Nasi też piszą historię

Sebastian Mila wbił gola Niemcom, dziś postara się zaleźć za skórę Szkotom, a za 2 tygodnie spróbuje znaleźć sposób na Tomasza Wietechę, bramkarza Stali Stalowa Wola. Fot. PAP
Sebastian Mila wbił gola Niemcom, dziś postara się zaleźć za skórę Szkotom, a za 2 tygodnie spróbuje znaleźć sposób na Tomasza Wietechę, bramkarza Stali Stalowa Wola. Fot. PAP

PIŁKA NOŻNA. Za dwa tygodnie Sebastian Mila, jeden z bohaterów reprezentacji, pojawi się w Stalowej Woli.

W ekstazie, jaka zapanowała po ograniu Niemców, warto pamiętać o podkarpackich akcentach. Prawą ręką selekcjonera jest sportowiec 100-lecia JKS Jarosław, a zmiennikiem na obronie wychowanek Igloopolu Dębica.

Trenerem Bogdanem Zającem i piłkarzem Arturem Jędrzejczykiem trzeba się chwalić. Stanowią bowiem przykład awansu sportowego z regionu ogarniętego permanentnym futbolowym kryzysem. Oczywiście nic nie dzieje się ot tak, po pstryknięciu palcami. Na szczyt docierają najwytrwalsi. Na swojej drodze muszą też spotkać odpowiednich ludzi.

O kadrze nie marzył
42-letni Bogdan Zając kopał piłkę w JKS-ie Jarosław i Kamaksie Kańczuga. Daleko stąd do Wisły Kraków, ale w 1995 roku dobrze zbudowany obrońca trafił pod Wawel. Ściągnął go tam legendarny trener Lucjan Franczak.

– Nie było na wodę mineralną. Eldorado zaczęło się wraz z przyjściem do klubu Bogusława Cupiała – wspominał. Z „Białą Gwiazdą” dwukrotnie świętował mistrzowski tytuł, dwa razy zdobył też Puchar Polski. W europejskich pucharach uprzykrzał życie największym napastnikom – Patrickowi Kluivertowi i Rivaldo. W Austrii i na Cyprze, dokąd wyjechał z polskiej ekstraklasy, tak pięknych chwil już nie doświadczał. Za to w Chinach emocji nie brakowało. Przez 1,5 roku grał dla drużyny z 10-milionowego Shenzhen, tamtejszego Nowego Jorku. Był zszokowany reżimem panującym na treningach. – Bicie rózgą po łydkach, zmuszanie do dźwigania 130-kilogramowej sztangi było na porządku dziennym. Oczywiście obcokrajowców traktowano inaczej. Bogdana odwiedziła w Chinach rodzina. Syn Mateusz (dziś w juniorach Wisły) złapał paskudną bakterię i przez 2 tygodnie walczył w szpitalu z wysoką gorączką. – Modliliśmy się z żoną o jego zdrowie – opowiadał Zając, który nigdy nie ukrywał, że jest głęboko wierzący.

Latem 2010 roku razem z Adamem Nawałką świętował powrót Górnika Zabrze do ekstraklasy. Trzy lata później został jego asystentem w kadrze narodowej. – To wielki zaszczyt. Jestem szczęściarzem, że mogę się uczyć od człowieka dysponującego tak ogromną wiedzą. Wydaje mi się również, że dobrze spłacam kredyt zaufania, jakim obdarzył mnie trener Nawałka – podkreślał w marcu w rozmowie z Super Nowościami. I przyznawał, że jego marzenia nie sięgały tak wysoko.

Rodzynek z Igloopolu
Zając odpowiedzialny jest w reprezentacji m.in. za analizę spotkań z udziałem drużyn, w których występują nasi zawodnicy. Doskonale orientuje się zatem w sytuacji Artura Jędrzejczyka w FK Krasnodar. „Jędza” to podkarpacki rodzynek w kadrze narodowej i pierwszy wychowanek Igloopolu Dębica w dorosłej reprezentacji. Z Niemcami zagrał krótko, zastąpił na lewej obronie Jakuba Wawrzyniaka. I choć ma wielu zwolenników, wydaje się, że dziś jest zaledwie – albo aż – pierwszym rezerwowym. Do Rosji trafił z Legii Warszawa, ale sporo wody w Wiśle upłynęło, zanim trener zaczął ustalanie składu od niego. Kilka razy jednak błysnął. Gdy Zając cieszył się z awansu Górnika, Jędrzejczyk strzelił hat-tricka Arsenalowi na otwarcie Pepsi Areny.

– Gdy strzelał gole, widziałem tego samego wysokiego chłopaczka w biało-niebieskiej koszulce Igloopolu, który bił rówieśników na głowę dynamiką, skocznością, siłą i sprytem – uśmiechał się Stanisław Baczyński, były prezes dębickiego klubu, który w 2006 roku stał za transferem młodziana do stolicy. Bardzo pomógł mu też krajan Leszek Pisz, legenda Legii. Artur skazany był na piłkę nożną. Jego ojciec Roman przez lata pracował w dębickim klubie, Jędrzejczykowie mieszkali 100 metrów od stadionu Igloopolu.

Teraz Szkocja
Tacyt pisał „Brevibus momentis summa vertis” – w krótkiej chwili zmienia się wszystko. Pod maksymą śmiało może się podpisać Sebastian Mila. Jeszcze kilka miesięcy temu walczył z nadwagą, będąc na sportowym zakręcie. W sobotę ustalił wynik, strzelając Niemcom drugiego gola. Milę będzie można zobaczyć za 2 tygodnie w Stalowej Woli. Przyjedzie ze Śląskiem Wrocław walczyć o awans do ćwierćfinału Pucharu Polski.

A już we wtorek biało-czerwoni zmierzą się na Stadionie Narodowym ze Szkocją w trzeciej kolejce eliminacji do mistrzostw Europy. Polska jest sensacyjnym liderem grupy D, po ograniu mistrzów świata nie wypada jej potknąć się na przeciętnych Wyspiarzach.

POLSKA – SZKOCJA
wtorek, godz. 20.45

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.