W jednym z ostatnich felietonów napisałem, że jeśli Tadeusz Ferenc wygra wybory prezydenckie w Rzeszowie, to znajdzie się dworzanin, który zaproponuje, by postawić prezydenta na cokole już za jego życia. Pomyliłem się. Ferencowi na razie nie jest szykowany pomnik, ale… ołtarz.
Zrobił to nie kto inny, a prezydent RP Bronisław Komorowski, który niedawno gościł w Rzeszowie i razem z Tadeuszem Ferencem otworzył z pompą, jednocześnie przy niewielkiej liczbie gapiów, wyremontowaną al. Wyzwolenia. Prezydent Komorowski przyrównał T. Ferenca do św. Judy Tadeusza, patrona spraw beznadziejnych i trudnych, bo z takimi sprawami – według Komorowskiego – radzi sobie w Rzeszowie prezydent Ferenc.
Podczas tej akcji wizerunkowej prezydent Komorowski zaproponował też, by Rzeszów uczcił pierwszego premiera III RP Tadeusz Mazowieckiego. Tadeusz Ferenc od razu zameldował, że tak miasto uczyni. Na szczęście na ostatniej sesji rady miasta tej kadencji nie udało się koalicji SLD – PO przeforsować uchwały nadającej powstającemu mostowi na Wisłoku w Załężu imienia T. Mazowieckiego.
Na szczęście, bo ś.p. Tadeusz Mazowiecki, przy wszystkich swoich zaletach, skromności i uczciwości, nie zasługuje na most w Rzeszowie. Choćby tylko z tego względu, że nigdy nie był związany z największym miastem Podkarpacia i z nim kojarzony. Jak wiadomo, podczas wyborów prezydenckich w 1990 roku przegrał tu z kretesem. W Rzeszowie podczas różnych wyborów przegrywali też ludzie związani z obozem Mazowieckiego, czyli należący do strupiałych już dwóch Unii – Demokratycznej i Wolności. Nie wszystkim też w Rzeszowie podoba się tolerancja Mazowieckiego dla postkomunizmu w Polsce.
Podwieszany most na Wisłoku jest długo oczekiwaną i potrzebną inwestycją. Będzie największy w regionie. I zasługuje na wspaniałego patrona. Myślę, że najlepszym patronem byłby arcybiskup Jan Rzeszowski (1345-1436), syn Jana Pakosławica, założyciela Rzeszowa, pierwszy biskup rodem z naszego miasta. Lista zasług Jana z Rzeszowa jest tak długa, że nie sposób jej wyczerpać. Jan z Rzeszowa jako proboszcz katedry na Wawelu musiał zezwalać i uczestniczyć w wawelskiej koronacji Jadwigi – obecnej świętej – na króla Polski, a później w chrzcie Jagiełły i ślubie Jadwigi i Jagiełły (był de facto drugą osobą w państwie). Aby Akademia Krakowska mogła zostać uniwersytetem, Jan zaciągnął na swoich rzeszowskich dobrach pożyczkę i kupił 12 marca 1403 r. dla potrzeb akademii budynki przy ul. Grodzkiej w Krakowie z przeznaczeniem na Collegium Iuridicum, pierwszą katedrę prawa w tej części Europy. W nagrodę za działania na rzecz akademii król Jagiełło nagrodził kanonika z Rzeszowa biskupstwem we Lwowie. W tym roku upływa 600 lat od ingresu abp. Jana do lwowskiej katedry.
Most powstaje w Załężu, gdzie w średniowieczu biegła przeprawa na rzece. W tym miejscu biegł trakt z zachodu Europy na wschód, na Ruś. I jeśli radni przyszłej kadencji nadaliby budowanemu mostowi imię arcybiskupa, to w ten sposób oddaliby symboliczny hołd nie tylko pierwszemu arcybiskupowi z Rzeszowa i całemu rodowi Rzeszowskich herbu Półkozic, ale i wspaniałemu okresowi rządów Władysława Jagiełły. Wreszcie w symboliczny sposób połączyliby na nowo Zachód ze Wschodem, tak jak niegdyś czynił to arcybiskup Jan.
Piotr Samolewicz



6 Responses to "Most dla arcybiskupa Jana z Rzeszowa"