Pogotowie ratuje życie, nie leczy

Kamil Łoboś, ratownik medyczny, prezentuje sprzęt służący do przewożenia osoby zarażonej wirusem ebola lub inną zaraźliwą chorobą. Fot. Wit Hadło
Kamil Łoboś, ratownik medyczny, prezentuje sprzęt służący do przewożenia osoby zarażonej wirusem ebola lub inną zaraźliwą chorobą. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Pogotowie ratunkowe nie jest „przychodnią na kółkach”, w systemie ratownictwa medycznego spełnia rolę interwencyjną.

– Kampanią „Ratujemy nie leczymy” chcemy dotrzeć do ogółu społeczeństwa. Uświadomić mu, że ambulans pogotowia jedzie tylko do nagłych sytuacji, w celu ratowania życia. Nie ma w nim recept czy druków skierowań, czego oczekują od nas wzywający. Ma natomiast kartę czynności ratunkowych i po ustabilizowaniu parametrów życiowych bezpiecznie przewozi do szpitala znajdującego się najbliżej miejsca zamieszkania pacjenta – mówi Andrzej Kwiatkowski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie.

W karetce jest natomiast sprzęt i leki do ratowania życia zgodne z wytycznymi ustawy o państwowym ratownictwie medycznych. – Nadprogramowo zostały też wyposażone w autopulsy, urządzenia wykonujące masaż serca i zastępujące trzecią parę rąk ratowniczych, ważnych szczególnie w karetce obsadzonej przez dwóch ratowników, z których jeden jest kierowcą ambulansu – dodaje dyrektor.

1/3 wezwań bezzasadnych
Podczas dyżuru odbieramy średnio 460 telefonów z wezwaniem o pomoc, z czego realizujemy 110 wyjazdów. Reszta to wezwania bezzasadne, dotyczące zdarzeń błahych, niewymagających interwencji pogotowia, bólów brzucha, zęba, a nawet zwierzęcia leżącego obok klatki schodowej. Są także głuche telefony, bo komuś komórka uruchomiła się nieświadomie w kieszeni, bądź bawi się nią dziecko – mówi Łukasz Hudzik, ratownik medyczny, dyspozytor WSPR.

To niestety blokuje linię i zajmuje czas, bo dyspozytorzy starają się oddzwonić na taki numer, by uwiarygodnić ewentualne zdarzenie. Ratownik przyznaje również, że nie wszystko można stwierdzić ze stuprocentową pewnością przez telefon. Czasem wzywający opisują w taki sposób stan pacjenta, że dyspozytor nie ma wątpliwości, że należy wysłać karetkę. Na miejscu jednak okazuje się, że opis stanu pacjenta był nieprawdziwy, a wyjazd zespołu był niepotrzebny. Wciąż w wielu przypadkach chorzy kwalifikują się do pomocy udzielanej w placówkach nocnej i świątecznej opieki medycznej.

Pogotowie tylko na ratunek
WSPR w pierwszym półroczu tego roku zrealizowało już 12 tys. wyjazdów, można wiec powiedzieć, że dzięki niemu 12 tys. mieszkańców regionu może cieszyć się życiem. Akcja „Ratujemy nie leczymy” ma na celu przybliżenie pracy personelu pogotowia, w tym ratowników medycznych, którzy są trzonem systemu ratownictwa (na 10 ambulansów w Rzeszowie, 6 obsadzonych jest tylko ratownikami medycznymi).

Pogotowie powinno być wzywane tylko w stanach ostrych i nagłych – utrata przytomności po zażyciu leków, bełkotliwość mowy, niedowład, silny ból głowy połączony z wymiotami, ostry ból brzucha, ból w klatce piersiowej – nigdy w stanach przewlekłych (ból brzucha czy głowy od kilku dni). Przestrzeganie tych zasad sprawi, że nie zabraknie ich, kiedy naprawdę będą potrzebni komuś z zagrożeniem życia.

Anna Moraniec

3 Responses to "Pogotowie ratuje życie, nie leczy"