Bieszczadzki las szumi im „wieczne odpoczywanie”…

Cmentarz w Berehach Górnych napotkamy na szlaku wiodącym na Połoninę Caryńską. Fot. Marcin Jeżowski
Cmentarz w Berehach Górnych napotkamy na szlaku wiodącym na Połoninę Caryńską. Fot. Marcin Jeżowski

Zapomniane cmentarze i mogiły to częsty widok na turystycznych szlakach. Położone na pustkowiach i w lasach stają się częścią dzikiego krajobrazu. Szczególnie jesienną porą robią niesamowite wrażenie.

Przemierzając bieszczadzkie szlaki, przedzierając się przez leśne ostępy nieraz napotykamy stare krzyże, cerkiewne ruiny, ale i skryte wśród drzew cmentarze czy pojedyncze mogiły, o których często prócz leśników, niewielu dziś pamięta. Są wśród nich miejsca „kultowe” jak choćby Grób Hrabiny czy cmentarz w Beniowej, które odwiedzają zazwyczaj jedynie najwięksi miłośnicy bieszczadzkich wędrówek…

Bieszczady są miejscem z bogatą, ale jednocześnie tragiczną historią. Kiedyś te tereny były gęsto zaludnione, tętniły życiem. Sielankę zakłóciła II wojna światowa, wprowadzając niepokoje narodowościowe. Pokłosiem tego była działalność UPA, która wdarła się na tereny dzisiejszych Bieszczadów, na zawsze zmieniając oblicze tej krainy. Kolejną konsekwencją było wysiedlenie rdzennych mieszkańców w ramach akcji „Wisła”. Bieszczady opustoszały, powtórnie zdziczały. Domostwa popadły w ruinę… Także po licznych wtedy cmentarzach zaczął znikać ślad… Niektóre jednak ocalały i wraz z leśnymi kurhanami oraz mogiłami poległych w walkach, są dziś świadectwem tamtych tragicznych wydarzeń.

Z grobów budowano… obwodnicę
Jedno z takich miejsc napotkają turyści, którzy wybierają się na Połoninę Caryńską czerwonym szlakiem z Berehów (Brzegów) Górnych. Jeszcze przed wojną miejscowość ta liczyła ponad 100 domów, dziś w zasadzie nie istnieje. Cmentarz znajdujący się przy wejściu na szlak jest jej jedynym śladem. Po cerkwi, która stała kiedyś obok, nie zostało nic. Co ciekawe, jeszcze do początku lat 60. ubiegłego wieku na cmentarzu stało ponad 100 nagrobków. Do dziś zachowało się jedynie… 11. Tylko tyle ocalało po budowie dużej obwodnicy, kiedy to przerabiano je na… tłuczeń. Większość z nich to dzieła miejscowego kamieniarza amatora Hrycia Buchwaka. Zrobione przez niego pomniki i płyty nagrobne posiadały ozdobne ornamenty, płaskorzeźby i napisy. Artysta nie zapomniał też o sobie, za życia przygotowując własny nagrobek. Jest on jednym z zachowanych.

Niesamowite wrażenie robi także położony w środku wsi „dziki” cmentarz w Dwerniku (miejscowość pomiędzy Lutowiskami a Ustrzykami Górnymi). Nie da się ukryć, że ponad 10 zachowanych nagrobków ma już za sobą lata wizualnej świetności. Kiedyś cmentarz ten przedzielony był drogą. Obecna nekropolia to ta mniejsza (zachodnia) część. Na drugiej jej części stoją obecnie… domy. Podobnie jak przy wielu innych cmentarzach, także i na tym stała cerkiew pw. św. Michała Archanioła (z 1785 r.), która spłonęła tuż po wojnie. Jej śladami są fragmenty podmurówki i resztki kamiennej mensy ołtarzowej.

Grób Hrabiny
Grób Hrabiny

Bieszczadcy „Romeo i Julia”
Na szlaku wiodącym w najbardziej wysunięty na południe kraniec Polski, czyli tzw. worek bieszczadzki, także spotkać można historyczne miejsca spoczynku. W PRL teren ten był zakazany dla turystów, aktualnie jest on najbardziej dzikim fragmentem polskich Bieszczadów. Zwiedzając jego zakątki warto chociaż na chwilę wstąpić na cmentarz w Beniowej, czyli przycerkiewne miejsce pochówku. Po cerkwi św. Michała Archanioła zostało jednak nieco więcej niż w Berehach Górnych, zachowały się bowiem fragmenty kamiennej podmurówki, dwa kute krzyże i cześć chrzcielnicy z wykutym symbolem ryby. Na samym cmentarzu, na który wejdziemy przez drewnianą bramę, ocalało jedynie kilkanaście grobów, wśród nich nagrobek z symbolem kwiatu oraz grób oznaczony symbolem dzbana.

