
STAL RZESZÓW – LUBLINIANKA. Biało-niebiescy mają nad czym myśleć w zimowej przerwie, bowiem ich strata do lidera z Krosna wzrosła już do 8 punktów.
Ostatni mecz Stali Rzeszów w tym roku był odzwierciedleniem jej postawy w jesiennej rundzie, w której dobre mecze były przeplatane tymi zupełnie nieudanymi. W sobotę po niezłej pierwszej połowie, w drugiej biało-niebiescy oddali pole rywalowi i zamiast trzech punktów, zdobyli tylko jeden, co w starciu z ostatnią drużyną tabeli nie jest powodem do dumy.
Piłkarze Stali znowu mogą sobie pluć w brodę i rwać włosy z głowy, bowiem nie pierwszy raz w tej rundzie stracili punkty na własne życzenie. Pierwsza połowa sobotniego meczu nie zapowiadała końcowego podziału punktów. Na grząskiej i ciężkiej murawie teoretycznie łatwiej powinno się bronić, niż atakować. W tych warunkach to jednak stalowcy zdecydowanie przeważali, a goście ograniczali się jedynie do nielicznych kontrataków. Biało-niebiescy szybko narzucili swój styl gry i po bramkach Piotra Prędoty i Petera Suswama prowadzili już 2-0. Mogło się podobać zwłaszcza uderzenie tego drugiego, który wyłuskał piłkę tuż przed linią pola karnego, następnie przełożył ją na prawą nogę i technicznym strzałem podwyższył prowadzenie biało-niebieskich. Było to pierwsze trafienie nigeryjskiego obrońcy w barwach Stali.
Po zmianie stron Stal… zapadła w sen zimowy i niemal całkowicie oddała pole rywalowi. Pierwszym ostrzeżeniem dla biało-niebieskich była sytuacja z 53. min, kiedy to przyjezdni (Kanarek) zdobyli gola, ale na szczęście dla gospodarzy ze spalonego. 20 minut później miejscowych już nic nie uratowało przed utratą gola. W roli głównej wystąpił Stefan Kucharzewski, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, głową pokonał Miłosza Lewandowskiego. Gospodarze dopiero w ostatnim kwadransie przebudzili się z letargu i oddali dwa strzały na bramkę Lublinianki, w tym jeden w poprzeczkę (Murawski). Goście po zdobyciu kontaktowego gola postawili wszystko na jedną kartę. Dla nich porażka 1-2 czy 1-3 nie robiła żadnej różnicy, a punktem wywiezionym z Hetmańskiej z pewnością by nie pogardzili. Lublinianie dopięli swego już w doliczonym czasie gry.
– Nie wiem, czy Stal ułatwiła nam grę po przerwie. My przycisnęliśmy, Stal się cofnęła. W końcówce wszyscy poszliśmy do przodu, piłka znalazła się pod moimi nogami i grzechem byłoby nie wykorzystać takiej sytuacji. Grało się ciężko, bo boisko było grząskie, ale trzeba być przygotowanym do każdych warunków. Nie poddajemy się, nadal wierzymy w utrzymanie i na wiosnę na pewno będziemy walczyć – mówił strzelec wyrównującej bramki, Przemysław Kanarek.
STAL Rzeszów 2
LUBLINIANKA 2
(2-0)
1-0 Prędota (22.), 2-0 Suswam (32.), 2-1 Kucharzewski (73.), 2-2 Kanarek (90.)
STAL: Lewandowski – Drożdżal, Bednarczyk, Baran (59. Maślany), Suswam, Murawski, Jędryas, Drelich, Jakubowski (70. Szymański), Szczoczarz (64. Brocki), Prędota (89. Żebrakowski)
LUBLINIANKA: Zapał – Wiśniewski (82. Kwiatkowski), Kursa, Kanarek, Skoczylas, Sobiech, Gawryluk (46. Mazurek), Ręba, Kucharzewski (88. Rovbel), Stępień, Kotowicz.
Sędziował Artur Szelc (Krosno). Żółte kartki: Jędryas, Murawski, Jakubowski – Sobiech, Mazurek, Skoczylas, Kursa. Widzów 200.
Marcin Jeżowski
[print_gllr id=134371]



One Response to "Stalowcy zapadli w zimowy sen (ZDJĘCIA)"