Od stycznia ma być wdrożony pakiet onkologiczny i kolejkowy. Lekarze podstawowej opieki medycznej (rodzinni) będą musieli zajmować się pacjentami, którzy dotychczas leczyli się w poradniach okulistycznych i dermatologicznych – to dodatkowy milion pacjentów rocznie w POZ. Czy lekarze rodzinni potrafią leczyć wszystkie choroby skóry i oczu, z którymi od lat nie mieli do czynienia?
Mówią, że tak, bo ich kompetencje są szerokie. Śmiem wątpić, chociażby z tego względu, że oprócz wiedzy na zebranie wywiadu lekarskiego i postawienie diagnozy potrzebny jest czas, a tego przy dziennym przyjmowaniu średnio 40 – 50 pacjentów lekarz rodzinny po prostu nie ma. W dodatku nawet najgorzej wyposażony gabinet okulistyczny posiada specjalistyczny sprzęt typu lampa szczelinowa, unit okulistyczny czy dioptromierz pozwalający na choćby wstępną diagnozę. O ile się orientuję, tego typu sprzętu nie ma w większości przychodni rodzinnych. Skończy się więc na wypisaniu pierwszej lepszej maści czy kropli lub skierowania… do specjalisty. Czyli pacjent trafi do drugiej kolejki.
Największa i najszybsza zmiana miała dotyczyć skrócenia kolejek dla chorych na raka. Minister Arłukowicz zapowiedział zniesienie ograniczeń (tzw. limitów) finansowych na badania diagnostyczne i podjęcie ich leczenia najpóźniej w ciągu dziewięciu tygodni od wykrycia choroby. W projekcie ustawy rzeczywiście pacjenci onkologiczni mają być potraktowani inaczej. Dostaną specjalne „zielone skierowanie”, które da im priorytet na badania. Takie skierowanie wyda każdy lekarz podstawowej opieki, ale – uwaga – tylko na początku działania systemu. Kiedy się okaże, że wystawia skierowania zbyt dużej liczbie chorych, którzy cierpią na coś innego niż choroba nowotworowa, pozwolenie na wydawanie „zielonych skierowań” zostanie mu odebrane do czasu odbycia kursu dokształcającego z chorób onkologicznych. W ten sposób chorzy na raka zostaną podzieleni na chorych dwóch prędkości – tych, których lekarz rodzinny ma pozwolenie do skierowań, i pozostałych, którzy się leczą u lekarzy bez czujności onkologicznej. Nie sposób przewidzieć, którzy to będą lekarze. Po drugie, jeżeli dużo będzie chorych onkologicznie, a tych przybywa z roku na rok, w większych kolejkach staną ci nieuprzywilejowani.
Jedno jest pewne, resortowe propozycje na pewno wydłużą kolejki do lekarzy rodzinnych, którzy w porównaniu z innymi krajami i tak mają na swoich listach więcej pacjentów. Czy zdołają podjąć się dodatkowych zadań? Czy opłaci im się wystawiać większą liczbę skierowań na badania, które obciążą budżety ich gabinetów? Na razie grożą, że nie podpiszą umów z NFZ na przyszły rok.
Redaktor Anna Moraniec


