
TBL. „Jeziorowcy” są jedynym w lidze zespołem bez zwycięstwa.
– Przyjechaliśmy powalczyć, ale nie wyszło jednak tak, jakbyśmy sobie życzyli. W pewnym momencie zeszliśmy chyba na 9 punktów różnicy, wtedy zrobiliśmy niepotrzebne straty. Śląsk ma tak ofensywny zespół, że po prostu nam odjechał. Potem walczyliśmy o jakiś przyzwoity wynik – mówił po piątkowym meczu we Wrocławiu Zbigniew Pyszniak trener Jeziora.
Wrocławianie wygrali już piąty mecz z rzędu, natomiast po raz piąty z boiska schodzili pokonani koszykarze z Tarnobrzega. – Zagraliśmy bardzo dobry mecz, szczególnie przez pierwsze trzy kwarty – mówi macedoński szkoleniowiec Śląska, Emil Rajković i dodaje. – Nie jestem zadowolony z defensywy, jaką zaprezentowaliśmy w ostatniej kwarcie. Nasza obrona całkowicie zawiodła – to nie może się zdarzyć w kolejnym meczu. Motywacja graczy, nawet na taki mecz jak ten z Jeziorem, nie może być problemem. To jest nasza praca. Po siedmiu dniach ciężkiej pracy na treningach – mecz to prawdziwe święto dla każdego członka zespołu – twierdzi trener koszykarzy Śląska, których przewaga od pierwszych minut nie podlegała dyskusji.
Gospodarzom „wpadało” niemal wszystko. Od stanu 9:6 wrocławianie zaliczyli serię 12:0 i dzięki temu kontrolowali już sytuację na parkiecie, sukcesywnie budując przewagę. Za 3 trafiali Dłoniak i Trice, świetnie rzucał i rozgrywał Skibniewski, wysocy trafiali spod kosza. Przewaga szybko rosła, aż do piętnastu oczek na koniec pierwszej kwarty. W kolejnej części meczu obraz gry ani na moment nie uległ zmianie.
Do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 53:32. – W przerwie powiedzieliśmy sobie, że trzeba się wziąć do obrony, bo w miarę idzie nam zdobywanie punktów, ale mamy słabą defensywę. W drugiej połowie niektórzy chłopcy podjęli walkę, nieźle to momentami wyglądało – mówi szkoleniowiec ekipy z Tarnobrzega.
Po zmianie stron przewaga gospodarzy ciągle rosła, a „Jeziorowcy” nie byli w stanie toczyć równego pojedynku z wrocławianami. Różnica klas była aż nazbyt widoczna. – W takim meczu, jak z Jeziorem – gdy szybko osiąga się wysoką przewagę – do głowy przychodzą myśli typu „żeby tego nie spierdzielić” – mówi Robert Skibniewski, rozgrywający Śląska i dodaje. – Trzeba być maksymalnie skoncentrowanym, wiemy, że gramy dla kibiców. Gra nie może wyglądać tak, jak w pewnych momentach w IV kwarcie.
Powiedzieliśmy sobie o tym szczerze w szatni. Doceniamy, że ludzie tak licznie wypełniają halę Orbita. Byliśmy pod dużym wrażeniem, dziękujemy bardzo kibicom. Jeśli chodzi o motywację, to trener trzyma rękę na pulsie. Jeśli trzeba, to zareaguje. Wie, kiedy wziąć czas, na ławce przywoła do porządku poszczególnych graczy – mówi Skibniewski, którego zespół ma świetny początek sezonu, czego niestety nie można powiedzieć o zespole z Tarnobrzega.
– Mamy w drużynie pewnego rodzaju problem – mówi Daniło Kozłow, skrzydłowy Jeziora. – Niektórzy zawodnicy myślą tylko o grze w ataku, a inni tylko o obronie. To nieprawdopodobne, tak być nie może. Wszyscy razem musimy bronić i atakować. W każdym meczu tracimy około stu punktów. Potrafimy rzucić nawet osiemdziesiąt, ale tracimy sto! To niemożliwe, nie da się w taki sposób wygrywać – stwierdza ukraiński koszykarz.
ŚLĄSK Wrocław – JEZIORO Tarnobrzeg 97:73 (31:16, 22:16, 30:18, 14:23)
ŚLĄSK: Mladenović 17, Skibniewski 13 (1×3, 7 as), Dłoniak 13 (2×3), Kinnard 12 (1×3), Ikovlev 7 (1×3, 7 zb) oraz Trice 10 (2×3), Hyży 7, Cesnauskis 6 (1×3), Kulon 5 (1×3), Gabiński 4 (1×3), Tomaszek 2, Burnatowski 2.
JEZIORO: Młynarski 15 (2×3), Williams 15 (1×3, 9 zb), Miller 12 (1×3), Patoka 11, Johnson 7 (1×3) oraz Kozłow 9 (7 zb), Wysocki 4, Morawiec 0.
Sędziowali: R. Mordal, K. Puchałka i C. Nowicki. Widzów 2 tys.
rm


