
TARNOBRZEG. Bank Żywności gromadzi żywność, która przez embargo nie wjechała do Rosji.
Od kilku dni do Banku Żywności w Tarnobrzegu podjeżdżają kolejne TIR-y załadowane owocami i warzywami, których nie można sprzedać do Rosji. Producenci ze świętokrzyskiego zagłębia owocowo-warzywnego oddają towar dla najuboższych, ciesząc się, że chociaż część tego, co wyprodukowali, się nie zmarnuje.
TIR kapusty. TIR śliwek. TIR brokułów. Dziennie do Banku Żywności w Tarnobrzegu trafia około 60 ton warzyw i owoców, które gdyby nie embargo nałożone na Polskę przez Władimira Putina, trafiłyby do Rosji.
– Napływ ogromnych ilości płodów rolnych do naszego Banku Żywności jest związany z tymczasowym nadzwyczajnym rządowym programem zagospodarowania owoców i warzyw, których eksport uniemożliwiło rosyjskie embargo – mówi Czesław Łuszczki, prezes Banku Żywności w Tarnobrzegu. – W ciągu zaledwie kilku dni zgłosiło się do nas 36 producentów marchwi, jabłek, kalafiorów, brokułów i śliwek. Chcą nam oddać 6 tysięcy ton tych produktów. Są to przeogromne ilości. Staramy się je rozprowadzać wśród najbliższych powiatów, część przekazujemy do innych Banków Żywności. Tylko dziś 20 ton śliwek trafiło do Banku Żywności w Rzeszowie, 10 ton do Gorzowa, 10 ton do Krakowa. Na bieżąco współpracujemy także z organizacjami, które zajmują się rozprowadzaniem żywności unijnej, mają one listy osób, które dotychczas z niej korzystały.
Pierwsze dostawy warzyw i owoców trafiły do Banku Żywności 10 września. Od tamtej pory przez magazyny Banku „przerzucono” około 300 ton, które już zostały rozprowadzone.
Na jakich zasadach rolnicy przekazują nadwyżki owoców i warzyw? – Rolnicy, którzy posiadają nadwyżki owoców i warzyw, rejestrują się w Agencji Rynku Rolnego i tam zgłaszają ilości, jakie chcą przekazać do Banku Żywności. Potem przyjeżdżają do nas, oddają nam towar, a my wystawiamy im dokumenty poświadczające rodzaj, klasę i ilość owoców i warzyw, które nam przekazali. Z tymi dokumentami wracają do ARR i na ich podstawie mają wypłacane pieniądze. Z tego, co mówią, to jedyna szansa na zbycie nadwyżek. Niestety, akcja nie obejmie wszystkich rolników i całości produkcji – mówi Łuszczki. – W naszym regionie są producenci, którzy mają tysiące, setki ton owoców i warzyw. A to są tylko producenci z naszego regionu: gminy Zawichost, Samborzec, Koprzywnica, Sulisławice. Mamy nawet zgłoszenia z Polski, z Grójca, z Tomaszowa Lubelskiego. Problem mają wszyscy producenci. A z tego, co wiem, środki rządowe na rekompensaty już się skończyły. Nie wiem, co producenci zrobią z tymi ogromnymi ilościami nadwyżek. Przecież zbiory jabłek dopiero się zaczną…
Małgorzata Rokoszewska


