
Właściciele firmy „Holted” zarzucają Urzędowi Celnemu w Przemyślu przedłużanie postępowania dotyczącego ich przedsiębiorstwa oraz brak dbałości o ustalenie prawdy.
Barbara i Jacek Nachmanowie, prowadzący przemyską firmę „Holted” Sp. z o. o., mają zapłacić 800 tys. złotych za to, że rzekomo mieli mieć coś wspólnego z oszustwami celnymi. Rzecz w tym, że chodzi o „przekręty” ukraińskich celników, a Nachmanowie zarzekają się, iż nic wspólnego z nimi nie mieli. – Urząd Celny chce nas ukarać za to, że ktoś inny był nieuczciwy! – twierdzą właściciele spółki „Holted”. – Nic złego nie zrobiliśmy! – podkreślają.
O sprawie pisaliśmy już w zeszłym miesiącu, przedstawiając stanowisko Nachmanów. Wówczas nie mieliśmy jeszcze odpowiedzi z przemyskiej Izby Celnej, którą rzecz jasna zapytaliśmy, dlaczego Urząd Celny w Przemyślu domaga się od spółki „Holted” 800 tys. złotych. Teraz odpowiedź tę już mamy, ale choć wydaje się wyczerpująca, niewiele w zasadzie wyjaśnia. A to dlatego, że część postępowania objęta jest klauzulą niejawności…
Czosnkowe „przekręty”
Wszystko zaczęło się od tego, że firma Nachmanów kupiła parę lat temu trzy TIR-y czosnku w Holandii. Zupełnie legalnie odsprzedała ten towar na Ukrainę, gdzie czosnek pojechał tranzytem. – Na dokumentach wyjazdowych potwierdzonych przez funkcjonariuszy polskiej Służby Celnej jest napisane, że z Polski wyjeżdża czosnek – przypomina Jacek Nachman. Rzecz jednak nie w tym, co napisali polscy celnicy, a w tym, co napisane było w dokumentacji po ukraińskiej stronie. – Ukraińscy celnicy robili „przekręty” z czosnkiem – wyjaśniają Nachanowie. – Polegało to na tym, że wjeżdżający na Ukrainę czosnek rejestrowali w dokumentacji jako pustaki, albo pisali, że samochód wjeżdża bez ładunku – tłumaczy Jacek Nachman. – Chodziło o to, by nie płacić cła za czosnek – dodaje.
Proceder ukraińskich celników został ujawniony m.in. w raporcie Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych OLAF. W związku z nim polska Służba Celna zajęła się sprawdzaniem wyjazdów tranzytowych czosnku z Polski na Ukrainę. – O ile nam wiadomo, w stosunku do kilkorga Polaków w tej sprawie toczyły się postępowania prokuratorskie, a nawet sformułowano akt oskarżenia – mówią B. i J. Nachmanowie. – Tyle tylko, że te osoby nie mają nic wspólnego z „Holtedem” Sp. z o.o., ani nawet Przemyślem – podkreślają. – My ich nawet nie znamy! – dodają.
Nie wiadomo, co jest w raporcie OLAF-u
Zapytaliśmy przemyską Izbę Celną o powód wszczęcia postępowania wobec spółki „Holted”. Czyżby w raporcie OLAF-u była ona wskazywana jako uczestnicząca w „przekrętach” ukraińskich celników? – Raport Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych OLAF, który wskazuje na podejrzenia wystąpienia nieprawidłowości przewozu przesyłek czosnku w tranzycie na Ukrainę, stanowił jedną z przesłanek do wszczęcia i prowadzenia postępowania – odpowiada rzeczniczka IC w Przemyślu, Edyta Chabowska. – Jednocześnie wskazać należy, że raport jako dokument zawierający treści niejawne został wyłączony z tego postępowania, w przedmiocie zaś zebranych w sprawie dowodów podkreślenia wymaga, iż dowody znajdujące się w aktach sprawy jawne są tylko dla stron tego postępowania – dodaje.
Z tego wyjaśnienia wiadomo, że… nic nie wiadomo, a raczej nic konkretnego nie może być wiadome w tej sprawie nam i naszym Czytelnikom. – Nasza firma nie jest wskazana w raporcie OLAF-u jako współwinna w sprawie oszustw celnych z czosnkiem – zarzekają się Nachmnowie. – Nasza jedyna „wina” w tej sprawie polega na tym, że po prostu sprzedaliśmy czosnek na Ukrainę – podkreśla prezes „Holtedu”, Barbara Nachman.
