MIELEC. Po 12-letnim pobycie w więzieniu za zabójstwo zaledwie rok cieszył się wolnością.
Nawet na 15 lat może trafić za kratki Witold. D. z podmieleckiej wioski. W miniony piątek został zatrzymany przez policję, a następnie sąd aresztował go na 3 miesiące. Witold D. jest podejrzany o to, że podczas alkoholowej biesiady kilkakrotnie ugodził nożem swojego kompana od kieliszka.
Witold D., jest dobrze znany mieleckim policjantom i prokuratorom z licznych występków. „Od rzemyczka do koniczka” mówi przysłowie i w przypadku Witolda D. sprawdziło się ono co do joty. Coraz cięższe przewinienia doprowadziły go aż do zabójstwa. W 1997 r. za 53-letnim wówczas mordercą zatrzasnęły się kraty więzienia. Na wolność wyszedł po 12 latach.
W środę, 19 stycznia tego roku, do mieleckiego szpitala przywieziono 70-letniegpo pacjenta z ranami kłutymi tułowia. Natychmiast przeprowadzono operację i starszego pana pozszywano. Po budzeniu się z narkozy, ranny twierdził, że… przewrócił się na rowerze. Lekarze nie uwierzyli w tę wersję, a biegły powołany przez policję jednoznacznie stwierdził, że rany spowodowane zostały ciosami nożem.
– Po wyjściu ze szpitala pokrzywdzony został przesłuchany – informuje podkom. Wiesław Kluk, oficer prasowy mieleckiej policji. – W obliczu zgromadzonego materiału dowodowego zeznał jak było naprawdę.
Policjanci zatrzymali Witolda D. Na wniosek prokuratury sąd aresztował nożownika na 3 miesiące.
– Zarzucamy mu spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – mówi Mieczysław Włoszczyna zastępca prokuratora rejonowego w Mielcu.- Grozi mu za to kara pozbawienia wolności od roku do dziesięciu lat. Ponieważ podejrzany popełnił przestępstwo w warunkach recydywy, sąd może orzec karę o połowę wyższą.
Krzysztof Rokosz


