
ELIMINACJE ME. Pierwszy raz w historii ograliśmy Niemców! We wtorek mecz ze Szkocją.
Niemożliwe nie istnieje. Po latach upokorzeń, daleka od ideału reprezentacja Polski złoiła skórę Niemcom. Manuela Neuera, który zaledwie 3 miesiące wcześniej wznosił Puchar Świata, pokonali na Stadionie Narodowym w Warszawie Arkadiusz Milik i Sebastian Mila.
Po sześciu remisach i 12 porażkach nastąpiło przełamanie w meczu z najbardziej niewygodnym dla polskiej reprezentacji rywalem. Niemcy przegrali w eliminacjach do wielkich turniejów pierwszy raz od siedmiu lat. Długo nie mogli zrozumieć, jak to się mogło stać. Przez dwie trzecie spotkania w Warszawie mistrzowie świata mieli przygniatającą przewagę, oddali 22 strzały, a przy stanie 1-0 Lukas Podolski huknął w poprzeczkę! – Niebiosa nam sprzyjały – przyznał szef PZPN Zbigniew Boniek. Wynik poszedł jednak w świat.
Milik jak Gadocha
Niemcy przywieźli kadrę okaleczoną. Brakowało kontuzjowanych Mesuta Oezila, Bastiana Schweinsteigera, Benedikta Howedesa i Marco Reusa. Po brazylijskim mundialu z reprezentacją pożegnali się natomiast Philipp Lahm, Per Mertesacker i Miroslav Klose. Tak klasowych piłkarzy niełatwo zastąpić. Dziś Niemcy zazdroszczą nam Roberta Lewandowskiego, bo klasycznej „9” o takich umiejętnościach po prostu nie posiadają.
Joachim Loew miał niewielkie pole manewru, ale składem i tak zaskoczył. Posłał w bój nieznanych szerzej Antoniego Ruedigera (prawa obrona) i Karima Bellarabiego (prawa pomoc), który w Bayerze Leverkusen strzelił już 3 gole i zaliczył 4 asysty. Mimo kłopotów, mecz i tak rozpoczęło ośmiu mistrzów świata. I właśnie bohaterowie mundialu zawalili przy pierwszym golu – Milik wykorzystał brak komunikacji pomiędzy stoperami Matsem Hummelsem, Jeromem Boatengiem oraz Neuerem. Został pierwszym polskim piłkarzem od czasów Roberta Gadochy (a upłynęło, bagatela, 43 lata), który w meczu o stawkę trafił do niemieckiej bramki.
Szczęsny łapie wszystko
Który polski piłkarz miałby pewne miejsce w reprezentacji Niemiec? Tylko „Lewy” i Łukasz Piszczek. Obaj asystowali przy golach, pokazując to, z czego słyną. Kapitan biało-czerwonych siłę fizyczną i spryt, obrońca Borussii Dortmund wyczucie chwili, gdy trzeba dośrodkować w pole karne. W sobotę na równie wysokie noty zasłużyli jeszcze Wojciech Szczęsny, który przyciągał piłkę jak magnes i Kamil Glik. Kapitan Torino rozgrywał swój najlepszy mecz w kadrze.
Polaków natchnęła bramka Milika. Po jej zdobyciu uwierzyli, że to może być dzień, w którym przejdą do historii. I choć trudno wyrokować, czy oto narodziła się nowa, lepsza drużyna, to trzeba docenić poświęcenie każdego zawodnika. Wreszcie Polska stanowiła jeden organizm. Tego nie było w I połowie. Nasi grali bojaźliwie i mało agresywnie. Szybko pozbywali się piłki, nie umieli znaleźć sposobu na rządzącego w II linii Toniego Kroosa i wykonującego czarną robotę Christopha Kramera.
Po dwóch kolejkach Polacy są liderem grupy, we wtorek w Warszawie czeka ich pojedynek ze Szkocją. Jeśli wygrają, już tej jesieni zrobią poważny krok ku francuskim mistrzostwom Europy. Jeśli polegną, zwycięstwo nad Niemcami przestanie smakować jak wykwintny obiad w trzygwiazdkowej restauracji Azurmendi.
POLSKA 2
NIEMCY 0
(0-0)
1-0 Milik (51.)
2-0 Mila (88.)
POLSKA: Szczęsny – Piszczek, Glik, Szukała, Wawrzyniak (84. Jędrzejczyk) – Grosicki (71. Sobota), Jodłowiec, Krychowiak, Rybus – Milik (77. Mila), Lewandowski.
NIEMCY: Neuer – Ruediger (83. Kruse), Boateng, Hummels, Durm – Kramer (71. Draxler), Kroos – Bellarabi, Goetze, Schuerrle (77. Podolski) – Mueller.
Sędziował: Pedro Proenca (Portugalia). Żółte kartki: Szukała, Lewandowski, Piszczek – Boateng, Bellarabi. Widzów: 56 934.
tsz


