Rozmowa poskutkowała

Fot. Bogdan Myśliwiec
Fot. Bogdan Myśliwiec

TAURON BASKET LIGA. „Jeziorowcy” po emocjonującym pojedynku wygrali drugi mecz z rzędu w tym sezonie. Szkoda tylko, że kibice w tak małej liczbie odwiedzają halę w Tarnobrzegu.

– Zespół po wygranej przed tygodniem w Gdyni uwierzył w siebie. Teraz nawet jak przegrywał piętnastoma punktami, to się nie poddawał. Pokazał charakter i bardzo się z tego cieszę – mówił po meczu trener Jeziora, Zbigniew Pyszniak.

Początek spotkania nie wskazywał na końcowy sukces ekipy gospodarzy. Warunki gry dyktowali gracze ze Szczecina. Po trójce czołowego strzelca TBL, Trevora Releforda, ekipa beniaminka prowadziła 10:5. „Jeziorowcy” próbowali niwelować straty, ale ich gra zupełnie się nie kleiła. Na początku II kwarty goście sukcesywnie powiększali dystans. W 16 min. po efektownym wsadzie Mika Rosario, Wilki Morskie prowadziły różnicą 15 pkt (37:22).

– Do tego momentu zespół bardzo dobrze realizował założenia – opisuje trener ekipy ze Szczecina, Krzysztof Koziorowicz. – Wiedzieliśmy doskonale, że Jezioro gra obwodową koszykówkę. Dwie pierwsze kwarty pokazały, że jesteśmy na to dobrze przygotowani, bo nasza defensywa funkcjonowała bez zarzutu. Potem jednak gdzieś pojawiła się dekoncentracja, brak powrotu do obrony, niecelne rzuty itd. Przy tym 15 pkt prowadzeniu zawodnicy już zaczynali wypinać pierś jako zwycięzcy. To jest koszykówka i nic za darmo się nie dostaje – mówi trener gości, którzy w III kwarcie mieli spore problemy z zatrzymaniem Dominiqua Johnsona. To właśnie Amerykanin trafiał „trójkami” jak natchniony.

– Trafił cztery razy z rzędu, pociągnął swój zespół i wszystko się nagle odmieniło. Cały czas podpowiadaliśmy zawodnikom o grze rywali na obwodzie, ale oni jednak te pozycje mieli. Pracujemy regularnie nad defensywą, ale wciąż nie wygląda ona najlepiej. Jechaliśmy 700 km z przekonaniem, że jesteśmy w stanie wygrać, a stało się inaczej – dodaje trener Koziorowicz.

Gospodarze nakręcali się z każdą akcją, a grą zespołu świetnie dyrygował „kieszonkowy” Josh Miller (12 asyst). – W drugiej połowie zaczęliśmy grać bardziej zespołowo, bo w pierwszych dwudziestu minutach Amerykanie grali praktycznie „pod siebie”. Obrona była niezła, ale atak był słaby – opisuje trener Pyszniak. – Rozmowa w szatni podczas przerwy poskutkowała, bo od III kwarty była już zespołowa gra. Pojawiły się pozycje rzutowe dla Amerykanów i pozostałych zawodników, defensywa też była niezła – dodaje szkoleniowiec „Jeziorowców”, którzy niemal do samego końca musieli twardo walczyć o zwycięstwo. Goście na niespełna dwie minuty przed końcem zniwelowali straty do dwóch „oczek” (80:78). – W końcówce zabrakło nam determinacji i takiego zdecydowania, że można wygrać. Obrona też pozostawiała wiele do życzenia – mówi trener ekipy ze Szczecina.

JEZIORO Tarnobrzeg – KING WILKI MORSKIE Szczecin 95:85 (16:22, 20:21, 34:23, 25:19)
JEZIORO:
Johnson 28 (5×3), Williams 17 (2×3), Miller 13 (1×3, 12 as), Młynarski 9 (1×3, 7 zb), Wysocki 6 oraz Kozłow 11 (1×3), Patoka 11 (1×3), Morawiec 0.
WILKI MORSKIE: Rosario 20, Kikowski 13 (1×3), Kowalenko 11 (2×3, 6 zb), Releford 11 (1×3), Harris 7 (10 zb) oraz Flieger 11, Mazur 5 (1×3), Gregory 4, Majcherek 3 (1×3).
Sędziowali: W. Liszka, T. Trojanowski i M. Sosin. Widzów 500.

rm

Leave a Reply

Your email address will not be published.