Podążając dalej tą trasą, natkniemy się na owiany legendą… Grób Hrabiny. Choć jego nazwa brzmi dość mrocznie, jest to potoczne określenie kamiennych płyt nagrobkowych Klary (zm. 1867 r.) i Franciszka Stroińskich (zm. 1893 r.) – ostatnich właścicieli wsi Sianki. O samej hrabinie wiadomo niewiele. Prawdopodobnie zmarła 30 lat przed mężem, który darzył ją tak wielką miłością, że po śmierci ukochanej odsunął się od tzw. ziemskich spraw. Przy miejscu spoczynku hrabiowskiej pary zwanej „bieszczadzkimi Romeo i Julią” stoi niewielka kaplica. Kiedyś była tam także spalona w 1947 r. cerkiew. Obecnie informuje o tym jedynie pamiątkowa tablica. Wszystko to znajduje się na cmentarzu dawnych Sianek, które były jedną z największych miejscowości letniskowych z czterech powiatów górskich województwa lwowskiego, a w powiecie turczańskim – największym letniskiem. Gościł tam często m.in. marszałek Piłsudski.

Wędrując ścieżką przyrodniczą z Tarnawy Niżnej napotkamy inny, robiący nie mniejsze wrażenie cmentarz w Dźwiniaczu Górnym. Wśród kilkunastu niszczejących grobów szczególną uwagę przykuwa jeden z nich – otoczony żelaznym płotem. Skąd to wyróżnienie? W miejscu tym spoczywa Bogdańcio Kmit, roczny syn miejscowego parocha – Jurija Kmita – czyli ówczesnego proboszcza i badacza folkloru bojkowskiego. Niesamowite wrażenie robi także duży, betonowy, pozbawiony inskrypcji sarkofag. Prawdopodobnie pochowano tam właśnie jednego z parochów.

Leśniczego zjadły wilki?
Takich skrytych, położonych w bieszczadzkiej głuszy miejsc spoczynku jest oczywiście o wiele więcej.

Sarkofag w Dźwiniaczu Górnym.
Sarkofag w Dźwiniaczu Górnym.

– W lasach Nadleśnictwa Cisna przetrwały cmentarze przy dawnych cerkwiskach w nieistniejących wsiach: Solinka, Zawój, Habkowce i Jaworzec. Co roku leśnicy koszą tam trawę i w miarę potrzeb reperują ogrodzenia – potwierdza Edward Marszałek, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. – Z kolei w lasach Nadleśnictwa Baligród znajdują się liczne mogiły żołnierzy poległych w I wojnie światowej, a w leśnictwie Kalnica stoi obelisk upamiętniający tragiczną śmierć leśniczego, którego podobno „zjadły wilki i zostały po nim tylko buty” – dodaje.

Leśnicy dbają też o znajdujący się w Stuposianach dawny cmentarz, na którym zachowało się kilka kamiennych nagrobków – wśród nich nagrobek właściciela tutejszego majątku, Marcelego Wisłockiego. – Ustawiono tu drewniany krzyż z tabliczką informacyjną o istniejącej niegdyś w tym miejscu cerkwi – mówi pan Edward.

– Nie tylko w Bieszczadach, ale i w całych Karpatach można spotkać: cmentarzysko kurhanowe, odnowiony brzozowy krzyż na partyzanckim grobie, kamień upamiętniający walczących harcerzy, cmentarz z czasów wielkiej epidemii, pomnik ofiar terroru, a nawet mogiłę powstańca z XIX wieku – wylicza Edward Marszałek. – Jakże trudno – idąc na spacer rozśpiewanym i rozszumianym lasem – uświadomić sobie, że dla tak wielu ludzi jest on miejscem „ostatniego odpoczynku”…

Aneta Jamroży, Marcin Jeżowski

Leave a Reply

Your email address will not be published.