
RZESZÓW. Czy urzędnicy miejscy zignorowali prawo, by oddać ważną inwestycję w czasie kampanii wyborczej?
Do redakcji Super Nowości od kilku dni napływają zgłoszenia o rzekomych brakach w dokumentacji umożliwiającej dopuszczenie do używania alei Wyzwolenia, którą tak szumnie władze miasta otworzyły (26.10.) w towarzystwie prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Z informacji, do jakich dotarliśmy, wynika, że miasto najpierw złożyło wniosek o pozwolenie użytkowania drogi, a potem szybko je wycofało. Mimo tego, ruch na alei został puszczony. – Prezydent bał się kompromitacji przed głową państwa. Ciekawe, czy tak by mu się spieszyło, gdyby nie wybory? – komentuje jeden z mieszkańców, proszący o zachowanie anonimowości.
– Prezydent zaprosił prezydenta Komorowskiego i był pod ścianą, bo na dwa – trzy dni przed tym wydarzeniem dowiedział się, że będzie problem z pozwoleniem. Ferenc wprowadził w błąd głowę państwa, mieszkańców i media, pozwalając przeciąć wstęgę na drodze, która nie została oddana do użytkowania – spekuluje nasz rozmówca. – Jeśli dojdzie tam do jakiegokolwiek wypadku, to miasto będzie ponosiło za to odpowiedzialność.
Wniosek wycofany po czterech dniach
Postanowiliśmy sprawdzić sygnały od mieszkańców Rzeszowa, którzy są mocno zainteresowani tematyką inwestycji miejskich. Szybko udało się nam ustalić, że 17 października do Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Rzeszowie wpłynął wniosek o wydanie pozwolenia na użytkowanie rozbudowanego węzła Wyzwolenia-Warszawska, ale już cztery dni później wniosek ten został wycofany. 26 października miało miejsce uroczyste oddanie do użytku przebudowanej alei Wyzwolenia, w której uczestniczył prezydent Komorowski.
Dlaczego urzędnicy wycofali wniosek na kilka dni przed zaplanowanym spotkaniem z głową państwa? – Inwestor wnioskował o oddanie inwestycji przed wykonaniem wszystkich robót, w tym przed wykonaniem ekranów akustycznych. Uzyskał informację, że bez ekranów nie można jej oddać, bo są one elementem ochrony środowiska. W związku z tym wniosek został wycofany i póki nie zostaną one zamontowane, to zapewne inwestor wniosku nie złoży – wyjaśnia Krzysztof Piątek, naczelnik wydziału inspekcji i kontroli w WINB.
Ominięte prawo?
Czy zgodnie z sugestiami informatorów Super Nowości można powiedzieć, że miasto przekroczyło swoje uprawnienia, puszczając ruch kołowy na drodze, która nie uzyskała niezbędnych dokumentów? Sprawa nie jest jednoznaczna. W tym miejscu należy rozgraniczyć dwa zasadnicze terminy, których nie można stosować zamiennie: przebudowę oraz rozbudowę alei Wyzwolenia. O przebudowie mówi się wtedy, kiedy dochodzi do modernizacji drogi w istniejącym pasie drogowym, o rozbudowie – gdy inwestycja wychodzi poza ramy dotychczasowej trasy lub pojawia się w zupełnie inaczej użytkowanym do tej pory miejscu, czyli w przysłowiowym „szczerym polu”.
– Z informacji prasowych wiem, że została oddana przebudowa, czyli to, co mieści się w starym pasie drogowym. Z tego co widzę, roboty na Wyzwolenia trwają cały czas – zaznacza Krzysztof Piątek. – Pozwolenie na użytkowanie na część rozbudowaną (w miejscu nowych pasów drogowych powstałych m.in. na potoku Przyrwa – przyp. red.) jeszcze nie było wydane. Na przebudowę nie jest ono potrzebne. To tak jak z remontem domu: po jego zakończeniu dom jest nadal domem, a że jest przebudowany, to nie znaczy, że trzeba jakieś dokumenty uzyskiwać – wyjaśnia urzędnik.
Odpowie miasto
W przypadku dróg, które są rozbudowane, konieczne jest – bez względu na to, czy droga została poszerzona o metr, czy dwa – uzyskanie pozwolenia na użytkowanie. Pozwolenie wydaje się po przeprowadzeniu kontroli obowiązkowej, która powinna odbyć się w ciągu 21 dni od złożenia wniosku. W razie możliwości jest ona przeprowadzana szybciej.
Miasto puściło ruch na drodze, bo jako zarządca ma do tego prawo. Jednak w przypadku ewentualnego wypadku z powodu braku właściwej dokumentacji, to gmina Rzeszów razem z wykonawcą (dopóki inwestycja nie zostanie zakończone, on także ponosi odpowiedzialność) będzie musiała ponosić koszty. WINB zapewnia, że nie wie, czy droga jest użytkowana bez pozwolenia. – Myślę, że jest użytkowana tylko w starym pasie drogowym. Wystarczy, że kierownik budowy postawi kilka „pachołków” i już można mówić, że jest to teren budowy – słyszymy. Tymczasem, jak mogą przekonać się wszyscy kierowcy, droga użytkowana jest w pełnym zakresie.
Dokumenty mają, ale czy wszystkie?
WINB przekonuje, że pozwolenie na użytkowanie nie zostało wydane. Ratusz upiera się, że dokumenty są. – Nie popełniliśmy żadnego błędu. Wszystkie potrzebne decyzje są – mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. Jak wyjaśnia, wojewódzki nadzór budowlany najpierw otrzymuje od inwestora projekt tymczasowej organizacji ruchu, który po analizie przyjmuje do wiadomości, a po zakończeniu prac – projekt docelowej organizacji ruchu. – Nadzór albo przychodzi i kontroluje dokumentację z wykonanymi pracami, albo nie – wyjaśnia i zapewnia, że aleja Wyzwolenia została przebudowana, a nie rozbudowana, więc pozwolenie od WINB nie jest potrzebne. – To nie jest droga, która powstała „w polu” – mówi.
Dodaje też, że ekrany akustyczne mogą być zamontowane „w każdej chwili” i że to w niczym nie przeszkadza. Jak ustaliły jednak Super Nowości, obecnie Podkarpacki Urząd Wojewódzki przystąpił do przeprowadzenia ponownej oceny oddziaływania na środowisko w części dotyczącej wspomnianych ekranów akustycznych.
Nasi informatorzy nie przyjmują do wiadomości wyjaśnień miasta. – Cała sytuacja rodzi wiele pytań. Wydaje się, że tłumaczenia z ratusza są nie tylko wymijające, ale świadomie wprowadzają w błąd, zwłaszcza w sprawie tego, że to jakoby była przebudowa. Poza tym, jeśli inwestor składał wniosek o wydanie pozwolenia na użytkowanie, to przecież nie dlatego, że się pomylił. Z tego, co się dowiadywałem, to al. Wyzwolenia nadal jest droga krajową, dlatego jest to kompetencja nadzoru wojewódzkiego – komentuje jeden z nich.
Ewelina Nawrot



18 Responses to "Aleja Wyzwolenia oddana bez pozwolenia?"