Robią z nas idiotów

Arkadiusz RogowskiWydawałoby się, że rosnący w społeczeństwie odsetek osób z wyższym wykształceniem powinien mieć swoje odbicie w malejącym odsetku głosów nieważnych w każdych kolejnych wyborach. I rzeczywiście tak było. W 2002 roku w wyborach do sejmiku wyniósł on 14,43 proc., w 2006 roku 12,70 proc., w 2010 roku 12,06 proc., a w 2014 roku liczba głosów nieważnych rośnie nagle aż do 17,93 proc.! Oznacza to, że prawie co piąty wyborca nie wiedział (?), jak się wybiera radnych województwa!

A gdy te statystyki ujrzały światło dzienne, stała się rzecz niesłychana – po prostu uznano to za sytuację zupełnie normalną. Ruszyła wręcz medialna machina do uzasadniania głosów nieważnych: że skomplikowane książeczki, że ludzie celowo nie oddali głosu na żadną partię, bo mają wszystkich dość (a tacy raczej zostają w domach), że instrukcja PKW była błędna. Jeden z przedstawicieli politycznej elity odwołał się nawet do statystyk czytelnictwa w Polsce, z których wynika, że przeciętny Polak czyta tylko 0,6 książki na rok! Generalnie od ponad tygodnia szuka się każdego najgłupszego nawet powodu, żeby tylko uzasadnić, że podane dopiero po 6 dniach (!) wyniki wyborów są wiarygodne.

Niestety, sprawę wiarygodności wyników szybko upolityczniono. Jarosław Kaczyński ogłosił, że zostały one sfałszowane, zaś partie, które obroniły koryto, uważają, że tak naprawdę nic się nie stało, że wyborów nie trzeba powtarzać. Tymczasem prawda jest taka, że dzisiaj nikt nie jest w stanie udowodnić ani tego, że wybory w całej Polsce zostały sfałszowane, ani tego, że zostały one przeprowadzone w sposób prawidłowy, że liczenie głosów było uczciwe i rzetelne. W konsekwencji oficjalne wyniki wyborów do sejmików nie są wiarygodne.

Jeśli wybory to święto demokracji, to ich wyniki nie powinny budzić ŻADNYCH wątpliwości. Tymczasem wedle instrukcji przygotowanych dla ekspertów, którzy jeżdżą obserwować wybory na świecie, Polska nie spełniła 37 z 68 wytycznych, czyli ponad 54 proc. z nich! Skoro uważamy, że liczenie głosów może trwać 6 dni, że wiarygodne są wyniki obliczone w programie, do którego każdy rozgarnięty informatyk mógł się włamać i wpisywać co chciał, że wyniki dokładnych sondaży exit polls mogą się znacząco mylić co do wyników jedynie dwóch partii (PiS i PSL), że 18 proc. głosów nieważnych jest czymś normalnym, to po prostu przekraczamy kolejną granicę absurdu. Tak chętnie wytykamy ją Białorusi i Rosji, a na własnym podwórku nie chcemy jej dostrzec? Tak przecież wygodniej…

W tym tygodniu rozdzwoniły się telefony w redakcji. Oto kilka komentarzy naszych Czytelników: „To robota politruków”, „To nie państwo, tylko burdel”, „Robią nam jajecznicą z mózgów”, „Nawet za Stalina wyborów nie wygrywał ktoś, kogo nie było na listach”. Ale czy w tym kraju ktoś się jeszcze liczy ze zdaniem zwykłego człowieka?

Wcale nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy wziąć udziału w II turze wyborów. Coś mi podpowiada, że i tym razem jaja będą niezłe, bo o ostatecznym wyniku może zdecydować nawet jeden głos.

Redaktor Arkadiusz Rogowski

2 Responses to "Robią z nas idiotów"

Leave a Reply

Your email address will not be published.