26 września na skwerze między ulicą Zamkową a aleją Pod Kasztanami w Rzeszowie zostanie odsłonięta rzeźba Jana Pakosławica, rycerza i dyplomaty, który w połowie XIV wieku otrzymał od króla Kazimierza Wielkiego miasto Rzeszów na własność. Informacja ta powinna ucieszyć tych, którzy kochają Rzeszów, ale jakoś nie cieszy.
Skwer, na którym stanie pomnik, leży na terenie dawnego założenia pałacowo-ogrodowego Lubomirskich. Miejsce to nigdy nie było związane ze średniowiecznym Rzeszowem. I jeśli w ogóle w tym miejscu powinien stanąć jakiś pomnik, to na pewno nie Jana Pakosławica, ale Spytka Ligęzy, wielkiego budowniczego Rzeszowa i rzeszowskiego zamku w okresie staropolskim, albo któregoś z Lubomirskich, następnych właścicieli miasta i zamku.
Rzeźba Jana Pakosławica powstała z pominięciem konsultacji społecznych i poza konkursem na zasadzie widzimisię prezydenta Ferenca, co potwierdza tylko słuszność opinii, że urzędujący prezydent zagraca nasze miasto nieprzemyślanymi pomnikami, zamienia je w Disneyland. Niedawno w okolicach hali na Podpromiu stanął pomnik siatkarzy Resovii „podwójna krótka”, jeszcze wcześniej przy ul. Słowackiego pomnik chłopca z procą. A szykowane są następne. Aż strach pomyśleć, co się stanie, gdy Tadeusz Ferenc wygra wybory. Na pewno znajdzie się dworzanin, który zaproponuje wyniesienie Ferenca na cokół już za jego życia.
Tę pomnikową nadaktywność prezydenta należy łączyć ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Tadeusz Ferenc otwiera uroczyście nawet najkrótsze odcinki dróg, by ludowi się wydawało, że jest jego dobrodziejem czy nawet mężem opatrznościowym. A w rzeczywistość pomysły i działania Tadeusza Ferenca od dawna już przypominają styl rządzenia dawnych sekretarzy partii, którzy nie liczyli się z opinią innych, nie szanowali ich, tylko pokazywali swą nieomylność i wszechwładzę.
Piotr Samolewicz



6 Responses to "Tadeusz Ferenc nie zasługuje na pomnik"