„Wstyd zamiast wielkiego święta” – tak pewna gazeta zatytułowała informację ta temat zamieszek, do jakich doszło 11 listopada w Warszawie podczas Marszu Niepodległości. „Wstyd” to dobre słowo na opisanie emocji, jakie towarzyszyły warszawskim obchodom święta narodowego, ale zgoła z innych powodów niż te, jakie sugeruje owa gazeta. Bo warszawski 11 listopada wbrew wszystkiemu był wielkim świętem.
Otóż od kilku lat, gdy społeczna inicjatywa środowisk narodowych o nazwie Marsz Niepodległości przyjęła się, tej masowej imprezie towarzyszą zamieszki w mniejszym lub większym stopniu prowokowane przez osoby niezwiązane z samym marszem. W ub. roku nie wiedzieć dlaczego zezwolono marszowi na przejście obok ambasady rosyjskiej i nie wiedzieć dlaczego ambasada nie była pilnowana przez policję. W tym roku doszło do rzeczy o wiele bardziej skandalicznej. Otóż pokojowy Marsz Niepodległości utknął na moście Poniatowskiego. Tysiące ludzie, którzy chcieli zamanifestować swoje przywiązanie do patriotyzmu i ojczyzny, znalazły się w pułapce, nie mogli się ani wycofać, ani pójść naprzód, gdyż czoło marszu zablokowała przy rondzie Waszyngtona policja, rzekomo w celu rozprawy z chuliganami. Faktycznie, doszło do regularnej bitwy zamaskowanych, niezidentyfikowanych osobników z policją. Policja, mimo że mogła spodziewać się takiego rozwoju wydarzeń, przecież dysponuje wywiadowcami i innymi metodami operacyjnymi, na czas nie zareagowała. Co by się stało, gdyby na moście wybuchła panika, nie ma sensu wyjaśniać Czytelnikom.
W całym kraju przebieg listopadowego święta był pokojowy. Dopisała pogoda, w promieniach niespotykanego o tej porze roku słońca świętowali chociażby rzeszowianie. Tymczasem z Warszawy przez media przetoczył się negatywny przekaz: nie pokazano radujących się ludzi, tylko zamaskowanych prowokatorów rozbijających Marsz Niepodległości i atakujących policjantów. Po raz kolejny media chciały zohydzić i skompromitować obywatelską inicjatywę narodowców. Nie jestem sympatykiem środowisk narodowych, zastanawia mnie ich stosunek do Rosji, ale to, co wyprawia główny polityczny nurt z tą obywatelską inicjatywą dobrze pokazuje stan demokracji w Polsce, że jest reglamentowana. Polacy nie mają prawa cieszyć się po swojemu z niepodległości, jeśli nie otrzymają na to „błogosławieństwa” oficjalnej władzy i wspierających ją środowisk lewicowo-liberalnych. To jest dopiero rzeczywisty powód do wstydu!
Piotr Samolewicz