Taka kara zrujnowałaby spółkę
Właściciele „Holtedu” zarzucają Urzędowi Celnemu w Przemyślu przedłużanie postępowania dotyczącego ich firmy oraz brak dbałości o ustalenie prawdy. – W trakcie prowadzonego postępowania z uwagi na jego skomplikowany charakter zachodziła konieczność przedłużenia tego postępowania – tłumaczy E. Chabowska. – O każdym przypadku niezałatwienia sprawy we właściwym terminie naczelnik Urzędu Celnego w Przemyślu zawiadamiał stronę zgodnie z art. 140. ustawy Ordynacja podatkowa stosownym postanowieniem, podając przyczyny niedotrzymania terminu i wskazując nowy termin załatwienia sprawy – dodaje.
Zdaniem Nachmanów, Urząd Celny chce wyłudzić od nich 800 tys. złotych za nic. – To jest dla nas ogromna suma i gdyby przyszło nam ją zapłacić, na pewno skończyłoby się to likwidacją naszej firmy oraz kolosalnym zadłużeniem – mówią. – Nie jesteśmy winni i płacić nie zamierzamy – zapowiadają Nachmanowie. – Może Urząd Celny chce się „wykazać”, a jego pracownicy zainkasować jakąś premię za wyegzekwowanie tej „należności” – zastanawiają się. – Niech się wykazuje, a celnicy dostaną premie, ale nie kosztem naszego być albo nie być – mówią właściciele „Holtedu”.
Czy celnicy istotnie dostają premie za „ściągnięcie” takich należności? – Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Finansów z dnia 8 kwietnia 2011 roku w sprawie warunków otrzymywania dodatków do uposażenia zasadniczego funkcjonariuszy celnych oraz wysokości tych dodatków, Izba Celna w Przemyślu może wypłacać dodatki za wykonywanie czynności w zakresie egzekucji administracyjnej należności pieniężnych u zobowiązanego. Dodatki wypłacane są zgodnie z ww. rozporządzeniem – dowiadujemy się od rzeczniczki przemyskiej IC, Edyty Chabowskiej.
Celnikom opłaca się ich „ścigać”?
– A więc już jest jasne, dlaczego celnikom tak zależy na zniszczeniu naszej formy – mówią gorzko Nachmanowie. – Po prostu robią to dla pieniędzy! Ciekawe, czy jeśli już nas ukarzą za nic, ściągną pieniądze, zrujnują nas, a my pójdziemy z tym do sądu i wygramy, to zwrócą otrzymane za „nas” dodatki? – ironizują. I mają rację. – Wspomniane rozporządzenie Ministra Finansów w sprawie warunków otrzymywania dodatków do uposażenia zasadniczego funkcjonariuszy celnych oraz wysokości tych dodatków nie przewiduje zwracania wypłaconych świadczeń pieniężnych, tym samym nie stwierdzono przypadku i potrzeby zwracania przez funkcjonariuszy celnych przyznanych dodatków – odpowiada na to E. Chabowska.
Zatem – kolokwialnie mówiąc – celnik też człowiek, pomylić się może. Ba, nawet opłaca mu się pomylić i wyegzekwować pieniądze od kogoś, kto ich płacić nie powinien. Dodatek dostanie, a nawet jeśli okaże się, że pieniądze „ściągnięto” niesłusznie, to zwracać go nie musi. Można zatem powiedzieć, że gra warta jest świeczki. – Na pewno, ale my nie odpuścimy – zapowiadają Nachmanowie. – Jeśli potrzeba będzie, pójdziemy do sądu – deklarują. – Nie może być tak, że ściga się nas za niewinność, bo ktoś robił „przekręty”, a teraz ktoś chce na nas zarobić – mówią właściciele „Holtedu”. – Nie odpowiadamy za to, że na Ukrainie celnicy oszukiwali na cle. W tamtym czasie 99 procent towarów wjeżdżających na Ukrainę nie było clone prawidłowo – zauważają. – To problem, ale nie bardzo wiadomo, dlaczego my mielibyśmy za to płacić – dodają Nachmanowie.
Monika Kamińska



4 Responses to "Celnikowi opłaca się pomylić"