Gimnazjaliści walczą z otyłością

Ruch i rezygnacja ze śmieciowego jedzenia mają pomóc młodzieży w walce z otyłością. Fot. Archiwum
Ruch i rezygnacja ze śmieciowego jedzenia mają pomóc młodzieży w walce z otyłością. Fot. Archiwum

RZESZÓW. 200 gimnazjalistów z 15 rzeszowskich szkół, którzy mają problem z otyłością, weźmie udział w programie „Szkoła, ruch, zdrowie”.

W każdym z 15 rzeszowskich gimnazjów zorganizowana zostanie 12 – 15-osobowa grupa, która trzy razy w tygodniu po 45 minut będzie brała udział w specjalnych zajęciach ruchowych. Program realizowany będzie przez pracowników Uniwersytetu Rzeszowskiego, a w całości finansowany przez miasto, które wyda na ten cel 32 tys. zł.

To kontynuacja ubiegłorocznego pilotażowego programu, który był prowadzony w Gimnazjum nr 1 w Rzeszowie, w którym udział brało 30 uczniów. Program przyniósł na tyle obiecujące efekty (autorzy projektu zapowiadają, że ich wyniki pokażą 16 października na specjalnie zwołanej konferencji), że miasto zdecydowało się w tym roku rozszerzyć projekt na wszystkie gimnazja w Rzeszowie. Nie wyklucza także w przyszłości rozszerzenia tego projektu na szkoły podstawowe.

Nie tylko ruch, ale i odpowiednia dieta pomaga w walce z otyłością
Problem otyłości wśród dzieci i młodzieży został dostrzeżony na wszystkich szczeblach. Rząd ustawą chce wyeliminować ze sprzedaży w szkołach „śmieciową żywność”, m.in. słone przekąski oraz gazowane, słodkie napoje. Zakaz ma obejmować szkoły, przedszkola oraz placówki opiekuńczo-wychowawcze, w których w całym kraju uczy się w sumie ok. 4,5 mln dzieci i młodzieży.

– U nas od dawna nie ma już coca-coli, pepsi-coli czy innych słodkich, gazowanych napojów. Zostawiliśmy jednak nektary w kartonikach, mimo że nie są też zbyt wartościowym napojem. Naturalne soki są drogie i nie wszystkich dzieci byłoby na nie stać – mówi Dariusz Kuźniar, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 8 w Rzeszowie. – Wprowadzamy też programy edukacyjne np.: „Jak jeść smacznie, zdrowo, kolorowo”, a nasze panie kucharki oferują na obiad np. kolorowy gulasz, gdzie obok mięsa jest zielony groszek, marchewka, papryka. I dzieciom to smakuje.

Dyrektor podkreśla jednak, że nie jest zwolennikiem całkowitej prohibicji. – Wyrzucenie wszystkich niezdrowych produktów ze szkolnego sklepiku niewiele da, jeżeli dzieci same nie zrozumieją, że jedzenie może szkodzić i same będą wybrać między jabłkiem a pączkiem. – Co z tego, że w szkole nie będzie śmieciowego jedzenia, skoro wokół szkoły są dwa sklepy, gdzie dzieciaki mogą kupić, co chcą, lub gdy rodzic odprowadzający pierwszoklasistę do szkoły pakuje mu do plecaka chipsy (zawierają tzw. twarde oleje działające rakotwórczo) i batonik – mówi dyrektor.

Coraz bliżej realizacji
W myśl ustawy zakazana byłaby sprzedaż żywności o takiej zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych, soli i cukru, które spożywane w nadmiarze mogą być przyczyną wielu przewlekłych chorób zależnych od diety. Chodzi m.in. o niektóre ciastka, produkty mleczne i zbożowe, dżemy i marmolady, a także napoje gazowane i niegazowane oraz energetyzujące, przekąski, produkty typu fast food i instant. Rząd nie poparł z kolei propozycji, by zakazana była sprzedaż produktów mlecznych o podwyższonej zawartości cukru. Jego zdaniem, wszystkie produkty mleczne (mleko, napoje mleczne, jogurty, kefiry i maślanki), powinny być dostępne w takich placówkach, bo dzieci mają znaczne niedobry wapnia w diecie, a mleko i jego przetwory są cennym źródłem nie tylko tego pierwiastka, a także białka zwierzęcego i witamin z grupy B. Ustawa ma wejść w życie w połowie grudnia.

Anna Moraniec

Leave a Reply

Your email address will not be published.