Stalowa twierdza ma się dobrze (ZDJĘCIA)

Fot. Bogdan Myśliwiec
Fot. Bogdan Myśliwiec

1/16 FINAŁU PP. Przygoda Stali z pucharami trwa w najlepsze. W następnej rundzie, 29 października, zielono-czarni zmierzą się na własnym boisku ze Śląskiem Wrocław.

Pięć lat temu wyrzucili z pucharów Lecha Poznań, przed rokiem Cracovię, w środę w twierdzy Stalowa Wola padła Lechia Gdańsk, pełen znanych nazwisk dziesiąty zespół ekstraklasy. „Stalówka” zwyciężyła zasłużenie, determinacją i zaangażowaniem bijąc rywala na głowę.

Gdańszczanie ani myśleli traktować pucharu ulgowo, jak choćby I-ligowa Olimpia Grudziądz, która w Stalowej Woli wystąpiła w rezerwowym składzie. Trener Tomasz Unton (na krótko przejął zespół po zwolnionym Portugalczyku Joaquimie Machado) posłał w bój m.in. Ariela Borysiuka, Mateusza Możdżenia, Piotra Grzelczaka i Bartłomieja Pawłowskiego. Jednak Lechia miała przewagę tylko przez pierwszy kwadrans. Potem to Stal częściej zagrażała bramce Mateusza Bąka, a obecny na trybunach Andrzej Juskowiak kręcił głową z niedowierzaniem. Dyrektorowi sportowemu Lechii przypomniał się zapewne koszmar sprzed 5 lat, gdy przy ul. Hutniczej poległ mistrz Polski Lech Poznań. „Jusko” był wtedy trenerem napastników „Kolejorza”.

Gospodarze bez kompleksów
„Stalówka” grała agresywnie, z dużą wiarą we własne umiejętności. Powinna prowadzić od 17 minuty, ale Tomasz Płonka spudłował w sytuacji sam na sam z bramkarzem Lechii. Zrehabilitował się w 38 minucie, gdy wyłożył piłkę Dawidowi Kałatowi, a ten bez większych problemów trafił do siatki. Brawa należą się również dośrodkowującemu z wolnego Mateuszowi Kantorowi. Gospodarze zaskakująco łatwo dochodzili do pozycji strzeleckich, dwukrotnie przed szansą na gola stanął Radosław Mikołajczak, ale brakowało mu precyzji i mocy. Lechiści zagrażali Stali głównie po stałych fragmentach. Grzelczak i Antonio Colak uderzali jednak piłkę dokładnie tam, gdzie stał Tomasz Wietecha.

Płonka w „okienko”, kibice szaleją
Choć trudno to sobie wyobrazić, druga połowa była jeszcze lepsza w wykonaniu drużyny Jaromira Wieprzęcia. Goście zaczęli się denerwować, niewiele im wychodziło. Co prawda, Stojan Vranjes trafił w słupek, ale już przy stanie 2-0. W 52 minucie bowiem kapitalnym uderzeniem popisał się Tomasz Płonka – piłka wylądowała w „okienku” bramki, a 2 tysiące kibiców Stali oszalało ze szczęścia. Trener Lechii reagował, szybko ściągnął z boiska niewidocznego Pawłowskiego (jeszcze niedawno grał w Maladze przeciwko Barcelonie), ale zmiany na niewiele się zdały. Choć trzeba przyznać, że Stal miała trochę szczęścia. Po godzinie gry gospodarzy znów uratował słupek po efektownej przymiarce Nikoli Lekovica.

W 77 minucie najgroźniejszy w ekipie Lechii Grzelczak zaskoczył Wietechę i zrobiło się nerwowo. Goście atakowali, miejscowi od czasu do czasu wychodzili z kontrą. W samej końcówce 2 na 1, ale Mikołajczak źle podał do Damiana Łanuchy. Ostatnie pięć minut (sędzia doliczył 240 sekund) kibice oglądali na stojąco. Ich ulubieńcy nie popełnili jednak błędu i w 1/8 finału zmierzą się ze Śląskiem Wrocław. Tym samym tradycji stało się zadość, bowiem Lechia jeszcze nigdy nie wygrała w Stalowej Woli!

STAL St. Wola    2
LECHIA Gdańsk    1
(1-0)
1-0 Kałat (38.), 2-0 Płonka (52.), 2-1 Grzelczak (77.)
STAL: Wietecha – Wrona (70. Bartkiewicz), Czarny, Bogacz, Kantor, Mikołajczak, Kałat, Żmuda, Mistrzyk – Płonka (72. Łanucha), Sekulski (77. Michałek).
LECHIA: Bąk – Możdżeń (68. Aleksić), Dźwigała, Janicki, Leković, Pawłowski (55. Makuszewski), Borysiuk, Vranjes, Wiśniewski, Grzelczak – Colak.

Sędziował: Tomasz Wajda (Żywiec). Żółte kartki: Łanucha, Mikołajczak, Żmuda – Możdżeń, Makuszewski. Widzów: 2000.

Tomasz Szeliga

[print_gllr id=128148]

Leave a Reply

Your email address will not be published.