„Balon” lepszy od bohatera narodowego (ZDJĘCIA)

Niespełna 3 tygodnie temu Sebastian Mila strzelił gola mistrzowi świata Manuelowi Neuerowi. Bramkarza Stali Tomasza Wietechy jednak nie pokonał, nawet z karnego!  Fot. Bogdan Myśliwiec
Niespełna 3 tygodnie temu Sebastian Mila strzelił gola mistrzowi świata Manuelowi Neuerowi. Bramkarza Stali Tomasza Wietechy jednak nie pokonał, nawet z karnego!
Fot. Bogdan Myśliwiec

1/8 FINAŁU PUCHARU POLSKI. Śląsk Wrocław wymęczył zwycięstwo w Stalowej Woli. Zanim rezerwowy Juanito strzelił gola, karnego nie wykorzystał reprezentant Polski Sebastian Mila.

Kilka minut dzieliło „Stalówkę” od dogrywki i – być może – sprawienia kolejnej niespodzianki. Trzecią drużynę ekstraklasy uratował hiszpański rezerwowy Juan Bares Calahorro i to Śląsk Wrocław zagra w ćwierćfinale Pucharu Polski. Gospodarzom na pocieszenie pozostaje fakt, iż ich kapitan Tomasz Wietecha obronił karnego wykonywanego przez Sebastiana Milę.

To nie był mecz najsłynniejszego piłkarza ostatnich tygodni w Polsce, po zwycięstwie nad Niemcami w eliminacjach ME niemal bohatera narodowego. Okazuje się, że łatwiej pokonać Manuela Neuera z gry niż Tomasza Wietechę z 11 metrów. Sebastian Mila strzelił fatalnie; lekko i nieprecyzyjnie, pieczętując swój bezbarwny występ. Była 78. minuta, od kwadransa Śląsk grał z przewagą zawodnika, bo drugą żółtą kartkę ujrzał obrońca gospodarzy Marcin Kowalski.

– Od piłkarza tak zaawansowanego technicznie należałoby wymagać lepszego wykonania karnego. Seba powinien oszukać bramkarza. Z drugiej strony, nie tacy jak on pudłowali z 11 metrów. Wygraliśmy i nie ma co się rozwodzić nad tą sytuacją. Najważniejszy był wynik, nie styl. Zależało nam na awansie, cel zrealizowaliśmy, a myślami jesteśmy już przy ligowym starciu z Lechem Poznań – tłumaczył Tadeusz Pawłowski, trener wrocławian.

Kontrowersje na „Bubel Arenie”
We wtorkowym meczu nie brakowało kontrowersji. Kibice, trenerzy i piłkarze Stali głośno protestowali przeciwko podyktowaniu karnego. Ich zdaniem, Michał Czarny nie sfaulował Rafała Grodzickiego. „Złodzieje, złodzieje!” – niosło się po trybunach stadionu. – Z decyzją sędziego się nie dyskutuje. Gwizdnął, znaczy się karny był – prezentował swój punkt widzenia trener Śląska. Emocje towarzyszyły też zdobyciu bramki. Gospodarze twierdzili bowiem, że na pozycji spalonej znajdował się Flavio Paixao, który absorbował uwagę Wietechy. – Eee tam – skrzywił się Tadeusz Pawłowski pytany o tę sytuację. Pochwalił się natomiast swoją intuicją. – Wprowadzając Calahorro czułem, że zdobędzie bramkę głową.

Atmosfera była napięta od początku. Szalikowcy nie szczędzili sobie obelg, a piłkarze „Stalówki” wystąpili w koszulkach z zaklejonym herbem Stalowej Woli, protestując przeciwko polityce władz miasta. Cała Polska za pośrednictwem Polsatu Sport mogła zobaczyć też transparent: „Witamy na Bubel Arena im. A. Szlęzaka”.

Męczarnie faworyta
Śląsk męczył się okrutnie, nie było w jego szeregach zawodnika, którego za to spotkanie można by pochwalić. A przecież Pawłowski wystawił najmocniejszy skład. Natomiast gospodarze tradycyjnie wypruwali sobie na boisku żyły. Niedostatki w wyszkoleniu nadrabiali ambicją. I żeby nie było, kilkakrotnie postraszyli niepewnego jak zwykle Mariusza Pawełka. – Swojego występu nie musimy się wstydzić. Za nami kolejna fantastyczna przygoda z Pucharem Polski – spuentował heroiczny bój z gwiazdami ekstraklasy Jaromir Wieprzęć, szkoleniowiec Stali.

STAL St. Wola 0
ŚLĄSK Wrocław 1
(0-0)
0-1 Calahorro (87.)
STAL: Wietecha – Bartkiewicz, Czarny, Bogacz, Kowalski – Mistrzyk (59. Płonka), Giel (65. Kantor), Żmuda (90. Kałat), Łanucha, Michałek – Sekulski.
ŚLĄSK: Pawełek – Zieliński, Grodzicki, Hołota, Pawelec – F. Paixao, Hateley, Droppa (70. Calahorro), Mila, Pich – Machaj (83. Ostrowski).

Sędziował: Marcin Szczerbowicz (Olsztyn). Żółte kartki: Kowalski, Mistrzyk, Wietecha – Grodzicki, Mila. Czerwona kartka: Kowalski (62., druga żółta). Widzów: 2200.

Tomasz Szeliga

[print_gllr id=131448]