w pojedynku z Izolatorem również interesował ich tylko komplet punktów.

Jako pierwsi do grząskiej murawy i padającego deszczu przystosowali się goście, którzy już w 3 min poważnie zagrozili bramce obchodzącego w sobotę 24. urodziny Miłosza Lewandowskiego. Z prawej strony w pole karne piłkę wrzucił Michał Bereś, a Hubert Bukała trafił w gąszcz zawodników Stali. Całą sytuacje wyjaśnił dopiero Peter Suswan, wybijając piłkę w okolice linii środkowej. To było pierwsze ostrzeżenie dla biało-niebieskich, którzy w pierwszych minutach grali dziwnie ospale i na tle ambitnie poczynających sobie boguchwalan niewiele mogli zdziałać.

Przebudzenie biało-niebieskich
Po kwadransie gry przebudzili się wreszcie miejscowi. Już pierwsza groźniejsza akcja Stali wyglądała bardzo efektownie, ale skończyła się tylko na strzale nad poprzeczką Michała Lisańczuka. Dla napastnika Stali pierwsza połowa nie zakończyła się dobrze, bowiem tuż przed gwizdkiem na przerwę w starciu z jednym z rywali rozciął głowę i po przerwie na boisku już się nie pojawił. Jeszcze w I połowie Pawlus mógł pokazać próbkę swoich umiejętności, broniąc w kapitalnym stylu strzał z dystansu Konrada Karwackiego. To właśnie uderzenia z dystansu stały się najlepszym sposobem na zdobycie gola, bowiem mocno padający deszcz sprawił, że murawa z każdą minutą była coraz bardziej nasiąknięta wodą, a piłka po odbiciu się od niej nabierała jeszcze większej szybkości. Po jednym z takich strzałów Stal powinna objąć prowadzenie: huknął Konrad Hus, ale na nieszczęście miejscowych futbolówka odbiła się po drodze od będącego na spalonym Piotra Prędoty i mimo, iż wpadła do bramki, sędzia gola nie uznał.

„Wielbłąd” Kardysia
Początek II połowy będzie się z pewnością śnił po nocach graczom Izolatora, a konkretnie Szymonowi Kardysiowi. Obrońca „Izolacji” próbował interweniować po strzale Piotra Murawskiego, ale zrobił to na tyle nieszczęśliwie, że skierował piłkę tuż przy słupku do własnej bramki. Od tego momentu gospodarze przejęli inicjatywę ale… grali nieskutecznie (m.in. strzał w poprzeczkę Prędoty). Swoje okazje, wprawdzie nieliczne, mieli także podopieczni Grzegorza Opalińskiego. Najlepszą zmarnował Bartosz Karwat, który przegrał pojedynek sam na sam z Lewandowskim.

STAL Rzeszów      1
IZOLATOR Boguchwała            0
(0-0)
1-0 Kardyś (47. – samobójcza)

STAL: Lewandowski – Hus, Drelich (58. Baran), Bednarczyk, Suswam, Jakubowski, Karwacki, Murawski (73. M. Szymański), Prędota, Brocki (71. Żebrakowski), Lisańczuk (46. Szczoczarz)

IZOLATOR: Pawlus – Kardyś, Brogowski, Dąbek, Burak, Bereś, Skiba, A. Wójcik (87. Świder), Karwat (85. Rzeźnik), Bukała (62. Ł. Wójcik), K. Szymański (71. Tyburczy).

Sędziował Marek Pająk (Mielec). Żółte kartki: Suswam, Beszczyński (na ławce rezerwowych) oraz A. Wójcik, Dąbek, Skiba Burak. Widzów 300.

Marcin Jeżowski

[print_gllr id=127783]

Leave a Reply

Your email address will not be published.