Od paru lat politycy z różnych opcji cicho podszeptują o pomyśle powrotu podatku “bykowego”. Proponują jednak pewne modyfikacje. Ponieważ nie chcą być posądzani o dyskryminację, planują objąć “bykowym” zarówno bezdzietnych kawalerów, jak i panny po 40. roku życia.
Politycy opowiadający się za wprowadzeniem “bykowego-bis” argumentują, że osoby mające dzieci ponoszą ogromne koszty ich wychowania. Gdy ich dzieci dorosną i zaczną pracować, będą utrzymywać wszystkich emerytów, również tych bezdzietnych. Dlatego jest to społeczna niesprawiedliwość, którą można zniwelować poprzez podatek. Płacić mieliby nie tylko single, ale także bezdzietne małżeństwa.
Rządzący są gotowi wprowadzić choćby najbardziej absurdalny pomysł, jeżeli w państwowej kasie brakuje pieniędzy. Podatek miałby uratować system emerytalny, który nie działa sprawnie, gdyż w społeczeństwie rodzi się zbyt mało dzieci. Zarówno “becikowe”, jak i “bykowe” nie skłonią ludzi do zawierania związków małżeńskich i posiadania dzieci. Taka danina musiałaby wynosić 30–40 proc. dochodów podatnika i tylko wtedy dorówna kosztom utrzymania potomstwa.
Kto zapłaci, a kto nie?
Każdy człowiek ma prawo do posiadania, jak i nieposiadania potomstwa. A co z osobami, które dzieci mieć nie mogą? Pomysłodawcy “bykowego-bis” sugerują zwolnienie tej grupy osób z podatku. Bezpłodność to dla wielu osób temat tabu, z którym nie chcą się dzielić nawet z najbliższymi. Czy można zatem od nich wymagać, aby dzielili się swoim problemem z urzędnikami fiskusa, przedstawiając np. stosowne zaświadczenia? Nie zapominajmy o tym, że wiele osób będzie chciało wówczas pozyskać fałszywe zaświadczenia o niepłodności.
Pozostają jeszcze księża i zakonnicy, homoseksualiści, osoby chore, które nie powinny mieć dzieci z przyczyn zdrowotnych, a także single “z przymusu”. W Polsce żyje coraz więcej “świadomych” singli, ale jest też duża grupa osób, które, choć marzą o posiadaniu potomstwa, z różnych powodów nie potrafią odnaleźć swojej drugiej połowy. Już to może być dla nich dramatem, czy zatem nakładanie na nich z tego tytułu dodatkowej kary w postaci “bykowego” jest w ogóle etyczne?
Społeczni egoiści?
Według badań, za kilka lat blisko dwie trzecie gospodarstw domowych będzie liczyło tylko jedną lub dwie osoby, a w zaledwie co czwartym gospodarstwie będzie choćby jedno dziecko. W dodatku wielu singli robi kariery, zarabia duże pieniądze, więc są łakomym kąskiem dla fiskusa. Nie będzie zatem zaskoczeniem, jeśli rząd “bykowe” reaktywuje. Oby jednak nie było tak, jak z nowymi uprawnieniami inspektorów kontroli skarbowej. Zamiast zmienić nieprzyjazny system podatkowy, ustawodawca nadaje nowe uprawnienia inspektorom, które umożliwią niemal całkowitą inwigilację podatników. Podobnie grozi z “bykowym” – zamiast rzeczywistej reformy systemu emerytalnego, może nas czekać prymitywne drenowanie kieszeni i uszczęśliwianie na siłę.
Karina Kaszowska



6 Responses to "Podatek “bykowy” powraca?"